Mundial wchodzi w coraz bardziej decydującą fazę. Teraz zaczniemy poznawać najlepszą ósemkę całego turnieju. Maroko jako pierwsze zameldowało się w ćwierćfinale po tym, jak pokonało 3:0 jednego z gospodarzy mistrzostw świata, a więc Kanadę.

Pierwsza połowa mogła zaskoczyć

Faworytem meczu rozgrywanego w Houston była oczywiście ekipa Maroka. Dla Kanadyjczyków ten turniej już tak był historyczny, nie tylko przez wyjście z grupy, ale także pokonanie RPA w ramach 1/16 finału. Niemniej apetyty rosły w miarę jedzenia, a kibice mogli być naprawdę zadowoleni z tego, jak Kanada wyglądała tuż po pierwszym gwizdku. Odważna gra, napór i chęć otwarcia wyniku, co też zaskoczyło samych Marokańczyków.

Tanitoluwa Oluwaseyi może sobie pluć w brodę, że nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Maroko poza problemami z samą grą, napotkało również inny kłopot. W 20. minucie meczu z kontuzją murawę musiał opuścić Ismael Saibari, który był bardzo ważnym punktem drużyny. W pierwszej części goli ostatecznie nie oglądaliśmy, ale postawa podopiecznych Mohameda Ouahbiego mogła rozczarowywać. Z drugiej strony fani współgospodarza turnieju zacierali ręce na drugą połowę, która okazała się kompletnie odmienna.

Trzy ciosy i radość z awansu

Po zmianie stron Maroko nie zaczęło nagle grać kompletnie inaczej, a mimo to w 50. minucie z gola cieszył się Azzedine Ounahi. Warto tutaj podkreślić świetne rozegranie rzutu wolnego i precyzyjne uderzenie. Kanada musiała się otrząsnąć po takim ciosie, ale nie była w stanie wyprowadzić odpowiedniej kontry. W momencie napierania i chęci odrobienia wyniku, drużyna wyszła wyżej, a Maroko wykorzystało to z zimną krwią.

Szybka kontra i wyłożenie piłki do Azzedine Ounahiego, który skompletował dublet. Na dobicie rywala, już w doliczonym czasie gry, gola na 3:0 strzelił Soufiane Rahimi. Forma może nie była idealna, ale wyniki reprezentacji Maroka mówią jasno - awansowali do ćwierćfinału mistrzostw świata drugi raz z rzędu. Teraz pozostaje czekać na rywala. Będzie nim zwycięzca rywalizacji Francji z Paragwajem.