Sporting CP miał przed sobą niezwykle trudne zadanie - odrobić trzy gole straty. Portugalska drużyna doprowadziła najpierw do remisu 3:3, a w dogrywce zadała decydujące, nokautujące dwa ciosy. Ostatecznie dokonała "niemożliwego" i pokonała Bodo/Glimt 5:3, tym samym awansując do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Bodo/Glimt nie dało rady

Sporting CP przegrał w pierwszym meczu 1/8 finału 0:3, ale nie zamierzał się w żadnym wypadku poddawać. Świetne wyniki Bodo/Glimt w ostatnim czasie nie zakryły braku doświadczenia. Mimo wszystko pierwsze 30 minut udało się wytrzymać, ale koniec końców podopieczni Ruiego Borgesa przełamali defensywę swoich rywali. Miało to miejsce w 34. minucie. Wówczas Trincao posłał bardzo dokładne dośrodkowanie w pole karne z rzutu rożnego, a strzałem głową akcję zakończył Goncalo Inacio.

Do przerwy nie mieliśmy więcej momentów, w których Estadio Jose Alvalade mógłby eksplodować radością. Jednak szkoleniowiec Sportingu mógł być zadowolony, że udało się napocząć Bodo. Po zmianie stron, dokładnie w 61. minucie, po świetnej akcji Pedro Goncalves pewnie skierował piłkę do siatki. Było 2:0 i tylko jeden gol dzielił gospodarzy od tego, by zremisować w całym dwumeczu. Tym bardziej że druga bramka ewidentnie podłamała gości.

Gol na wagę dogrywki

Rozpoczęła się jeszcze bardziej wzmożona ofensywa zespołu Borgesa. Efektem tego była sytuacja z 75. minuty, kiedy to Fredrik Bjorkan zagrał piłkę ręką w polu karnym. Sędzia co prawda musiał sprawdzić wszystko na monitorze, ale jego weryfikacja była bardzo krótka, a decyzja jasna i klarowna - rzut karny.

Dosłownie chwilę później Luis Suarez wprawił stadion w euforię i wyrównał stan rywalizacji w dwumeczu. Jego pewne uderzenie sprawiło, że spotkanie potrwało 30 minut dłużej.

Totalny nokaut!

Początek dogrywki nie zdziwił nikogo - gospodarze rozpoczęli zmasowany atak. Już w 92. minucie zobaczyliśmy efekty i stadion po raz kolejny eksplodował euforią, tym razem najgłośniej. Po akcji lewą stroną boiska piłkę w polu karnym opanował Trincao. Delikatnie wystawił ją Maximiliano Araujo, a ten huknął, ile sił w nogach. Przełamał dłonie golkipera i tym samym sprawił, że Sporting objął prowadzenie w dwumeczu. Gospodarzom nie było mało i jeszcze w 121. minucie spotkania, po błędach Bodo, zadali ostateczny cios. Gola na 5:0, a zarazem na 5:3 w dwumeczu, strzelił Rafael Nel.

Bodo/Glimt, które szokowało piłkarski świat w ostatnim czasie, tym razem nie dało rady. Zespół prowadzony przez Kjetila Knutsena roztrwonił trzybramkowe prowadzenie i tym samym zakończył swoją niezwykle udaną przygodę w tej edycji Ligi Mistrzów. Z drugiej strony Sporting CP pokazał, że nawet trzy gole można odrobić i ostatecznie pokonać rywala.