Filipe Luis dopiero rozpoczął swoją przygodę z trenerką, a już podbija brazylijską piłkę. 40-latek o polskich korzeniach właśnie poprowadził Flamengo do triumfu w Copa Libertadores.

Filipe Luis i pierwszy wielki sukces

Gdy jesienią 2024 roku obejmował Flamengo, wielu traktowało to jako odważny eksperyment. Jeszcze rok wcześniej grał w tej drużynie, znał szatnię od środka, a klub – po rozstaniu z Tite – planował raczej krótkoterminowe rozwiązanie. Ryzyko było ogromne: ta sama kadra, presja giganta i debiutujący szkoleniowiec u steru.

Szybko okazało się jednak, że była to jedna z najlepszych decyzji Flamengo w ostatnich latach. W sobotnią noc polskiego czasu drużyna prowadzona przez Filipe Luisa Kasmirskiego pokonała w finale Copa Libertadores Palmeiras 1:0 – zdobywając najważniejsze klubowe trofeum w Ameryce Południowej.

To nie jedyny sukces. Sezon 2025 Flamengo rozpoczęło od zwycięstwa w Superpucharze Brazylii. W sobotę dołożyło Libertadores, a lada moment może dopełnić perfekcyjny rok odzyskaniem mistrzostwa kraju. Na dwie kolejki przed końcem ekipa Kasmirskiego prowadzi w tabeli brazylijskiej Serie A z pięcioma punktami przewagi nad Palmeiras.

Polskie korzenie

Polsko brzmiące nazwisko 40-krotny reprezentant Brazylii zawdzięcza rodzinnej historii. Jego dziadek ze strony ojca na początku XX wieku wyemigrował z Polski do Brazylii jako Kaźmierczak. Dopiero na nowym kontynencie nazwisko przekształcono w Kasmirski.

Filipe Luis nigdy nie ukrywał związku z polskimi korzeniami – wręcz przeciwnie, podkreślał je wielokrotnie. Gdy grał w Deportivo La Coruña (2006–2010), nie zamykał sobie nawet drogi do występów w reprezentacji Polski, choć marzył o grze dla Canarinhos.

Zgłosiłem go Beenhakkerowi, ale wątpię, by sprawa potoczyła się dla nas pomyślnie – mówił wówczas w 2009 roku w rozmowie z WP SportoweFakty Maciej Chorążyk z PZPN. Związek zaczął działać, ale niedługo później Filipe Luis otrzymał powołanie do reprezentacji Brazylii.