Eduardo Camavinga został jednym z antybohaterów rywalizacji Realu Madryt z Bayernem Monachium w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Jego bezsensowna druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka wyraźnie przyczyniła się do zwycięstwa niemieckiej drużyny.

Absurd w końcówce meczu

Spotkanie na Allianz Arenie zapowiadało się na naprawdę emocjonujące, ale chyba przerosło ono oczekiwania wszystkich kibiców. Absolutne kino rozgrywane w Monachium mogło mieć kontynuację w postaci dogrywki, lecz w dosłownie ostatnich kilku minutach Bayern zdołał strzelić aż dwa gole. Prawdopodobnie Real Madryt byłby w stanie doprowadzić do dodatkowych 30 minut gry, gdyby nie absurdalna sytuacja z 86. minuty meczu. Wówczas kluczową decyzję podjął dobrze znany polskim kibicom Slavko Vincić.

Po gwizdku sędziego Eduardo Camavinga podniósł piłkę i zaczął z nią odchodzić od miejsca wyznaczonego do wznowienia rozgrywki. Arbiter szybko uznał to za próbę gry na czas i pokazał francuskiemu pomocnikowi żółty kartonik. Słoweniec przez moment sam był zdziwiony, ale to była druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Camavingi. W mediach zawrzało, ale raczej trudno obwinić w tej sytuacji sędziego, który dostał na tacy powód do ukarania zawodnika. Francuz, będąc świadomym wcześniejszej kartki, zachował się w sposób iście nieodpowiedzialny.

Camavinga zabrał głos

W mediach trwała kłótnia, czy Vincić postąpił słusznie, czy może jednak przesadził. Nie powtarzając wniosków, po tym wydarzeniu Bayern wykorzystał rozstrojenie w szeregach Realu i zadał dwa decydujące ciosy. Nie tylko wygrał rewanż, ale także w ostatecznym rozrachunku cały dwumecz. Vincent Kompany mógł cieszyć się ze swoim zespołem z awansu do półfinału, gdzie teraz czeka na niego PSG. Eduardo Camavinga w końcu zabrał głos w sprawie tego meczu za pomocą mediów społecznościowych.

Biorę na siebie pełną odpowiedzialność. Chcę przeprosić moją drużynę i wszystkich madridistas. Dziękuję wam za wasze wsparcie. Hala Madrid, na zawsze.

Krótkie oświadczenie pokazuje jednak, że Francuz jest świadomy swojego zachowania. Jeśli nie wydarzy się cud w tabeli La Liga, to Real prawdopodobnie zakończy sezon bez żadnego trofeum. Będzie to wyraźny bodziec do zarządu, by gruntownie przebudować struktury w klubie.