Reprezentacja Egiptu udanie zainaugurowała Puchar Narodów Afryki. „Faraonowie” pokonali Zimbabwe 2:1, a decydującego gola w doliczonym czasie gry strzelił Mohamed Salah. Gwiazdor reprezentacji Egiptu po raz kolejny pokazał, że można na niego liczyć.

Niespodzianka na początku, dominacja faworyta

To Egipcjanie od pierwszego gwizdka narzucili rywalom swoje warunki i długo utrzymywali się przy piłce. Mimo wyraźnej przewagi to Zimbabwe jako pierwsze znalazło drogę do siatki. W 20. minucie jeden z nielicznych kontrataków zakończył się trafieniem Prince’a Dube’a, co było sporym zaskoczeniem.

Marmoush doprowadza do wyrównania

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie – Egipt jeszcze mocniej przycisnął defensywę rywali. Wysiłki faworyta przyniosły efekt w 63. minucie. Omar Marmoush, zawodnik Manchesteru City, ruszył skrzydłem, wpadł w pole karne i z bardzo ostrego kąta uderzył pod poprzeczkę, doprowadzając do wyrównania. To był pierwszy sygnał, że największe indywidualności mogą załatwić sprawę w tym spotkaniu.

Salah przesądził o losach spotkania

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, decydujący cios zadał Mohamed Salah. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry piłka trafiła pod nogi gwiazdy Liverpoolu. Napastnik wygrał pojedynek fizyczny z obrońcą i precyzyjnym strzałem z pola karnego pokonał bramkarza Zimbabwe, zapewniając Egiptowi trzy punkty.

Ostatnio wokół Salaha działo się sporo – niekoniecznie w pozytywnej atmosferze. Trener Liverpoolu, Arne Slot, posadził swojego gwiazdora na ławce rezerwowych trzy razy z rzędu (dwa razy go nie wpuścił nawet na minutę), a ten odpowiedział w mediach. Stwierdził, że został kozłem ofiarnym gorszej formy całej drużyny i nie akceptuje takiego traktowania, ponieważ jest za dużo zrobił dla „The Reds”. Wywołało to spekulacje na temat przyszłości Salaha w Liverpoolu i potencjalnego transferu nawet już zimą. Zapewne temat powróci po zakończeniu PNA, a przynajmniej po udziale Egiptu w turnieju.