Bayern Monachium podejmował na własnym stadionie Real Madryt w rewanżowym starciu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Kibice zgromadzeni na Allianz Arenie doświadczyli niesamowitego widowiska. W pierwszej połowie padło aż pięć bramek. Ostatecznie to Bayern Monachium zwyciężył 4:3 i awansował do półfinału po dramatycznej końcówce.

Co za początek!

Real Madryt jechał do Niemiec z prostym w założeniu zadaniem. Odrobić jednobramkową stratę i powalczyć o zwycięstwo w dwumeczu. Bayern pokazał na Santiago Bernabeu, że ma przeogromny potencjał ofensywny i tak naprawdę mógł mieć pretensje tylko do siebie, że wygrał jedynie 2:1. Rewanż rozpoczął się kosmicznie szybko. Arda Guler już w 1. minucie wykorzystał błąd Manuela Neuera. Dosłownie trzysta sekund później to Andrij Łunin zagapił się przy rzucie rożnym i na tablicy wyników widniało już 1:1.

Po nieco dłuższym okresie bez goli, wydawało się, że podopieczni Vincenta Kompany'ego przejęli inicjatywę i za moment wyjdą na prowadzenie. Jednak w 29. minucie Arda Guler podszedł do rzutu wolnego. Turecki pomocnik przymierzył bardzo precyzyjnie i ponownie pokonał Manuela Neuera. To jednak nie koniec emocji w pierwszej połowie!

Cios za cios do przerwy

Ewidentnie Bayern był podrażniony faktem, że dotychczas dosłownie każdy strzał Realu znajduje drogę do siatki. Kolejne minuty naporu przyniosły w końcu efekty. W 38. minucie Dayot Upamecano posłał świetne podanie w pole karne. Harry Kane doskonale wiedział co zrobić z piłką i uderzył nie do obrony. Ponownie mieliśmy remis, ale Bawarczycy nie byli w stanie pójść za ciosem.

Real był bardzo groźny tuż po przejęciu piłki. Niedługo po wyrównującym trafieniu gospodarzy Vinicius Junior trafił w poprzeczkę. Natomiast już w 42. minucie Kylian Mbappe, po podaniu wspomnianego Brazylijczyka, wszedł w pole karne i pokonał Manuela Neuera. To była wręcz kosmiczna połowa i Allianz Arena zdecydowanie nie mogła narzekać na brak emocji.

Real nie wytrzymał! Diaz i Olise na zwycięstwo

Druga połowa to już zdecydowanie bardziej chłodna kalkulacja i ostrożniejsza postawa po obu stronach. Prowadzenie Realu dawało im ewentualnie dogrywkę, a z tego powodu "Królewscy" chcieli ograniczyć do minimum popełniane błędy. Okazji mimo wszystko nie brakowało. Bardzo groźny był Michael Olise, ale jego strzały zza pola karnego nie mogły znaleźć drogi do bramki. Kylian Mbappe coraz mocniej dawał się we znaki defensywie Bayernu, ale też nie był w stanie zanotować trafienia.

W 62. minucie na boisko wszedł Eduardo Camavinga. Arbeloa pragnął wzmocnić środek boiska. Francuski pomocnik kilkanaście minut później złapał żółtą kartkę. Chyba nie był tego do końca świadomy, ponieważ w 86. minucie otrzymał drugą żółtą i osłabił swój zespół. Gracze Realu mieli ogromne pretensje, ale Slavko Vincić był nieugięty.

Ostatnie minuty tego meczu to były dwa kończące ciosy Bayernu. Najpierw Luis Diaz schodząc na prawą nogę, huknął zza pola karnego i wprawił stadion w euforię. Gdy wydawało się, że więcej trafień nie będzie, Michael Olise wziął sprawy w swoje ręce. Po przejęciu zdecydował się także na uderzenie z dystansu i w przepiękny sposób wyjaśnił sprawę awansu do półfinału. Bawarczycy nie bez problemów triumfowali. Zarówno w drugim meczu 4:3, jak i w całym dwumeczu 6:4. Bez wątpienia, na Allianz Arena oglądaliśmy absolutne kino.