W Valdebebas, podczas trwającego Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Realu Madryt, Florentino Perez wygłosił długą i bardzo konkretną przemowę. Oberwało się FC Barcelonie w związku ze "sprawą Negreiry". Prezes "Królewskich" nie zostawił także suchej nitki na władzach La Liga.

Perez nie gryzie się w język: "To nienormalne"

Walne Zgromadzenie Realu Madryt okraszone było długą, ale jakże treściwą przemową prezesa klubu - Florentina Pereza. 78-letni Hiszpan rozpoczął wszystko od podsumowania ostatnich lat, podziękowań drużynie, a także innym sekcjom sportowym. Dowiedzieliśmy się, że "Królewscy" osiągnęli 1 miliard 185 milionów euro przychodów, co pozwala im konkurować już z gigantami NFL czy NBA. W dodatku Perez podkreślał, że zainwestowane grubo ponad 1 miliard 300 milionów w Santiago Bernabeu już zaczęło się zwracać. O tym, że to klub świetnie zarządzany raczej wiedzą wszyscy.

Prezes nie bał się poruszyć bardzo kontrowersyjnych tematów. Mowa tutaj o FC Barcelonie i ciągnącej się za nią "sprawy Negreiry". W 2024 roku sąd w Hiszpanii oddalił zarzuty wobec "Blaugrany". Florentino Perez i tak podkreślił, że kompletnie niezrozumiały jest fakt, że przez lata Jose Maria Enriquez Negreira otrzymywał miliony.

Oczywiście, że nie jest normalne, że Barcelona zapłaciła wiceszefowi Komitetu Arbitrów ponad 8 milionów euro w przeciągu co najmniej 17 lat. Niezależnie z jakiego powodu. Chodzi o wiceszefa sędziów, który pełnił ważne funkcje. A ten okres przypadkowo pokrywa się z jednym z najlepszych okresów Barcelony w ich historii.

Oberwał także Javier Tebas

Do tego, że prezes hiszpańskiej ekstraklasy nie zawsze kieruje się dobrem ligi, można było się przyzwyczaić. Ostatnio głośno było o organizowanych spotkaniach w Stanach Zjednoczonych, z którymi nie zgadzały się także kluby, które miałyby w nich wystąpić. Brak konsultacji z nimi, późniejsze protesty zespołów i zawodników wpłynęły na zmianę decyzji. Pomysły Javiera Tebasa spotkały się z ostrym komentarzem Pereza.

Nie jest normalne, że prezes ligi forsuje rozegranie meczu poza terenem Hiszpanii. To nie wydawało się normalne nawet kapitanowi "Barcy", Frenkiemu de Jongowi. I nie jest normalne, że La Liga popiera to, by dwa kluby, Barcelona i Villarreal, miały możliwość dodatkowych zastrzyków finansowych za grę w Stanach Zjednoczonych. A mimo to musimy jeszcze słuchać, jak Pan Tebas porównuje to z meczem NFL. Nie ma nawet wsparcia ze strony UEFA. To tylko kolejna próba prezesa La Ligi narzucenia innym swojej woli.