Paris Saint-Germain po raz drugi z rzędu sięgnęło po trofeum Ligi Mistrzów. W rozegranym w Budapeszcie finale francuski zespół pokonał Arsenal po serii rzutów karnych. Po 120 minutach gry na tablicy wyników widniał remis 1:1, a o losach najważniejszego klubowego trofeum w Europie zdecydował konkurs „jedenastek”.
Arsenal był o krok od spełnienia marzeń
Dla Arsenalu był to jeden z najważniejszych meczów w historii klubu. Londyńczycy przystępowali do finału z nadzieją na zdobycie pierwszej w historii Ligi Mistrzów. Drużyna Mikela Artety miała za sobą znakomitą kampanię, w której wyeliminowała kilku wymagających rywali i udowodniła, że należy do ścisłej europejskiej czołówki. To był też pierwszy finał drużyny od 2006 roku, gdzie wówczas lepsza okazała się Barcelona.
Początek spotkania układał się dla „Kanonierów” wręcz idealnie. Już w szóstej minucie Kai Havertz wykorzystał błąd defensywy PSG i otworzył wynik meczu, strzelając niespodziewanie z ostrego kąta. Arsenal przez długi czas prezentował się bardzo dojrzale taktycznie. Skutecznie zamykał przestrzenie w środku pola, ograniczał możliwości ofensywne rywali i nie pozwalał PSG na rozwinięcie skrzydeł. Zabijał mecz.
Paryżanie mieli problemy z kreowaniem klarownych sytuacji. Albo jakichkolwiek... Arsenal kontrolował tempo rywalizacji i sprawiał wrażenie drużyny, która ma wszystko pod kontrolą. Do przerwy to Londyńczycy byli bliżej historycznego sukcesu.
PSG wróciło do gry po zmianie stron
Po przerwie obraz meczu zaczął się jednak zmieniać. Zawodnicy Luisa Enrique coraz częściej przenosili grę pod pole karne przeciwnika i zmuszali Arsenal do głębszej defensywy.
Kluczowy moment nastąpił w 65. minucie po faulu Cristiana Mosquery na Chwiczy Kwaracchelii. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr, a odpowiedzialność za wykonanie rzutu karnego wziął na siebie Ousmane Dembele. Francuz zachował spokój i doprowadził do wyrównania.
Gol dodał PSG pewności siebie. Mistrzowie Francji zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce i przejęli inicjatywę. Arsenal nie zamierzał jednak rezygnować z walki. Obie drużyny stworzyły sobie jeszcze kilka dogodnych okazji, lecz zarówno David Raya, jak i Matwiej Safonow spisywali się bardzo pewnie między słupkami. Paryżanie oddali też strzał w słupek.
Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia
W dodatkowych trzydziestu minutach żadna ze stron nie chciała popełnić błędu mogącego kosztować utratę trofeum. Tempo gry nieco spadło. PSG częściej utrzymywało się przy piłce i próbowało narzucać swoje warunki, natomiast Arsenal szukał szans po szybkich atakach i stałych fragmentach gry. Ostatecznie jednak żadna z drużyn nie znalazła drogi do siatki.
Po raz pierwszy od kilku lat o triumfie w finale Ligi Mistrzów musiała zdecydować seria rzutów karnych. Ostatni raz miało to miejsce w sezonie 2015/16, gdzie wówczas Real Madryt pokonał Atletico 5:3 po konkursie jedenastek.
- Sprawdzaj wyniki na żywo
Konkurs jedenastek dał trofeum PSG
W serii rzutów karnych więcej zimnej krwi zachowali zawodnicy PSG. Kluczowe okazały się niewykorzystane próby Eberechiego Eze oraz Gabriela Magalhaesa. Obaj nie trafili w bramkę, Safonow nie musiał bronić. Paryżanie wykorzystali błędy rywali i przypieczętowali zwycięstwo. Choć przez chwilę musieli drżeć o końcowy wynik, gdy swojej próby nie wykorzystał jako trzeci w kolejności Nuno Mendes.
Dla zespołu Luisa Enrique to zwycięstwo oznacza obronę tytułu i potwierdzenie dominacji na europejskiej scenie. Wyniki Ligi Mistrzów z tej edycji od początku wskazywały, że Paryżanie kroczą dzielnie do obrony tytułu.
PSG wcale nie grało dobrze, długo ten mecz im się nie układał, lecz ponownie udowodniło, że potrafi radzić sobie z presją największych spotkań i skutecznie wykorzystywać kluczowe momenty. Jest też kolejną drużyną po Realu Madryt w historii rozgrywek, która obroniła tytuł. Arsenal musi natomiast przełknąć bardzo gorzką pigułkę.
