Raków Częstochowa pokazał hart ducha w półfinale STS Pucharu Polski. Mimo przegrywania 0:2 do przerwy zdołał odrobić straty. Po heroicznej walce obu drużyn o zwycięzcy decydowały rzuty karne, w których bohaterem okazał się Oliwier Zych.

Odrodzenie Rakowa

Pierwsza połowa nie była w wykonaniu drużyny Łukasza Tomczyka zbyt udana. Co prawda Raków częściej był przy piłce, nawet oddał więcej strzałów. Jednak GKS Katowice pokazał, że najważniejsza jest skuteczność i wykorzystywanie błędów rywali. W 21. minucie po asyście niezawodnego Bartosza Nowaka gola strzelił Erik Jirka. Na kilka minut przed końcem pierwszej części gola na 2:0 z rzutu karnego strzelił Arkadiusz Jędrych.

Gospodarze tego pojedynku pokazali swoim kibicom, że mimo słabych 45 minut są w stanie się podnieść i to bardzo szybko. Już nieco ponad 90 sekund po zmianie stron Jonatan Brunes pokonał plasowanym strzałem Dawida Kudłę. Wyrównanie na 2:2 przyszło momentalnie. Jeszcze gracze GKS-u nie otrząsnęli się po stracie pierwszego gola, a po rzucie rożnym piłkę do siatki skierował Bogdan Racovitan.

Kontrowersje i dogrywka

W 67. minucie Raków Częstochowa miał rzut karny. Do piłki podszedł autor pierwszego gola, a więc Jonatan Brunes. Jego strzał znakomicie wybronił Dawid Kudła, ale dość szybko futbolówkę dobił Lamine Diaby-Fadiga. W tym przypadku w sieci zawrzało, ponieważ podczas wykonywania jedenastki przez Brunesa, Fadiga wbiegł przedwcześnie w pole karne. Sędziowie jednak tego nie zauważyli i uznali gola na 3:2.

GKS Katowice mimo wszystko nie dawał za wygraną i dążył do odrobienia wyniki i doprowadzenia do dogrywki. Ostatecznie udało się to w doliczonym czasie gry. Wówczas świetne podanie Emana Markovicia wykorzystał Adam Zrelak. W dodatkowych 30 minutach również nie brakowało emocji oraz bramek. W 112. minucie kibice gospodarzy wpadli w euforię, kiedy to Alan Czerwiński popełnił błąd i wpadł z piłką do własnej bramki.

Ich radość zbyt długo nie trwała, ponieważ już cztery minuty później mieliśmy 4:4. Eman Marković zgarnął piłkę przed polem karnym i dokładnym strzałem z dystansu pokonał Oliwiera Zycha. O zwycięstwie w tym meczu i awansie do wielkiego finału miały zdecydować rzuty karne.

Oliwier Zych bohaterem Rakowa!

Przyszedł czas na serię jedenastek. Po wielkim boju na murawie i aż ośmiu bramkach o wszystkim decydowała dyspozycja strzelecka na sam koniec. Gospodarze mieli przewagę boiska i własnych kibiców, ale to GKS doprowadził do dogrywki, a później wyrównał i doprowadził do rzutów karnych. W pierwszych dwóch seriach zawodnicy obu stron nie pomylili się. Dopiero w trzeciej kolejce Oliwier Zych wybronił strzał Erika Jirki. Chwilę później jeszcze raz młody bramkarz Rakowa był górą i w efektowny sposób zatrzymał Sebastiana Milewskiego.

Stadion w Częstochowie wybuchł radością, ponieważ to Raków zameldował się w wielkim finale. W nim zmierzy się z ligowym rywalem, a więc z Górnikiem Zabrze. Na pewno ten półfinał przejdzie do historii ze względu na swój scenariusz i niezwykłą dramaturgię, którą piłkarze zapewnili wszystkim kibicom.