Lata temu mecze Legia Warszawa z Widzew Łódź elektryzowały całą piłkarską Polskę i często ważyły losy mistrzostwa. Tym razem stawką piątkowego spotkania była walka o utrzymanie w Ekstraklasie. Widowisko jednak kompletnie rozczarowało, a kibice przez większość meczu oglądali chaos, niedokładność i futbol stojący na bardzo niskim poziomie. Ostatecznie po ogromnych męczarniach zwyciężyła drużyna ze stolicy, która gola na wagę trzech punktów zdobyła dopiero w doliczonym czasie gry.

Legia dobiła Widzew po słabym widowisku

Przed pierwszym gwizdkiem faworytem według bukmacherów była Legia Warszawa, ale boisko długo tego nie potwierdzało. Spotkanie zaczęło się obiecująco, bo już w 3. minucie Mileta Rajović miał dobrą okazję, jednak świetnie interweniował bramkarz gości Bartłomiej Drągowski. Chwilę później odpowiedzieć próbował Emil Kornvig, lecz również bez skutku.

Na tym jednak konkretów praktycznie zabrakło. Legia miała przewagę w posiadaniu piłki, lecz jej ataki były wolne, schematyczne i łatwe do przewidzenia. Widzew skupiał się głównie na przeszkadzaniu rywalowi i sam również nie potrafił stworzyć większego zagrożenia. Tempo meczu było słabe, a liczba niedokładnych podań i prostych strat tylko potęgowała wrażenie chaosu.

Do ważniejszych wydarzeń pierwszej połowy należała kontuzja Pawła Wszołka, który w 42. minucie musiał opuścić murawę. Zastąpił go Arkadiusz Reca, lecz jego występ trwał zaledwie kilkanaście minut, bo Marek Papszun zdecydował się zdjąć go już w 59. minucie zastępując go Rubenem Vinagrem.

Po przerwie obraz gry nie uległ większej zmianie. W 65. minucie Widzew wreszcie groźniej zaatakował, gdy Carlos Isaac znalazł się w polu karnym, lecz uderzył jedynie w boczną siatkę. Chwilę później z dystansu próbował Mateusz Żyro, ale Otto Hindrich nie miał problemów z interwencją.

Legia odpowiedziała w 75. minucie po rzucie rożnym. W zamieszaniu podbramkowym do piłki dopadł Jean-Pierre Nsame, jednak jego strzał został zablokowany. W 87. minucie swoją półszansę miał jeszcze Sebastian Bergier, lecz główkował wyraźnie ponad poprzeczką.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, gospodarze dopisali sobie punkty niemal rzutem na taśmę. W siódmej minucie doliczonego czasu gry Legia wykonywała rzut wolny z bocznego sektora boiska. W polu karnym Widzewa wybuchło ogromne zamieszanie, po którym Kapustka oddał strzał, a stojący blisko bramki Rafał Adamski wepchnął piłkę do siatki.

Dzięki temu zwycięstwu zespół Marka Papszuna awansował na 9. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Widzew Łódź nadal pozostaje natomiast w strefie spadkowej i przed nim trzy kluczowe spotkania w walce o utrzymanie – z Lechia Gdańsk, Korona Kielce oraz Piast Gliwice. Jeśli łodzianie będą prezentować podobną nieskuteczność, ich sytuacja w kontekście utrzymania w elicie może stać się bardzo trudna.