Barcelona doznała zaskakującej porażki z Gironą w ramach 24. kolejki La Liga. Dużo będzie się mówiło nie tylko o samym wyniku, ale również (a może i przede wszystkim) o pracy sędziego Cesara Soto Grado, który nie był pewnym punktem na Estadi Montilivi. „Blaugranie” nie pomógł też Robert Lewandowski, który pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie.

Barcelona znów przegrywa

W środku tygodnia "Duma Katalonii" poniosła dotkliwą i sensacyjną porażkę z Atletico Madryt 0:4 w Pucharze Króla. Można więc powiedzieć, że wyniki Barcelony w ostatnim czasie nie zachwycają, bo teraz do tej serii niepowodzeń doszła kolejna wpadka – przegrana 1:2 z Gironą na wyjeździe w La Liga.

Mimo niedawnej klęski w pucharze „Barca” i tak była zdecydowanym faworytem starcia z Gironą. To już nie ta Girona, która potrafiła awansować do Champions League. Przed pierwszym gwizdkiem mierzył się przecież lider tabeli La Liga z drużyną walczącą o utrzymanie. Tymczasem od początku spotkanie wyglądało zupełnie inaczej, niż można było zakładać.

Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, choć Barcelona mogła prowadzić. Lamine Yamal zmarnował jednak rzut karny podyktowany za faul Daleya Blinda na Danim Olmo.

Po przerwie tempo meczu mocno wzrosło. W 60. minucie Barcelonie prowadzenie dał Pau Cubarsí, jednak Girona odpowiedziała błyskawicznie. Zaledwie dwie minuty później wyrównał Francuz - Thomas Lemar.

W kolejnych minutach oglądaliśmy kilka świetnych interwencji Joana Garcii, a Hansi Flick próbował ratować sytuację zmianami. Robert Lewandowski pojawił się na murawie w miejsce słabo grającego Ferrana Torresa, ale nie zdołał odmienić losów spotkania.

Decydujący cios Girona zadała w 86. minucie. Fran Beltran wykorzystał dogranie w pole karne i ustalił wynik meczu na 2:1. W efekcie tej porażki Barcelona straciła fotel lidera Primera Division. Na pierwsze miejsce wskoczył Real Madryt, który w sobotę 14 lutego pewnie pokonał Real Sociedad 4:1.

Kontrowersje wokół arbitra

Po spotkaniu wiele mówi się również o pracy sędziego Cesara Soto Grado. Barcelona ma szczególne pretensje do arbitra przy bramce na 2:1 dla Girony. Hansi Flick domagał się interwencji VAR w sytuacji sprzed pola karnego, gdzie Jules Kounde miał kontakt z Claudio Echeverrim.

Powtórki pokazały, że Kounde został nadepnięty przez rywala, jednak zarówno sędzia główny, jak i VAR uznali, że nie ma podstaw do przerwania gry. Akcja była kontynuowana, piłkę w polu karnym przejął Joel Roca, podał do Beltrana i Girona strzeliła zwycięskiego gola. Zdaniem Barcelony ta bramka oczywiście nie powinna zostać uznana. Hiszpańska wtorkowa prasa będzie gorąca.

Do kolejnej kontrowersji doszło już w samej końcówce. Barcelona rozpaczliwie atakowała, a po jednym z dośrodkowań Frenkie de Jong domagał się odgwizdania faulu w polu karnym. Realizator transmisji sugerował jednak, że chwilę wcześniej Ronald Araujo mógł faulować bramkarza Girony. W tej sytuacji VAR również nie wkroczył do gry, a Soto Grado był pewny swojej decyzji i kazał grać dalej.

Barcelona już wcześniej miała pretensje do poziomu sędziowania po meczu pucharowym z Atletico Madryt. Klub miał nawet wystosować pismo domagające się zmian w funkcjonowaniu VAR i większej przejrzystości decyzji arbitrów. Po spotkaniu z Gironą temat prawdopodobnie wróci ze zdwojoną siłą.