Bez wątpienia aktualne mistrzostwa świata są inne niż wszystkie i nie tylko przez liczbę drużyn biorących udział. W samym finale również będzie sporo nowości, w tym halftime show, które potrwa dłużej niż przewidywana przerwa.

Pomysł rodem z NFL

Amerykańskie stadiony to naturalne środowisko dla spektakularnych widowisk, dlatego w niedzielnym finale mistrzostw świata kibice zgromadzeni na trybunach będą świadkami potężnego koncertu niczym na Super Bowl. Taki obrót spraw od początku rodził jednak spore obawy o kondycję piłkarzy, którzy musieliby czekać w szatniach i mogliby potrzebować ponownej rozgrzewki. To wszystko może znacznie wydłużyć spotkanie, a przecież na co dzień przerwa trwa 15 minut.

W mediach błyskawicznie pojawiły się doniesienia między innymi "The Times" oraz "The Athletic", że przerwa w grze może potrwać od ponad 20 minut do nawet pół godziny. Eksperci bili na alarm, argumentując, że tak długi odpoczynek znacząco zwiększa ryzyko kontuzji zawodników obu drużyn. Jeśli nawet nie kontuzje, to taka przerwa może mieć ogromny wpływ na przebieg samego meczu. Szefowie światowej federacji w końcu musieli odnieść się do tych rewelacji i uspokoić zaniepokojone, piłkarskie środowisko.

17 minut wystarczy?

Zgodnie z najnowszymi ustaleniami hiszpańskiej "MARCI", samo muzyczne widowisko na murawie zajmie dokładnie jedenaście minut. Montaż oraz usunięcie elementów sceny, a także ponowne przygotowanie płyty boiska, potrwają zaledwie sześć minut. Oznacza to, że zespoły powrócą do rywalizacji po dokładnie siedemnastu minutach od gwizdka kończącego pierwszą połowę.

Taki kompromis sprawia, że całkowity czas odpoczynku wydłuży się zaledwie o dwie minuty względem standardowych przepisów gry. Podczas wielkiego finału swoje utwory zagrają między innymi Madonna, Justin Bieber, supergrupa BTS oraz Coldplay. Na papierze i według ściśle ustalonego scenariusza nie wygląda to aż tak źle, lecz przy takim rozmachu realnie może to przeciągnąć się do ponad 20 minut. Pozostaje nam jedynie czekać na realizację tych planów.