Finał pocieszenia mistrzostw świata w 2026 roku z pewnością zapisze się w historii futbolu jako jeden z najbardziej szalonych meczów. Starcie reprezentacji Francji z Anglią o brązowy medal obfitowało w niewiarygodne emocje, a kibice zobaczyli łącznie aż dziesięć trafień. Ostatecznie to Anglia okazała się lepsza... 6:4.

Historyczna strzelanina o brąz

Mecze o trzecie miejsce bardzo często traktowane są przez przegranych półfinalistów jak zło konieczne, ale tym razem obie ekipy postanowiły zafundować fanom absolutne widowisko. Zamiast zachowawczej gry i przewidywalnych, taktycznych szachów, na murawie oglądaliśmy prawdziwą wymianę ciosów z obu stron. Zarówno "Trójkolorowi", jak i "Synowie Albionu" najwyraźniej całkowicie odpuścili kwestie defensywne, rzucając wszystkie swoje siły do formacji ataku.

Z przedmeczowych doniesień wynikało, że piłkarze mogą odczuwać spore znużenie turniejem, jednak boisko zweryfikowało to w najbardziej niespodziewany sposób. Dziesięć goli w jednym spotkaniu to wynik, który rzadko spotyka się nawet w meczach towarzyskich, a co dopiero w starciu decydującym o medalach światowego czempionatu. Choć bramkarze i obrońcy obu drużyn z pewnością będą chcieli jak najszybciej wymazać ten wieczór z pamięci, dla każdego neutralnego kibica była to absolutna piłkarska uczta.

W pierwszej połowie całkowicie rywalizację zdominowali Anglicy. Już w 3. minucie bramkę zdobył Declan Rice. Później prowadzenie powiększył Ezri Konsa, a w końcówce tuż przed przerwą dwa trafienia dołożył Bukayo Saka. Stadion był w niemałej konsternacji, zastanawiając się, co stało się z wielką Francją.

Cóż za pogoń w drugiej połowie

Po zmianie stron obraz gry uległ diametralnej zmianie, a podopieczni Didiera Deschampsa rzucili się do szaleńczej odróbki strat. Sygnał do frontalnego ataku dał niezawodny Kylian Mbappe, który w 48. minucie precyzyjnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce, wlewając nową nadzieję w serca francuskich kibiców. To trafienie podziałało na cały zespół niczym płachta na byka. Zaledwie 6 minut później było już jasne, że "Les Bleus" nie zamierzają złożyć broni, gdy na listę strzelców wpisał się Bradley Barcola. Skrzydłowy bezlitośnie wykorzystał chwilowe uśpienie angielskiej defensywy, brutalnie karząc błędy w ustawieniu rywali.

Prawdziwe apogeum piłkarskich emocji nadeszło jednak w samej końcówce, kiedy to wymiana ciosów sięgnęła absolutnego zenitu. W 66. minucie fani z Francji eksplodowali z radości po fenomenalnej akcji i kolejnym golu gwiazdy "Królewskich", co po raz kolejny odwróciło losy tej rywalizacji. Wyspiarze, choć zszokowani takim obrotem spraw, próbowali jeszcze odpowiadać, ale napór "Trójkolorowych" był niesamowity.

W 87. minucie rzut karny na gola zamienił Saka i gdy wydawało się, że to już po meczu, w szóstej doliczonej minucie odpowiedział Dembele. Na tablicy wyników 5:4, Francja rzuciła się całkowicie do ataku, a to wykorzystał wprowadzony w drugiej połowie Jude Bellingham. Po kapitalnej akcji indywidualnej zamknął temat trzeciego miejsca na tym mundialu - 6:4. Co to była za rywalizacja, okraszona aż dziesięcioma golami.