Trwa 21. kolejka Premier League. Środowe mecze przyniosły sporo emocji, zwrotów akcji, niespodzianek i… absolutnie niezwykłą czerwoną kartkę. W roli głównej wystąpił stoper Evertonu, Michael Keane.

Wolves - przebudzenie

"The Toffees" grali w środowy wieczór z Wolves – drużyną, która przebudziła się i zaczęła punktować. „Wilki” zremisowały z Manchesterem United i pokonały 3:0 West Ham. Oczywiście droga do opuszczenia strefy spadkowej jeszcze bardzo daleka, bo wygrana z WHU była pierwszą w sezonie. Podopieczni Roba Edwardsa i tak są na ostatnim miejscu w tabeli Premier League, ale mierzyli w trzeci z rzędu mecz bez porażki. Udało się, a główną rolę w tym meczu odegrał wspomniany już Michael Keane.

Keane – z nieba do piekła

Stoper Evertonu otworzył wynik meczu w 17. minucie, wykorzystując dogranie Tima Iroegbunama. Gospodarze objęli prowadzenie na Hill Dickinson Stadium. Wydawało się, że zainkasują trzy punkty, bo przecież Wolves nie należy do zespołów, których należałoby się bać – nawet w obecnej fazie sezonu, gdy zaczęło punktować. Tymczasem druga połowa to istna katastrofa Evertonu. W 69. minucie wyrównał Matheus Mane.

Prawdziwym apogeum negatywnych emocji dla graczy z Liverpoolu było zdarzenie z 83. minuty, gdy sędzia spotkania został wezwany do monitora VAR, by obejrzeć sytuację z udziałem Keane’a i Tolu Arokodare’a. Okazało się, że Anglik wyskakując do głowy, pociągnął rywala za włosy.

Efekt? Czerwona kartka i dla Evertonu konieczność gry w osłabieniu.

Nie tylko Keane opuszcza boisko

W doliczonym czasie gry sytuacja podopiecznych Davida Moyesa zrobiła się jeszcze trudniejsza, bo czerwoną kartkę dostał również Jack Grealish – tutaj w efekcie dwóch żółtych. Wyleciał na trybuny też trener David Moyes, który był po prostu wściekły. Mimo gry w dwuosobowej przewadze Wolves nie było w stanie zadać ciosu kończącego i wygrać drugiego meczu z rzędu. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1.

Po meczu rozpoczęły się dyskusje, czy czerwona kartka dla Keane’a była słuszna. W świetle przepisów – jak najbardziej. Celowe ciągnięcie przeciwnika za włosy traktowane jest w kategoriach wybitnie niesportowego zachowania. Oznacza to, że Anglik musiał być wykluczony z gry. Czy widzieliście gdzieś wcześniej taką czerwoną kartkę?