To co działo się w finale Pucharu Narodów Afryki przejdzie do historii, jako jeden z najbardziej szalonych meczów. Działo się w nim dosłownie wszystko, ale zadziwiające sceny uchwyciły kamery pod bramką Edouarda Mendy'ego. Przez całe spotkanie próbowano... ukraść mu ręcznik?

Walka o ręcznik

To co wydarzyło się w wielkim finale Pucharu Narodów Afryki przechodzi ludzkie pojęcie i to dosłownie. Kuriozalne sceny podczas samej piłkarskiej uczty, a w tle zamieszki na trybunach, a nawet na trybunie prasowej, gdzie dziennikarze z Senegalu i Maroka skakali sobie do gardeł. Istny chaos i dezorganizacja, wręcz brakuje słów na to wszystko. Jednak kamery wychwyciły ciekawą sytuację, która ciągnęła się przez praktycznie większość tego finału.

Edouard Mendy obawiał się bowiem o swój... ręcznik. Brzmi to komicznie, ale podczas starcia półfinałowego, kiedy Maroko mierzyło się z Nigerią, chłopcy do podawania piłek regularnie zabierali ręcznik bramkarzowi rywali. Zaznaczmy, że gospodarzem całego turnieju było właśnie Maroko. Wszystko było kuriozalne, ale znalazło swoją powtórkę w finale.

Prywatny ochroniarz Mendy'ego

Podczas tego finału padał deszcz, a więc naturalnie bramkarz potrzebował ręcznika do wycierania rękawic oraz choćby twarzy, nic niezwykłego. Dosłownie od początku była powtórka z rozrywki ze spotkania z Nigerią. Chłopcy do podawania piłek mieli jedno zadanie - ukraść ręcznik, by przeszkodzić rywalowi. Walka była tak zażarta, że wszystko wyglądało gorzej niż komicznie.

Drużyna Senegalu przeczuwając, że tak może się wydarzyć, wysłała w okolice swojej bramki rezerwowego golkipera. Yevhann Diouf miał jedno zadanie - strzec ręcznika. Jak już widział, że to wręcz zaplanowana dezorganizacja, został przy bramce i podawał go raz po raz. W pewnym momencie chłopcy do podawania piłek wręcz rzucili się na niego, próbując mu wydrzeć ten ręcznik. Gdyby nie nagrania, trudno byłoby sobie wyobrazić w ogóle taki scenariusz.

Senegal i tak wygrał

W finale Pucharu Narodów Afryki znalazły się ekipy, które wygrały swoje grupy, zdobywając po siedem punktów. Samo starcie finałowe, to istne zamieszanie. Na trybunach afera, za bramką Mendy'ego afera, a na boisku? Jeszcze większa afera. Piłkarze Senegalu zeszli nawet z murawy wyrażając swój sprzeciw decyzji arbitra, ale później wrócili. Brahim Diaz koncertowo zmarnował jedenastkę, a ostatecznie w dogrywce Pape Gueye strzelił zwycięską bramkę, dając puchar Senegalowi. Zdecydowanie po tym turnieju musi powstać powieść, mimo że opisująca rzeczywistość, będzie można ją zakwalifikować do fantastyki.