Ekstraklasa wróciła po przerwie zimowej, a już w jednym z pierwszych spotkań nowego roku doczekaliśmy się szybkiego ciosu. W meczu Zagłębie Lubin – GKS Katowice piłka wpadła do siatki błyskawicznie, bo już w 63. sekundzie gry! Stadion w Lubinie zamarł, a goście mogli mówić o idealnym początku rundy wiosennej.

Szybko poszło

Na inaugurację ligowych zmagań w 2026 roku przyszło nam śledzić starcie Zagłębia Lubin z GKS-em Katowice. „Miedziowi” uchodzili za jedną z rewelacji rundy jesiennej — po 18 kolejkach zajmowali piąte miejsce w tabeli Ekstraklasy i realnie myśleli o dalszym marszu w górę klasyfikacji. Zupełnie inne nastroje panowały po stronie drużyny z Katowic, która zimę spędziła na 16. pozycji, otwierającej strefę spadkową.

Goście od pierwszego gwizdka pokazali jednak, że przyjechali do Lubina z jasnym celem — walczyć o utrzymanie i nie kalkulować. Akcję bramkową rozpoczęli już w pierwszej minucie spotkania. W środkowej strefie boiska piłkę stracił Michalis Kosidis, co natychmiast wykorzystał GKS, wyprowadzając szybki i zdecydowany atak.

Piłka trafiła do Bartosza Nowaka, który znakomicie odnalazł się w polu karnym. Pomocnik GKS-u zachował spokój i precyzyjnym, płaskim strzałem pokonał Jasmina Buricia, dając swojej drużynie prowadzenie po zaledwie 63 sekundach gry.

Dla Nowaka było to już szóste trafienie w obecnym sezonie Ekstraklasy. Do tego dorobku dołożył wcześniej pięć asyst, co oznacza, że w 18 ligowych występach brał bezpośredni udział przy jedenastu bramkach swojej drużyny. Takie otwarcie meczu tylko potwierdziło, jak ważną postacią 32-latek pozostaje dla zespołu z Katowic w walce o ligowy byt.