Korea Południowa naprawdę zaimponowała w swoim pierwszym meczu na mundialu i od razu wzbudziła respekt wśród swoich rywali. Według najnowszych informacji drużyna z Heung-Min Sonem na czele miała być podglądana podczas treningu za pomocą drona.
Nagrano tylko rozgrzewkę?
Wydawałoby się, że poza kulisami polskiej ekstraklasy raczej nie będziemy słyszeć o aferach związanych z podglądaniem rywali dronem. Jednak nic bardziej mylnego, czego na swojej skórze doświadczyła reprezentacja Korei Południowej. Niedaleko ośrodka treningowego w pobliżu Guadalajary pojawił się wspomniany dron, który miał rejestrować przebieg treningu. Przebieg zajęć był zamknięty zarówno dla mediów, jak i dla postronnych kibiców, szczególnie że zaraz prawdopodobnie najważniejszy mecz w grupie.
Korea Południowa zmierzy się bowiem z Meksykiem, jednym z gospodarzy turnieju. Dron, który przemieszczał się nad boiskiem, został namierzony i "sprowadzony" na ziemię. Jednak zanim żołnierz meksykańskiej armii dostał się do urządzenia, sprawcy już zdołali je zabrać. Z medialnych doniesień wynika, że dron pojawił się w momencie, gdy drużyna Korei przeprowadzała rozgrzewkę, a więc za wiele taktycznych rozwiązań nie wyszło na jaw. Oczywiście o sprawie szybko poinformowano FIFA, a dochodzenie miała wszcząć także meksykańska policja.
Trener uspokaja
Mundial 2026 trwa w najlepsze, a Korea Południowa zmierzy się już 19 czerwca o 3:00 czasu polskiego właśnie z gospodarzem - Meksykiem. Trener reprezentacji Korei Myung-Bo Hong został zapytany o całe zajście i nazwał je niefortunnym zdarzeniem, podkreślając, że miało ono miejsce przed bardzo ważnym spotkaniem. Mimo iż na pewno sytuacja wytrąciła drużynę z równowagi i zakłóciła przygotowania, to wydaje się, że ostatecznie dron za wiele nie zdziałał.
Oczywiście nie ma żadnych oficjalnych informacji, do kogo on należał, lecz spekulacji nie brakuje. Zarówno Meksyk, jak i Korea wygrały swoje pierwsze starcia i ich bezpośredni pojedynek może przesądzić, kto wyjdzie z grupy A z pierwszego miejsca.
