Pep Guardiola znów rozpalił debatę w Anglii. Choć Manchester City zimą sięgnął po Antoine’a Semenyo z Bournemouth za 65 milionów funtów – najdroższy transfer w całej Premier League w tym oknie – kataloński szkoleniowiec… udawał rozczarowanego. Na konferencji prasowej przed półfinałem Carabao Cup z Newcastle United trener „The Citizens” wbił szpilę krytykom, którzy od lat zarzucają jego drużynie, że wygrywa tylko dzięki wielkim pieniądzom.
City dopiero siódme w wydatkach netto
Choć liga angielska od lat dominuje finansowo w Europie dzięki rekordowym kontraktom telewizyjnym, Manchester City nie jest już największym „rozrzutnikiem”. Biorąc pod uwagę bilans wydatków netto z ostatnich pięciu lat, mistrzowie Anglii zajmują dopiero siódme miejsce w Premier League.
TOP 7 „net spend” w Anglii (ostatnie 5 lat):
- Manchester United – -684,61 mln
- Arsenal – -675,55 mln
- Chelsea – -662,04 mln
- Tottenham – -578,86 mln
- Newcastle United – -430,61 mln
- Liverpool – -423,75 mln
- Manchester City – -397,78 mln
To zestawienie podważa narrację, jakoby to właśnie klub z Etihad był finansowym hegemonem ligi. Inna sprawa, że gdyby wziąć pod uwagę 10-letni okres, wyniki byłyby już zupełnie inne, a przecież Guardiola jest szkoleniowcem "Obywateli" od 2016 roku.
Ironia Guardioli
Zapytany o politykę transferową swoich przełożonych, Guardiola odpowiedział z wyraźną ironią:
– Jestem trochę smutny i zdenerwowany, bo w ostatnich pięciu latach jesteśmy dopiero siódmi pod względem wydatków netto. Chcę być pierwszy. Nie rozumiem, dlaczego klub nie wydaje więcej pieniędzy. Jestem na nich trochę zły – mówił, uśmiechając się.
Następnie dodał:
– Skoro kiedyś wygrywaliśmy, bo wydaliśmy dużo, to teraz sześć innych drużyn musi wygrać Premier League, Ligę Mistrzów i Puchar Anglii, bo wydały więcej od nas. To są fakty, nie opinie. Powodzenia – czekam.
Semenyo i Guehi – nowy impuls
Zimą Man City wzmocniło się Antoine’em Semenyo oraz Marcem Guehim, co ma pomóc drużynie w decydującej fazie sezonu. Guardiola dał jednak jasno do zrozumienia, że sukces nie wynika wyłącznie z przelewów, ale z pracy i systemu.
Jego słowa były więc nie narzekaniem, lecz sarkastyczną ripostą wobec tych, którzy od lat próbują sprowadzić dominację Manchesteru City wyłącznie do pieniędzy.
