Ewa Pajor znakomicie rozpoczęła 2026 rok. Reprezentantka Polski, występująca na co dzień w barwach FC Barcelony Femení, była bohaterką ligowego spotkania, w którym „Blaugrana” rozbiła Madrid CFF aż 12:1 (nie mylić z Realem Madryt, to inna madrycka ekipa przyp. red.). Pajor zdobyła cztery bramki i potwierdziła, że wciąż znajduje się w wybornej dyspozycji.

Pajor nie zwalnia tempa

Już w pierwszej połowie 29-latka skompletowała efektownego hat-tricka. Do otwarcia wyniku potrzebowała zaledwie dziewięciu minut — po dobrym podaniu minęła bramkarkę i pewnie wykończyła akcję. W 21. minucie dołożyła kolejne trafienie, a będąca dominatorem ligowym Barcelona konsekwentnie powiększała przewagę. Do siatki trafiły również Carla Julia Martínez oraz Sydney Schertenleib, a przed przerwą Pajor, po asyście Martínez, ponownie wpisała się na listę strzelczyń. Dopełnieniem dominacji były gole Esmee Brugts i samobójcze trafienie Nurii Mendozy. Do przerwy mieliśmy 7:0.

Po zmianie stron gościnie zdobyły honorową bramkę, jednak kontrola meczu pozostała po stronie gospodyń. W 52. minucie rzut karny wykorzystała Alexia Putellas, a chwilę później asystowała przy czwartym golu Pajor. Ostatecznie Barcelona zwyciężyła aż 12:1.

Liderka klasyfikacji i dominacja Barcelony

Dzięki temu występowi Pajor umocniła się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelczyń — ma już 15 bramek. Jej statystyki z tego meczu robią ogromne wrażenie: cztery gole, siedem strzałów, pięć wygranych pojedynków i stuprocentowa skuteczność dryblingów. To liczby, których nie powstydziłby się nawet sam Robert Lewandowski.

Żeńska drużyna Barcelony pozostaje liderem ligi, mając siedem punktów przewagi nad Realem Madrid Femenino. Bilans „Blaugrany” to 14 zwycięstw i tylko jedna porażka — jedyną drużyną, która znalazła na nią sposób w tym sezonie, był Real Sociedad Femenino (1:0). Wspomniany zespół Madrid CFF, który doznał tej sromotnej klęski, to wcale nie jest jakiś ligowy słabiak ze strefy spadkowej, tylko ekipa środka tabeli.