Puchar Polski kocha takie historie i takie niespodzianki. Avia Świdnik, trzecioligowiec spod Lublina, właśnie zameldowała się w ćwierćfinale rozgrywek. Świdniczanie w pokonanym polu zostawili Polonię Bytom, czyli nie byle kogo - beniaminka i jedną z niespodzianek Betclic 1. Ligi.

Łukasz Tomczyk odpada!

Polonia Bytom była faworytem środowego meczu Pucharu Polski, który rozpoczął się o nietypowej porze - w samo południe. Na kameralnym obiekcie w Świdniku poległy już jednak w tym sezonie inne wyżej notowane drużyny – Ruch Chorzów i Flota Świnoujście. „Duma Lotniczego Miasta” nie miała więc zamiaru kłaść się przed Polonią i jej trenerem Łukaszem Tomczykiem, wokół którego było ostatnio głośno w kontekście przenosin do Rakowa Częstochowa. I faktycznie, Tomczyk Pucharu Polski nie zdobędzie.

Emocjonujący mecz w Świdniku

Spotkanie stało na dobrym poziomie, było bardzo żywe i emocjonujące. Pierwsi na prowadzeniu znaleźli się goście – po błędzie Rafała Kursy rzut karny na gola zamienił Kacper Michalski. Niecałe 10 minut później po solowej akcji wyrównał Michał Zuber. Avia prowadzenie objęła po przerwie za sprawą Marcina Pigiela. To nie koniec – piękny, sytuacyjny strzał Mateja Maticia dał bytomianom remis 2:2.

Wynik ten utrzymywał się do 76. minuty, kiedy to Matić faulował we własnym polu karnym. Z jedenastego metra do bramki trafił Paweł Uliczny. Polonię w doliczonym czasie gry dobił po kontrze na pustą bramkę Patryk Małecki. Trybuny oszalały. Gol na 4:2 zamknął ten mecz – chwilę później sędzia zakończył rywalizację.

Kuriozalna sytuacja na początku drugiej połowy

Mecz zapamiętany zostanie nie tylko z sześciu goli i awansu trzecioligowca do ćwierćfinału. Po golu na 2:1 dla Avii spotkanie zostało przerwane na kilka minut z powodu… awarii bramki. Naprawa w stylu MacGyvera zakończyła się powodzeniem, a użyto do niej… taśmy naprawczej. Za to kochamy klimat Pucharu Polski. Zresztą, to trzeba zobaczyć: