Reprezentacja Polski zremisowała 2:2 z Nigerią w meczu towarzyskim rozegranym na Stadionie Narodowym. Spotkanie nie układało się po myśli Biało-Czerwonych, którzy dwukrotnie musieli gonić wynik. Ostatecznie uniknęli porażki dzięki fenomenalnemu trafieniu Przemysława Wiśniewskiego w doliczonym czasie gry.

Polska miała problemy od początku

Mecz z Nigerią był dla reprezentacji Polski wartościowym sprawdzianem, bo rywal prezentował inny profil niż większość europejskich przeciwników. W szczególności od Ukrainy, z którą mierzyliśmy się kilka dni temu we Wrocławiu.

Obie drużyny nie zakwalifikowały się na mundial. Wyniki Nigerii w eliminacjach były dobre. Ale porażka po rzutach karnych z Demokratyczną Republiką Konga w finale drugiej rundy eliminacji, przesądziła o losach awansu do turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku.

Goście dysponowali dużą siłą fizyczną, szybkością w ataku i potrafili bardzo łatwo przenosić ciężar gry pod pole karne Polaków. Biało-Czerwoni mieli problem przede wszystkim z kontrolą przestrzeni za linią obrony oraz z asekuracją po stratach. Nigeria kilkukrotnie pokazała, że potrafi przyspieszyć akcję jednym podaniem lub dynamicznym wejściem skrzydłem. To sprawiało, że polska defensywa często musiała reagować w pośpiechu.


Pierwszy cios przyszedł w 23. minucie. Terem Moffi wykorzystał dogranie Mosesa Simona i dał Nigerii prowadzenie. Ta bramka dobrze oddawała obraz tej części meczu — Polacy mieli fragmenty posiadania piłki, ale to rywale byli konkretniejsi i groźniejsi w decydujących strefach boiska.

Odpowiedź przyszła tuż przed przerwą

Polska długo szukała sposobu na uporządkowanie gry ofensywnej. Problem polegał na tym, że samo utrzymywanie się przy piłce nie przekładało się na klarowne sytuacje. Brakowało szybszej wymiany podań, wejść między linie i dokładności w ostatnim podaniu.

Przed przerwą Biało-Czerwoni zdołali jednak doprowadzić do wyrównania. W doliczonym czasie pierwszej połowy Kacper Potulski wykorzystał podanie Nicoli Zalewskiego i trafił na 1:1. Gol miał duże znaczenie psychologiczne, bo pozwolił zejść do szatni bez straty i złagodził obraz przeciętnej pierwszej części spotkania.


Zalewski ponownie pokazał, że jest jednym z najważniejszych zawodników reprezentacji przy kreowaniu akcji. Jego mobilność, prowadzenie piłki i umiejętność znalezienia wolnej przestrzeni dawały Polakom najwięcej konkretów w ofensywie.

Nigeria znów ukarała Polaków

Po zmianie stron Polska próbowała grać odważniej, ale nadal nie była w stanie w pełni przejąć kontroli nad meczem. Nigeria nie potrzebowała długich okresów posiadania piłki, by stwarzać zagrożenie. Wystarczały jej szybkie przejścia do ataku i wykorzystanie warunków fizycznych napastników.

W 77. minucie goście ponownie wyszli na prowadzenie. Paul Onuachu wykorzystał rzut karny i zrobiło się 2:1 dla Nigerii. Dla Polski był to kolejny sygnał ostrzegawczy — defensywa nie tylko miała problemy z zatrzymywaniem rywali w otwartej grze, ale również dawała im okazje do prostych rozstrzygnięć w polu karnym.


Ten fragment meczu pokazał, że przed kolejnymi spotkaniami sztab Jana Urbana musi popracować nad organizacją bez piłki. Sama reakcja po stracie bramki była pozytywna, ale zbyt często reprezentacja dopuszczała rywali do sytuacji, których można było uniknąć lepszym ustawieniem i szybszą asekuracją.

Wiśniewski uratował remis w końcówce

Końcówka meczu należała do Polaków, którzy coraz mocniej naciskali na bramkę Nigerii. Nie była to dominacja pełna swobody, bardziej desperackie szukanie wyrównania, ale przyniosło efekt.

W piątej minucie doliczonego czasu gry Przemysław Wiśniewski doprowadził do remisu 2:2 po podaniu Norberta Wojtuszka. Trafienie obrońcy było efektowne i przede wszystkim niezwykle ważne, bo pozwoliło uniknąć porażki przed własną publicznością.

Ten gol częściowo przykrył problemy, ale ich nie wymazał. Polska pokazała charakter, bo dwukrotnie potrafiła odrobić straty. Jednocześnie mecz z Nigerią ujawnił mankamenty w defensywie, problemy z kontrolą tempa spotkania i brak płynności w ataku pozycyjnym.

Remis 2:2 można więc potraktować jako wynik ratujący nastroje, ale nie jako dowód na dobrze rozegrany mecz. Największym plusem była reakcja po straconych bramkach, największym minusem — liczba sytuacji, w których rywale zbyt łatwo dochodzili do konkretów.