Liverpool jest ostatnio w zdecydowanym dołku formy, a trener Arne Slot musi powoli obawiać się o swoją pozycję. "The Reds" potężnie zainwestowali przed sezonem, co nie omieszkał im wypomnieć Uli Hoeness, który raczej nie gryzł się w język.

Liverpool w dołku

W ostatnim sezonie mówiliśmy o niesamowicie dobrze naoliwionej maszynie, która sunęła przez Premier League w zaskakującym stylu. Był to debiutancki sezon Arne Slota, który został wręcz namaszczony przez Jurgena Kloppa na to stanowisko. Jednocześnie niemiecki trener przekazał ogromną presję, z jaką wydawało się, świetnie radził sobie Slot. Teraz powstaje pytanie, czy jednak coś się nie zacięło? Może drużyna z poprzedniego sezonu to były jeszcze mechanizmy wypracowane właśnie za Kloppa. Ostatnia wygrana z West Hamem może być światełkiem w tunelu.

W aktualnym sezonie wygląda to po prostu bardzo przeciętnie. W samej angielskiej ekstraklasie po 13 rozegranych spotkaniach Liverpool ma na koncie 21 punktów i zajmuje 8. lokatę. Jednocześnie traci już dziewięć oczek do pierwszego Arsenalu. W dodatku ostatnia upokarzająca porażka z PSV Eindhoven w Lidze Mistrzów (1:4) tylko dolała oliwy do ognia. Mówimy o drużynie, która wydała pół miliarda euro, a kibice oczekiwali zmontowania wręcz niepokonanej armii.

Hoeness mówi wprost

Wspominanie wydatków na transfery to wręcz obowiązek w tej sytuacji. Liverpool pozyskał przecież takie gwiazdy jak: Florian Wirtz, Alexander Isak, czy Hugo Ekitike. Suma wydatków zakręciła się w okolicy 500 milionów euro, co jest wręcz abstrakcyjną kwotą, zważając, że to tylko jedno okienko. Właśnie w tym kontekście braku jakości związanej z wydawaniem pieniędzy zdecydował się wypowiedzieć w rozmowie z "Bild" honorowy prezes Bayernu Monachium - Uli Hoeness.

Wydali 500 milionów euro, a rozgrywają tak katastrofalny sezon. Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że mają tylko i wyłącznie supergwiazdy. Tam są sami „szefowie” i ani jednego „pracownika’”. Powtarzam, że Liverpool wkrótce będzie musiał grać pięcioma piłkami, bo gwiazdy nie chcą się nimi dzielić. Biedny Florian Wirtz nie dostaje tam nawet piłki, bo Salah, Szoboszlai i wszyscy inni chcą grać swoją własną.