Kibic Manchesteru United, który zapowiedział, że nie zgoli włosów, dopóki jego klub nie wygra pięciu meczów z rzędu, musi znów odwoływać fryzjera. "Czerwone Diabły" po serii czterech zwycięstw, we wtorkowy wieczór tylko zremisowały z West Hamem, ratując punkt w doliczonym czasie gry. Włosy coraz dłuższe, wyzwanie trwa i nie uratował go póki co nawet Michael Carrick.
West Ham bliżej zwycięstwa
Spotkanie od początku nie układało się po myśli Manchesteru United. To gospodarze byli konkretniejsi i częściej zagrażali bramce rywali. Już w 13. minucie próbował Summerville, jednak czujny Lammens skutecznie interweniował.
Kilka minut później West Ham znów był groźny. Po dośrodkowaniu w pole karne piłka zmierzała poza zasięgiem Hermansena, ale Aaron Wan-Bissaka w porę wybił ją z linii strzału. Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis, choć to „The Hammers” sprawiali lepsze wrażenie.
Cios po przerwie i anulowany gol
Manchester United chciał mocno wejść w drugą połowę, lecz nadział się na kontrę. W 50. minucie Tomáš Souček wymienił podania z Jarrodem Bowenem i wykończył akcję z bliskiej odległości. West Ham objął prowadzenie 1:0.
Kłopoty Manchesteru United!
Tomas Soucek sprytnie znalazł sobie miejsce w polu karnym i to West Ham prowadzi w Londynie! 🔥
📺 Oglądaj: https://t.co/1wptvdwN5f pic.twitter.com/nOsjJUqYPm
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 10, 2026
Goście odpowiedzieli w 63. minucie. Diogo Dalot dokładnie dośrodkował na głowę Casemiro, który skierował piłkę do siatki. Radość była jednak przedwczesna – po analizie VAR okazało się, że Brazylijczyk znajdował się na spalonym.
Punkt uratowany w 97. minucie
W końcówce Manchester United coraz częściej atakował, ale Hermansen długo pozostawał bezbłędny. Dopiero w doliczonym czasie gry defensywa West Hamu pękła. W 97. minucie podanie Bryana Mbeumo zamieniło się w asystę, a Benjamin Šeško precyzyjnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. To był techniczny majstersztyk.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/2021346897001316486
Seria zakończona, trzeba liczyć od nowa
Remis 1:1 oznaczał koniec zwycięskiej serii i – co równie istotne – koniec marzeń o szybkim strzyżeniu. Po triumfach nad Manchesterem City (2:0), Arsenalem (3:2), Fulham (3:2) i Tottenhamem (2:0) wydawało się, że to tylko kwestia czasu.
Remis z West Hamem sprawił jednak, że wyzwanie trwa dalej. Co ciekawe, sam zainteresowany w rozmowie ze Sky Sports zapowiedział, że nawet jeśli seria w końcu zostanie domknięta, rozpocznie ją od nowa. Kibice przyjęli tę deklarację z mieszanymi uczuciami – nie wszyscy wierzą, że „fryzurowy challenge” przetrwa kolejną próbę.
Jedno jest pewne: Manchester United stracił szansę na piąte zwycięstwo z rzędu, a kibic wygląda już dziś trochę jak Marouane Fellaini, notabene były piłkarz Man Utd.
