Mateusz Kochalski zanotował kolejną cudowną noc w Lidze Mistrzów. Co prawda jego Karabach Agdam ostatecznie przegrał pojedynek z Napoli, jednak Polak był najjaśniejszą postacią swojej drużyny. Obronił rzut karny, ale i nie tylko. Gdyby nie on, to pewnie oglądalibyśmy gola tej kolejki, a tak nożyce Davida Neresa przeszły bokiem.

Kochalski ciągle w formie

Mateusz Kochalski pojawił się ostatnio na zgrupowaniu reprezentacji Polski nieprzypadkowo. Jego forma zaskakuje wszystkich, tak samo jak postawa Karabachu Agdam w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Przed starciem w Neapolu drużyna z Azerbejdżanu miała na swoim koncie siedem punktów. Totalne zaskoczenie - to na pewno. Wielki udział w takich wynikach miał właśnie Kochalski. Nie tak dawno zatrzymał Chelsea w ostatniej minucie, a teraz przyszło mu się zmierzyć z Napoli.

Od samego początku spotkania było widać, że gospodarze chcą za wszelką cenę odkuć się po ostatnich niepowodzeniach na europejskiej arenie. W całym spotkaniu oddali aż 17 strzałów. Mateusz Kochalski dwoił się i troił, by zatrzymać włoskie natarcie. Portale Flahscore oraz Sofascore wyliczyły mu osiem obronionych strzałów, z czego sześć to były uderzenia z pola karnego.

Do tego chyba najważniejsze - obronił rzut karny w wykonaniu Rasmusa Hojlunda. Jedna z jego parad prawdopodobnie pozbawiła Davida Neresa nominacji do nagrody Puskasa. Współczynnik xG wskazuje, że uchronił zespół przed dwiema bramkami straconymi więcej.

Media nie ukrywają z zachwytu

Praktycznie wszystkie włoskie media, ale i nie tylko wskazały Mateusza Kochalskiego jako najlepszego zawodnika Karabachu, a także jednego z najlepszych na murawie. "La Gazzetta dello Sport" podwójną interwencję po strzałach Langa oraz McTominaya określiła w dość prosty sposób: "Podwójny cud - cudowny Kochalski". Z kolei "Calciomercato.com" wystawiło ocenę aż 7.5, co zdecydowanie wyróżniło Polaka jako najlepszego zawodnika całego spotkania. Na łamach "tuttomercatoweb.com" mogliśmy przeczytać:

Utrzymywał swoją drużynę na powierzchni tak długo, jak tylko mógł. Zdecydowanie zasłużył na miano najlepszego gracza meczu. W pierwszej połowie zapobiegł temu, że gola mógł strzelić Neres, a w drugiej części zatrzymał rzut karny Hojlunda. Ostatecznie nie był w stanie wybronić dwóch piłek, które dały zwycięstwo Neapolowi.

Włoski "Eurosport" podkreślił, że przy straconych golach nie poniósł winy. Będąc najlepszym w drużynie - zanotował "sensacyjne interwencje". Trudno się nie zgodzić z opiniami włoskich dzienników, szczególnie patrząc na powtórki. Ostatecznie statuetkę MVP podniósł Scott McTominay, ale o Polaku od ostatniego gwizdka jest bardzo głośno. Czy właśnie pracuje na duży transfer do topowej ligi?