Szwecja, po meczu pełnym emocji, cieszyła się z awansu na mistrzostwa świata. Ostatecznie reprezentacja Polski nie dała rady i przegrała 2:3 na Strawberry Arena, mimo że dwukrotnie odrabiała straty. Był to bardzo dobry mecz kadry Jana Urbana, ale nie wygrany.

Cios na start

Reprezentacja Polski podejmowała Szwedów w finale baraży o mistrzostwa świata. Było to drugie takie spotkanie, kiedy obie reprezentacje walczyły o wyjazd na mundial. Drużyna Jana Urbana pokonała kilka dni temu Albańczyków na PGE Narodowym 2:1, jednak bez wątpienia nie było to łatwe starcie. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że do przerwy to właśnie Albania prowadziła. Szwecja natomiast bardzo pewnie pokonała Ukrainę, a głównym bohaterem był autor hat-tricka - Viktor Gyokeres.

Pierwsze minuty to zdecydowanie przewaga Polaków jeśli chodzi o posiadanie piłki, lecz taki też był plan szwedzkiej reprezentacji. Wszystko co niedobre, zaczęło się w 20. minucie.  Akcja gospodarzy ruszyła na lewej stronie, a kluczowe podanie wykonał Yasin Ayari. Piłka trafiła pod nogi skrzydłowego Newcastle United, a Anthony Elanga nie zastanawiał się ani przez moment - huknął nie do obrony.

  • Sprawdź wyniki reprezentacji Polski

Pierwszy gol podziałał na drużynę Jana Urbana, niczym czerwona płachta na byka. Już niecały kwadrans później, po wyraźnej przewadze w grze, Nicola Zalewski wprawił w radość polskich fanów. Zszedł do z lewej strony do środka i pewnym strzałem pokonał Kristoffera Nordfeldta.

Chwila nieuwagi

Niestety mimo iż Polacy byli znacznie lepszą drużyną na boisku w pierwszej połowie, to gospodarze kończyli ją z uśmiechem na twarzy. Decydujące okazało się rozkojarzenie, którego dopuścił się wcześniejszy bohater - Nicola Zalewski. Pozwolił się wyprzedzić przez Anthony'ego Elangę, przez co Szwedzi mieli dogodną szasnę z rzutu wolnego. Po dośrodkowaniu gola na 2:1 strzelił Gustaf Lagerbielke.

Karol Świderski na remis!

Druga połowa rozpoczęła się tak, jak mogliśmy tego oczekiwać. Reprezentacja Polski naciskała od pierwszego gwizdka, pokazując, że jest w gazie. Mimo prób i strzałów Szwedzi bronili się przez dłuższą chwilę, ale nawet najtwardszą skałę można skruszyć i tego dowiedli zawodnicy Jana Urbana. Wcześniej była jeszcze wątpliwość, czy nie powinna być podyktowana jedenastka dla naszej kadry.

Matty Cash posłał dośrodkowanie w pole karne, które przedłużył Jakub Kamiński. Akcję znakomicie zamknął Nicola Zalewski, który wystawił futbolówkę do pustej bramki Karolowi Świderskiemu. Mimo sprawdzania, ostatecznie sędziowie uznali gola i mieliśmy upragniony remis.

Viktor Gyokeres katem

Reprezentacja Polski była w tym meczu po prostu lepszym zespołem, jeśli chodzi o prowadzenie gry i tworzenie sobie sytuacji bramkowych. Jednak Szwedzi byli mistrzami, jeśli chodzi o wykorzystywanie swoich szans. W 88. minucie potwierdził to ten, na którego kadra Urbana miała najbardziej uważać - Viktor Gyokeres. Po serii niefortunnych zdarzeń, strzałach, interwencjach Grabary, to właśnie napastnik Arsenalu zdobył kluczowego trzeciego gola. W ten sposób, mimo bardzo dobrej gry i przewagi, nie udało się wygrać tego kluczowego spotkania.

"Białoczerwoni" dwukrotnie odrabiali straty, ale niestety zabrakło. Był to znacznie lepszy mecz niż ten z Albanią, jednak zabrakło. Niestety nie ma radości i nagłówków o wyjeździe na mundial. To skuteczna Szwecja cieszy się z tego awansu, a Polakom pozostaje wyciągnąć wnioski.