Egipt wykorzystał potknięcie Belgii i po dwóch kolejkach samodzielnie prowadzi w grupie G mistrzostw świata 2026. „Faraonowie” odwrócili losy meczu z Nową Zelandią i wygrali 3:1, natomiast Belgowie tylko zremisowali z Iranem 0:0, komplikując sobie sytuację przed ostatnią serią spotkań.
Egipt wrzucił wyższy bieg po przerwie
Przez pierwsze 45 minut niewiele wskazywało na to, że Egipcjanie zakończą wieczór w roli lidera grupy. Lepiej prezentowała się Nowa Zelandia, która objęła prowadzenie już po kwadransie gry.
Po rzucie rożnym precyzyjnie dośrodkował Tim Payne, a Finn Surman najwyżej wyskoczył w polu karnym i strzałem głową pokonał bramkarza rywali.
Egipt miał swoje okazje, ale brakowało skuteczności. Omar Marmoush uderzał zbyt lekko, Mohamed Salah przestrzelił po dobrze rozegranym rzucie wolnym, a najlepszą sytuację zmarnował Emam Ashour, który z kilku metrów nie trafił czysto w piłkę.
Ziko i Salah odmienili spotkanie
Po zmianie stron obraz meczu zmienił się diametralnie. Egipcjanie wyszli na boisko odmienieni i błyskawicznie odrobili straty.
Najpierw do siatki trafił Mostafa Ziko, a kilka minut później ten sam zawodnik odegrał kluczową rolę przy trafieniu Mohameda Salaha. Egipt wyprowadził znakomity kontratak, po czym rozmontował defensywę Nowej Zelandii serią szybkich podań.
Nowozelandczycy nie potrafili odpowiedzieć, a w 82. minucie wynik ustalił Trezeguet. Rezerwowy wykorzystał dokładne dośrodkowanie Salaha z rzutu rożnego i przypieczętował zwycięstwo 3:1.
Dzięki wygranej Egipt awansował na pierwsze miejsce w grupie i przed ostatnią kolejką znajduje się w najlepszym położeniu spośród wszystkich zespołów.
Belgowie rozczarowali
Znacznie mniej powodów do zadowolenia mają Belgowie. Drużyna Rudiego Garcii była faworytem starcia z Iranem, ale nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze zorganizowanego przeciwnika.
Co więcej, Irańczycy stworzyli sobie naprawdę groźne sytuacje. Już w pierwszej połowie po znakomicie rozegranym rzucie wolnym piłka trafiła do siatki, jednak gol nie został uznany z powodu minimalnego spalonego Mehdiego Taremiego.
Napastnik Iranu był później bliski pokonania Thibauta Courtois jeszcze raz, ale belgijski bramkarz popisał się świetną interwencją. Wcześniej groźnie główkował również Hossein Kanaani.
Czerwona kartka nie pomogła Iranowi
Kluczowy moment spotkania nastąpił w 67. minucie. Nathan Ngoy popełnił prosty błąd techniczny i ratował się faulem na wychodzącym na czystą pozycję Taremim. Sędzia bez wahania pokazał belgijskiemu obrońcy czerwoną kartkę.
Paradoksalnie Iran nie potrafił wykorzystać gry w przewadze. Drużyna z Azji nie zaryzykowała bardziej odważnego ataku, choć końcówka dawała ku temu idealną okazję.
Belgowie również nie zachwycali. Najlepsze sytuacje zmarnował Maxim De Cuyper, którego dwukrotnie zatrzymał świetnie dysponowany Alireza Beiranvand.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, który bardziej rozczarowuje Belgów niż Irańczyków.
Na czele grupy znajduje się Egipt z czterema punktami. Tyle samo ma Iran, ale „Faraonowie” legitymują się lepszym bilansem bramkowym. Belgia z dwoma punktami spadła na trzecie miejsce, natomiast Nowa Zelandia pozostaje z dorobkiem jednego punktu.
Przed ostatnią kolejką awans do fazy pucharowej pozostaje sprawą otwartą, ale to Egipcjanie są dziś w zdecydowanie najlepszej sytuacji. Warto zauważyć, że Belgowie po dwóch meczach wciąż nie mają zdobytej bramki!
