Lech Poznań zaliczył drugą ligową porażkę z rzędu. Tym razem „Kolejorz” uległ na wyjeździe Piastowi Gliwice 0:1, choć przez większość spotkania to właśnie poznaniacy dyktowali warunki. O losach meczu przesądziła jedna akcja w końcówce, a symbolem nieskuteczności gości stało się katastrofalne pudło Pablo Rodrígueza, które już krąży w sieci.

Lech naciskał, Piast przetrwał

Od pierwszych minut to piłkarze Lecha częściej gościli pod polem karnym Františka Placha. Sytuacje mieli m.in. Bengtsson oraz Ishak, ale słowacki bramkarz Piasta był w znakomitej formie. Już w pierwszej połowie goście mogli wyjść na prowadzenie, jednak Bengtsson przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem.

W 28. minucie Lech dostał prezent od losu – po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką przez Palmę. Do piłki podszedł Dziczek, ale Mrozek obronił jego strzał. To był moment, który mógł odmienić losy spotkania.

Dramat Rodrígueza

Po przerwie obraz gry się nie zmieniał. Lech atakował, Piast bronił się całym zespołem. W 72. minucie nadszedł moment, który kibice z Poznania będą wspominać z niedowierzaniem. Pablo Rodríguez stanął przed pustą bramką, ale z czterech metrów posłał piłkę nad poprzeczką. NIE-WIA-RY-GO-DNE!

Zobaczcie to:

Gol po roku przerwy, Lech falstartuje

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, Piast zadał decydujący cios. W 81. minucie Andreas Katsantonis, wracający po blisko roku przerwy spowodowanej kontuzją, idealnie wyskoczył do dośrodkowania Felixa i strzałem głową dał gospodarzom zwycięstwo.

Piast wygrał 1:0 i awansował na 12. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Lech spadł na 9. pozycję i może mówić o beznadziejnym początku rundy wiosennej – najpierw 1:3 z Lechią, teraz 0:1 z Piastem. Zero punktów w dwóch meczach z drużynami, które trudno zaliczyć do potentatów. Czy posada trenera Frederiksena zacznie być chwiejna, jak chcieliby tego niektórzy kibice „Kolejorza”?