Co się wydarzyło w Lizbonie? Nieprawdopodobne sceny w meczu Benfica – Real Madryt. Estadio da Luz będzie pamiętało ten wieczór jeszcze przez wiele, wiele lat! Ale po kolei…

Początek zgodnie z planem Realu

„Królewscy” mieli na ten wieczór jeden cel – nie przegrać, a najlepiej wygrać, tak by utrzymać się spokojnie w TOP 8 fazy ligowej Champions Leauge i uniknąć grania w barażach. Bardzo długo wszystko wskazywało na to, że ten cel zostanie zrealizowany.

Gola na 1:0 strzelił niezawodny Kylian Mbappe, chociaż wcześniej to Benfica dość wyraźnie dominowała. Tego trafienia nic nie zwiastowało, Real miał farta. Potem jednak Benfica wreszcie była skuteczna. Jeszcze przed przerwą wyprowadziła dwa ciosy, by po zmianie stron zadać trzeci. Andreas Schjelderup miał na koncie dublet. Jednak nawet prowadzenie 3:1 rywali - przy korzystnym układzie wyników w innych meczach - nie wyrzucało Realu z ósemki. W dodatku gola kontaktowego strzelił Mbappe - też ustrzelił w ten sposób dublet.

Real przyparty do muru

Jednak w końcówkach innych meczów zaczęły dziać się rzeczy niekorzystne dla "Los Blancos". Najpierw Inter objął prowadzenie w meczu z Borussią Dortmund, potem gola na 3:2 strzeliła też Chelsea, a finalnie i Sporting w ostatnich minutach meczu z Athletikiem Bilbao na San Mames trafił na 3:2. Takie wyniki oznaczały, że Real ląduje poza czołową ósemką.

Wszystko albo nic

W końcówce doszło do kuriozalnej sytuacji. Grający w dziewiątkę Real (czerwone kartki za podwójne „żółtka” obejrzeli Raul Asencio i Rodrygo) dążył, by strzelić gola na 3:3 i wyprzedzić Manchester City, meldując się w TOP 8. Z kolei Benfica potrzebowała jednego gola, by awansować do TOP 24 i zagrać w barażach. Wynik 3:2 nie satysfakcjonował więc nikogo.

Sęk w tym, że gracze Benfiki długo nie zdawali sobie sprawy, że nie mogą tylko bronić prowadzenia 3:2. Trubin grał nawet na czas! 

Trubin bohaterem Lizbony

Na sekundy przed końcem meczu, już po upływie doliczonego czasu gry, „Królewscy” sprokurowali rzut wolny kilkadziesiąt metrów od swojej bramki. Wtedy gospodarze wiedzieli już, że muszą powalczyć o gola na 4:2, bo inaczej pożegnają się z Ligą Mistrzów. Jose Mourinho, były trener Realu, obecny szkoleniowiec Benfiki, gestykulował, by w pole karne powędrował nawet bramkarz, Anatolij Trubin.

I wtedy stało się to:

Real vs Benfica raz jeszcze?

Benfica oszalała ze szczęścia, bo zaraz po trafieniu bramkarza sędzia zakończył mecz i ekipa z Portugalii zameldowała się na 24. miejscu tabeli Ligi Mistrzów, wyrzucając tym samym z rozgrywek Olympique Marsylia. Co jednak jeszcze ciekawsze, w takiej sytuacji w 1/16 finału może dojść… do dwumeczu Realu z Benficą. „Królewscy” w losowaniu trafią albo na swojego środowego pogromcę, albo na Bodo/Glimt. Innej możliwości nie ma.

Czy Jose Mourinho dostanie niebawem kolejną okazję, by wsadzić swojej byłej drużynie kij w szprychy? Nawet jeśli nie, to pokazał, że wciąż jest w wielkiej piłce, a nie na jej uboczu. Jego zespół napisał kawał pięknej historii.