Atlético Madryt rozbiło FC Barcelona aż 4:0 w pierwszym półfinale Puchar Króla. Drużyna Diego Simeone zdominowała rywala, a spotkanie przyniosło nie tylko grad bramek, ale też ogromną kontrowersję z udziałem Robert Lewandowski.

Koszmar Barcelony od pierwszych minut

Gospodarze błyskawicznie objęli prowadzenie. Już w 6. minucie fatalny błąd defensywy Barcelony zakończył się kuriozalnym golem po fatalnym błędzie Joana Garcii.

Atlético poszło za ciosem i po kwadransie było 2:0 – szybka kontra, precyzyjne wykończenie i pełna kontrola nad meczem.

Barcelona próbowała odpowiedzieć, ale brakowało konkretów. Najbliżej zdobycia bramki był Fermin Lopez, który trafił w poprzeczkę. Tymczasem madrytczycy punktowali bezlitośnie. Kolejne dwa ciosy po szybkich atakach sprawiły, że jeszcze przed przerwą wynik brzmiał 4:0. Lewandowski pojawił się na murawie już w pierwszej połowie, lecz nie był w stanie odmienić losów rywalizacji.

Kontrowersja z Lewandowskim i decyzja VAR

Druga połowa przyniosła moment, który rozpalił dyskusję. Barcelona zdobyła bramkę kontaktową, jednak po długiej, blisko siedmiominutowej analizie VAR gol został anulowany. Sędziowie dopatrzyli się spalonego, uznając, że kluczowe było wcześniejsze, minimalne dotknięcie piłki przez Lewandowskiego nogą zakroczną.

Powtórki telewizyjne nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja była niezwykle trudna do oceny – Polak i strzelec gola ustawieni byli niemal w jednej linii z obrońcą Atlético. Decyzja arbitrów wywołała burzę w mediach społecznościowych i wśród ekspertów. Wielu uważa, że ofsajd był co najmniej dyskusyjny.

Bezradna Barcelona przed rewanżem

Po anulowanej bramce z Barcelony uszło powietrze. Mimo przewagi w posiadaniu piłki goście nie potrafili zagrozić bramce rywali. Spotkanie zakończyło się w bardzo nerwowej atmosferze – czerwona kartka dla Erica Garcii tylko podkreśliła frustrację katalońskiej drużyny.

Atlético do rewanżu przystąpi z ogromną zaliczką. Barcelona, jeśli marzy o awansie do finału Pucharu Króla, będzie musiała dokonać prawdziwej „remontady” na wzór tej legendarnej z dwumeczu przeciwko PSG, jeszcze za czasów Messiego, Suareza i Neymara. Przy takiej grze w defensywie zadanie wydaje się jednak ekstremalnie trudne.