Rewanżowe spotkanie Bayernu Monachium z Paris Saint-Germain rozpalało zmysły po pierwszym niesamowitym pojedynku. Goli aż tyle nie padło, ale nie brakowało emocji oraz kontrowersji. Gospodarze mieli ogromne pretensje o brak rzutu karnego po zagraniu ręką Joao Nevesa, ale czy słusznie?

Ręka ewidentna, ale nie na rzut karny?

Zagrania ręką w polu karnym to w dalszym ciągu część sędziowskiej pracy, często owiana tajemnicą, zależna od interpretacji. W tak ważnym meczu jak Bayern - PSG, można było przewidzieć, że każda możliwie kontrowersyjna sytuacja będzie mocno krytykowana zarówno przez kibiców, jak i przez same drużyny. W 31. minucie Vitinha znajdujący się we własnym polu karnym, chciał wybić bezpiecznie piłkę, pech chciał, że trafił w Joao Nevesa.

Trafił go jednak prosto w odchyloną i nienaturalnie ułożoną rękę - interpretacja gospodarzy? Ewidentny rzut karny. Jednak ku niezadowoleniu kibiców gospodarzy sędzia Joao Pinheiro nie wskazał na "wapno", nie podchodził nawet do monitora. Jak przekazuje sędziowski ekspert "TVP Sport", Rafał Rostowski, sędzia stosował się to wytycznych, przekazywanych bezpośrednio przez Komisję Sędziowską UEFA. W tym konkretnym przypadku w grę wchodził dokument:

Zagranie piłki ręką nie jest przewinieniem, kiedy zawodnik (…), zostanie uderzony w rękę/ramię piłką zagraną przez kolegę z drużyny. Chyba że piłka wpadnie bezpośrednio do bramki drużyny przeciwnej lub zawodnik zdobędzie bramkę zaraz potem, wówczas drużynie przeciwnej przyznawany jest rzut wolny bezpośredni.

Bramka za późno, PSG w finale

Sytuacja z zagraniem ręką w polu karnym nie była jedyną kontrowersyjną. Sporym echem obiła się także akcja, gdy PSG prowadziło już 1:0, a Nuno Mendes zatrzymał korzystną akcję "Bawarczyków", co ciekawe - zagraniem ręką. Arbiter wskazał wówczas, że to wcześniej Konrad Laimer dotykał piłki ręką, choć powtórki to wykluczyły. Kontrowersyjny w tej sytuacji był fakt, że obrońca PSG miał już żółtą kartkę na koncie, a przerwanie korzystnej akcji w taki sposób powinno zakończyć się wyrzuceniem z boiska, na co wskazał m.in. Adam Lyczmański na łamach "Canal+ Sport".

Spotkanie było kompletnie odmienne w porównaniu do pierwszego meczu, gdzie padło aż dziewięć goli. Bayern, który z ogromną przewagą w tabeli Bundesligi zapewnił sobie już tytuł mistrza Niemiec, co prawda w samej końcówce strzelił gola wyrównującego, ale to było już za późno, by powalczyć o dogrywkę. PSG zmierzy się w wielkim finale Ligi Mistrzów z Arsenalem, który dzień wcześniej skromnie, 1:0, pokonał Atletico Madryt.