Mistrzostwa świata za oceanem przejdą do historii nie tylko ze względu na emocje sportowe, ale przede wszystkim z uwagi na gigantyczne zyski światowej federacji. Według doniesień angielskiego dziennika "The Guardian", przychody z tegorocznego turnieju osiągną rekordową kwotę 15 miliardów dolarów.

Zyski zdecydowanie większe niż w Katarze

Podsumowanie księgowe wypada wręcz oszałamiająco na tle poprzedniego mundialu, na którym to FIFA zarobiła 5,769 miliarda dolarów. Oznacza to, że pomimo licznych słów krytyki, zyski wzrosły ponad dwukrotnie. Szef organizacji, Gianni Infantino, miał poinformować federacje piłkarskie o tych imponujących wynikach w minioną sobotę. Trzeba jednak mieć na uwadze, że rozmach amerykańskiego turnieju był wyraźnie większy. Udział wzięło w nim 48 zespołów.

Kluczową rolę w maksymalizacji przychodów odegrał sam system cenowy wejściówek. Teoretycznie bilet na mecz otwarcia można było nabyć już za 370 dolarów, jednak miejsca najtańszej kategorii stanowiły zaledwie kilka procent całkowitej pojemności obiektu i stworzono je głównie z myślą o dobrym wizerunku w mediach. W rzeczywistości ceny krzesełek w trzeciej kategorii wahały się między 750 a 1000 dolarów, natomiast za najbardziej prestiżowe lokalizacje trzeba było zapłacić grubo ponad dwa tysiące dolarów.

Genialnym ruchem komercyjnym dla włodarzy okazał się także wtórny rynek biletowy. Od każdej transakcji przeprowadzonej na oficjalnej platformie, piłkarska centrala pobierała sobie po 15 procent prowizji zarówno od osoby sprzedającej, jak i kupującej.

Straty wizerunkowe?

Choć rekordowy przychód bez wątpienia umocni stołek Infantino, sam Szwajcar okupił ten sukces wyraźną utratą zaufania kibiców i środowiska. Na Starym Kontynencie potężne oburzenie wywołały zakulisowe gierki dotyczące reprezentanta gospodarzy. Największym echem odbiło się zawieszenie dyskwalifikacji Folarina Baloguna za czerwoną kartkę, aby mógł on zagrać w przegranym ostatecznie przez Amerykanów 1:4 meczu 1/8 finału z Belgią.

Infantino regularnie latał specjalnym odrzutowcem na dwa lub nawet trzy spotkania rozgrywane jednego dnia. Podczas meczów, gdy twarz prezydenta pokazywała się na wielkich ekranach, stadion reagował solidarną porcją gwizdów. Znakomity wynik finansowy może jednak stanowić idealny pretekst do szybkiego powrotu turnieju na te same obiekty. Podczas piątkowego bankietu pożegnalnego Donald Trump wprost zaznaczył, że Stany Zjednoczone będą ubiegać się o kolejną organizację imprezy w najbliższym możliwym okienku, które wypada w 2038 roku.