Koszmar Arsenalu w meczu z Wolverhampton stał się faktem. „Kanonierzy” tylko zremisowali 2:2, tracąc zwycięstwo w doliczonym czasie gry po fatalnym nieporozumieniu w defensywie. W kontekście walki o mistrzostwo Anglii ten wynik może mieć ogromne konsekwencje.
Świetny początek lidera
Arsenal przystępował do spotkania jako lider tabeli Premier League z czteropunktową przewagą nad Manchesterem City. Mikel Arteta zdecydował się na ofensywne ustawienie, w którym znaleźli się m.in. Viktor Gyokeres, Gabriel Martinelli oraz Bukayo Saka ustawiony w roli centralnej postaci ataku.
Już w 5. minucie to właśnie Saka dał sygnał do ataku. Po znakomitym dośrodkowaniu Declana Rice’a uderzył głową i otworzył wynik meczu. Chwilę później mogło być 2:0, lecz Rice nieznacznie się pomylił przy strzale z dystansu. Swoje okazje mieli też Madueke i Martinelli, jednak wynik do przerwy nie uległ zmianie. Wolverhampton w pierwszej połowie praktycznie nie zagroziło bramce Davida Rayi.
Po zmianie stron Arsenal podwyższył prowadzenie. Hincapie znakomicie wykorzystał podanie Gabriela, wpadł w pole karne i pewnym strzałem pokonał Jose Sa. Początkowo gol nie został uznany, ale analiza VAR wykazała, że spalonego nie było. Wydawało się, że lider Premier League kontroluje wydarzenia na boisku.
Wolves odrabia straty!
W 61. minucie gospodarze złapali jednak kontakt. Hugo Bueno popisał się kapitalnym uderzeniem, które zaskoczyło Rayę. Arsenal nie potrafił już odzyskać pełnej kontroli nad meczem, choć długo wydawało się, że dowiezie skromne zwycięstwo.
Decydujący cios padł w doliczonym czasie gry. Po niegroźnej wrzutce doszło do fatalnego nieporozumienia między Rayą a Gabrielem. Piłka spadła pod nogi Edoziego, który z pomocą Calafioriego skierował ją do siatki. Arsenal właściwie sam odebrał sobie trzy punkty.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/2024243896818291137
Remis 2:2 to kapitalna wiadomość dla Manchesteru City. Jeśli zespół Pepa Guardioli wygra w sobotę z Newcastle, strata do Arsenalu zmniejszy się do zaledwie dwóch punktów. „Kanonierzy” w niedzielę zagrają derby północnego Londynu z Tottenhamem.
Wściekły Arteta
Po meczu nie krył rozczarowania Mikel Arteta:
„Trudno zaakceptować ten wynik. W drugiej połowie w żadnym aspekcie nie dociągnęliśmy do poziomu i standardów wymaganych do wygrywania meczów w Premier League. Teraz płacimy za to wysoką cenę. Zbyt wiele rzeczy posypało się jedna po drugiej. Ani przez moment nie kontrolowaliśmy tego spotkania i nie potrafiliśmy zdominować rywala”.
