Szlagierowy mecz Betclic 1. Ligi pomiędzy Pogonią Grodzisk Mazowiecki a Śląskiem Wrocław zakończył się remisem 2:2. Po końcowym gwizdku doszło do konfrontacji zbiorowej pomiędzy zawodnikami i sztabami obu drużyn. Temperatura – wbrew aurze – była bardzo gorąca. Mecz prowadził sędzia Bartosz Frankowski.

Frankowski wyszedł z zamrażarki

Bartosz Frankowski nie prowadził meczów w ostatnim czasie, a to wszystko pokłosie dużego błędu w meczu Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok, gdy nie wyrzucił z boiska jednego z piłkarzy Górnika w dość oczywistej sytuacji. Ba, nie pokazał nawet żółtej kartki ani nawet faulu. Było to o tyle istotne, że "Jaga" mogła mieć ponad 10 minut na zdobycie zwycięskiej bramki, ale... przegrała 1:2 po samobóju w doliczonym czasie.

Teraz arbiter powrócił, ale nie na poziom Ekstraklasy – został wyznaczony do prowadzenia szlagieru Betclic 1. Ligi. Znów nie obyło się bez kontrowersji.

Emocjonujący mecz Pogoni ze Śląskiem

Obie drużyny mają ekstraklasowe aspiracje, choć póki co w tabeli wyraźnie prowadzi Wisła Kraków. W 3. minucie Śląsk wyszedł na prowadzenie po golu Michała Rosiaka. Wyrównał kilkanaście minut później Rafał Adamski. Wrocławianie wrócili na prowadzenie w końcówce pierwszej połowie za sprawą Przemysława Banaszaka.

Prowadzenie spadkowicza z Ekstraklasy utrzymywało się do końcówki meczu. Jednak w doliczonym czasie gry w polu karnym Śląska upadł Adamski. Sędzia Frankowski uznał, że Mariusz Malec faulował przeciwnika i wskazał na punkt karny. Okazji nie zmarnował Damian Jaroń, a mecz zakończył się remisem 2:2. Faul w powtórkach nie jest ewidentny, ale patrząc na reakcję samego obrońcy, wydaje się, że miał świadomość, że przewinił, co wskazywałoby na dobrą ocenę sytuacji przez Frankowskiego.

Awantura po meczu

Po końcowym gwizdku rozpoczęła się jatka. Ogniskiem zapalnym była nerwowa wymiana zdań pomiędzy obydwoma trenerami – Piotrem Stokowcem (Pogoń Grodzisk) i Ante Simundżą (Śląsk Wrocław). Przepychanka słowna zamieniła się w rękoczyny. Po chwili obie drużyny wraz ze sztabami szamotały się, próbując wygrać tę swoistą dogrywkę. Sędzia Frankowski nie interweniował – przyglądał się tym zdarzeniom i jedynie gwizdkiem próbował załagodzić sytuację.

„Prowokował nas przez cały mecz”

Po meczu trener Simundża bardzo krytycznie wypowiadał się o Frankowskim, choć raczej nie w kontekście w sytuacji z doliczonego czasu gry, a całego spotkania. Oto co powiedział Słoweniec:

Zasługiwaliśmy na więcej niż jeden punkt, ale nie stało się tak przez cztery osoby, które zamiast piłkarzy chciały być w centrum wydarzeń. Dlatego trudno jest mi podsumować to spotkanie. Byliśmy znacznie lepsi od naszych rywali, którzy w drugiej połowie nie oddali żadnego strzału na bramkę. Arbiter prowokował nas przez całe spotkanie, mój asystent otrzymał czerwoną kartkę. Rozumiem emocje i nie pochwalam jego zachowania, ale jeśli ktoś prowokuje cię przez 95 minut, trudno zachować spokój.