Manchester United w poniedziałkowy wieczór 24 listopada poniósł bolesną porażkę z Evertonem, mimo że przez większość spotkania grał w przewadze jednego zawodnika. Krytyka spadła zarówno na piłkarzy, jak i na cały zespół. Trener „Czerwonych Diabłów”, Ruben Amorim, również nie gryzł się w język, otwarcie piętnując postawę swojej drużyny.

Niespodziewana porażka United na Old Trafford

W meczu 12. kolejki Premier League Manchester United podejmował Everton i ku zaskoczeniu kibiców przegrał 0:1. Bohaterem gości został Kiernan Dewsbury-Hall, który już w pierwszej połowie wpisał się na listę strzelców, ale nie o tym trafieniu mówiło się najwięcej, tylko o tej sytuacji:

Ogromne zdumienie wywołał fakt, że ekipa Amorima zmarnowała niemal cały mecz w przewadze. W 13. minucie z boiska wyrzucony został Idrissa Gueye. Senegalczyk stracił panowanie nad sobą i po jednej z akcji, w których doszło do komunikacyjnego błędu między panami tak się wściekł, że… uderzył w twarz kolegę z drużyny, Michaela Keane’a, za co wyleciał z boiska. To jednak nie pomogło United, które nie potrafiło pokonać Jordana Pickforda. Pierwsza połowa była absolutnie żałosna w wykonaniu gospodarzy, druga trochę lepsza, acz na przeszkodzie stanął kapitalny Jordan Pickford.

Amorim grzmi po meczu

Po końcowym gwizdku na Manchester United posypała się fala krytyki — w tym od własnego szkoleniowca. Ruben Amorim wprost przyznał, że jego zespół kompletnie nie sprostał zadaniu.

- Everton zasłużył na zwycięstwo. Nie zrozumieliśmy, jak powinniśmy grać w przewadze. Brakowało nam czytania gry i jakości w polu karnym — ocenił Portugalczyk.

Trener wskazał również na problem z intensywnością:

- Gdy nie gramy na najwyższych obrotach, od razu to widać. W taki sposób nie da się wygrywać. Jestem sfrustrowany tym, jak zaprezentowaliśmy się u siebie, zwłaszcza przy sytuacji w tabeli i tym, co wydarzyło się w weekend w innych klubach.

Amorim nie ukrywa, że najgorsze było słabe wejście w mecz:

- Od pierwszej minuty wyglądaliśmy fatalnie. Nie rozumieliśmy tempa gry, nie nadążaliśmy za nim. To mój największy problem. Przez pięć tygodni byliśmy chwaleni za ewolucję, ale ja powtarzam — wciąż jesteśmy daleko. Boję się powrotu tego, co działo się rok temu. Musimy współpracować i być lepsi - zakończył.