Pep Guardiola przechytrzył swojego dawnego ucznia, Mikela Artetę. W niedzielne popołudnie na londyńskim Wembley to Manchester City był lepszy od Arsenalu i zasłużenie zgarnął pierwszy skalp tego sezonu – Puchar Ligi, czyli Carabao Cup. Trofeum wprawdzie najmniej prestiżowe, ale znów do gabloty "The Citizens" coś wpadło, a do tej w północnym Londynie nie.

Pierwsza połowa bez rozstrzygnięcia

Pierwsza połowa meczu nie zachwyciła i nie przyniosła goli. Gra nie toczyła się pod dyktando żadnej ze stron – były momenty przewagi optycznej "The Gunners", były lepsze fragmenty "The Citizens". Ogólnie nuda i wzajemny, nadmierny wręcz respekt wobec siebie obydwu rywali. Jedyny moment uwagi to potrójna interwencja Jamesa Trafforda. Można było się zdziwić, że Arsenal oddał aż trzy celne strzały. Wszystkie były w jednej i tej samej akcji.

Pep Guardiola najwyraźniej dużo lepiej trafił do swoich podopiecznych w przerwie. Ci ruszyli do przodu, zamykając Arsenal we własnym polu karnym. Tarapatami dla „Kanonierów” zapachniało już w sytuacji, gdy szarżował Jeremy Doku, a poza polem karnym sfaulował go Kepa Arrizabalaga. Sędzia wlepił bramkarzowi Arsenalu tylko żółtą kartkę, choć wydaje się to być decyzja bardzo pobłażliwa względem Hiszpana. Dla City stało się jednak dobrze, bo to właśnie rezerwowy bramkarz Arsenalu (w krajowych pucharach grywający jako podstawowy) był „ojcem” bramki na 1:0. Popełnił on fatalny w skutkach błąd:

O’Reilly po raz drugi!

Zespół, który ma najlepsze wyniki Premier League nie pozbierał się jeszcze po pierwszym ciosie i nie zdołał ruszyć do przodu po wyrównanie, a już przegrywał 0:2. Tym razem obyło się bez błędu Kepy, ale znów kluczowe było dobre dośrodkowanie i nos Nico O’Reilly’ego. Wychowanek City świetnie skontrował głową piłkę, pakując ją do bramki.

Arsenal bez szczęścia

W końcówce Arsenal rzucił się do odrabiania strat, ale nie wykorzystał swoich szans – był m.in. strzał Riccardo Calafioriego w słupek i Gabriela Jesusa w poprzeczkę, były też inne okazje. Nic jednak do bramki "The Citizens" nie wpadło, a do klubowej gabloty wpadnie niebawem kolejne trofeum. Tych za kadencji Guardioli jest bez liku i nawet, gdy drużyna radzi sobie przeciętnie, to i tak udaje jej się coś zgarnąć. Wielka klasa.

Arsenal pozostaje w grze o trzy puchary, ale po takim zimnym prysznicu będzie musiał radzić sobie z rosnącą presją.