Legia Warszawa wygrała z Pogoń Szczecin 2:0, ale radość po zwycięstwie została przyćmiona przez poważne problemy zdrowotne jednego z zawodników. Chodzi o Wahana Biczachczjana, który przedwcześnie opuścił boisko. To zresztą były piłkarz Pogoni.
Niepokojące diagnozy w sprawie Biczachczjana
Pomocnik doznał urazu w drugiej połowie spotkania i od razu było jasne, że sytuacja nie wygląda dobrze. Teraz najgorsze przypuszczenia zaczynają się potwierdzać.
Trener Marek Papszun przyznał, że problem dotyczy mięśnia i może wykluczyć zawodnika z gry na dłużej.
– Sytuacja nie wygląda dobrze. Czekamy jeszcze na końcowe wyniki badań, ale istnieje ryzyko, że nie zagra już do końca sezonu – przekazał szkoleniowiec.
🚩 KŁOPOTY w Legii Warszawa!
🩹 Trener Marek Papszun potwierdził, że Vahan Biczachczjan nabawił się poważnego urazu w meczu z Pogonią.
❌ Według wstępnych prognoz Ormianin nie zagra już w tym sezonie.
📸 PKO Ekstraklasa#ŻyjemySportem #LegiaWarszawa pic.twitter.com/RNZloqkCaT
— Żyjemy Sportem (@ZyjemySportem) April 9, 2026
To poważny cios dla Legii, bo Biczachczjan w ostatnich tygodniach był ważnym ogniwem ofensywy. Jego absencja może znacząco wpłynąć na rotację i jakość gry w kluczowej fazie sezonu.
Szansa dla młodych
Problemy zdrowotne Ormianina otwierają jednak drzwi dla innych zawodników. Papszun wskazał, że więcej minut może otrzymać Wojciech Urbański, który uchodzi za jeden z większych talentów w kadrze.
- Śledź wyniki live
Szkoleniowiec podkreślił jednak, że młodzi piłkarze potrzebują czasu i spokoju, by w pełni wykorzystać swój potencjał. Teraz mogą dostać ku temu idealną okazję.
Dla warszawskiej Legii to moment próby – zwycięstwo nad Pogonią dało szalenie ważne punkty, ale kontuzja jednego z kluczowych zawodników może mieć długofalowe konsekwencje. Już w najbliższą sobotę podopieczni Marka Papszuna zmierzą się ze świeżo upieczonym finalistą Pucharu Polski – Górnikiem Zabrze. Dla zespołu z Warszawy to kolejny etap walki o utrzymanie, a dla Zabrzan – o mistrzostwo. Przed sezonem wszyscy obstawialiby odwrotny scenariusz.
