Manchester United – Tottenham 13:30

Transmisja: Canal+Sport 2

Arbiter:Jonathan Moss (statystyki sędziego)

Poprzednią kolejkę Premier League zamykało najciekawsze spotkanie, a dziesiątą serię gier otworzy. I znowu hit będzie z udziałem Tottenhamu. W zeszłą niedzielę „Spurs” nie dali szans Liverpoolowi na Wembley. Teraz będą chcieli podbić Old Trafford. „Koguty” przegrały ostatnie trzy spotkania w Teatrze Marzeń i będą chciały przerwać tą serię już w sobotę. W środku tygodnia obie drużyny rozgrywały mecze w Pucharze Ligi. Manchester United pokonał na Liberty Stadium Swansea 2:0, natomiast Tottenham przegrał na Wembley 2:3 z West Hamem. Nie będzie miał ten mecz żadnego znaczenia w kontekście sobotniego starcia, bowiem Mauricio Pochetinno w porównaniu z meczem z „Młotami” dokona 8-9 zmian. Pewni gry na Old Trafford jest Toby Aldeirweld, Delle Alii, a dużą szansę na grę ma Son, oraz Tripper. No i to by było raczej na tyle. Do bramki wróci Hugo Lloris, do obrony Sanchez, Vertonghen, Aurier. W środku pola pojawi się Dembele, Eriksen. Nie zagra, jednak Harry Kane, co będzie ogromną stratą dla „Spurs”. Nie przez przypadek Pep Guardiola nazwał Tottenham „Tą drużyną Harrego Kane’a”.  United dzień wcześniej ze Swansea wyszedł w silniejszym zestawieniu. Z nieobecnych na Liberty Stadium w wyjściowej jedenastce na pewno pojawi się Romelu Lukaku, Nemanja Matic, a być może Henrich Mchitaryan, oraz Juan Mata. Aczkolwiek ten ostatni był bardzo krytykowany po ostatnim przegranym ligowym meczu z Huddershfield. Jednakże największa fala krytyki spadła na Victora Lindelofa, który na razie jest wielkim niewypałem transferowym Portugalczyka. Były obrońca Benfici był najbardziej obwiniany za pierwsza porażkę ligową Manchesteru United w tym sezonie i pierwszą od 60 lat z Huddershfield.

Statystyki:

Manchester United nie stracił jeszcze bramki w Premier League na Old Trafford w tym sezonie

Mauricio Pochettino: Jestem ogromnie rozczarowany. Harry Kane to nie tylko jeden z najlepszych napastników w Premier League, ale i w Europie. 

Na pocieszenie dla fanów Tottenhamu:


Arsenal – Swansea 16:00

Arbiter: Lee Mason (statystyki sędziego)

W ostatniej kolejce Arsene Wenger po raz pierwszy wystawił razem od pierwszej minuty trio – Ozil, Sanchez, Lacazette. Efekt? Pierwsze wyjazdowe zwycięstwo Arsenalu w tym sezonie Premier League i aż pięć bramek strzelonych na Goodisson Park. Martwić mogą natomiast dwie stracone bramki, w tym jedna grając w przewadze jednego zawodnika. Brak Skhodrana Mustafiego jest widoczny. Po tym meczu pracę stracił menedżer „The Toffies” Ronald Koeman. W środku tygodnia Arsenal natomiast dopiero po dogrywce uporał się z Norwich, ale z tamtego meczu w sobotę nie zobaczymy raczej ani jednego zawodnika. Podobnie, więc jak w przypadku Tottenhamu, ale i tak pozostałych drużyn Premier League nie można wyciągać żadnych wniosków. „Kanonierzy” chcą odnieść kolejne zwycięstwo i pokonać na własnym boisku Swansea. „Łabędzie” są po dwóch ligowych meczach z rzędu u siebie, a licząc mecz w Pucharze Ligi po trzech. Efekt? Średni. O ile udało im się pokonać Huddershfield 2:0, to tydzień później ulegli Leicester 1:2. We wtorek przegrali z United 0:2. Przeciwko „Kanonierom” ponadto nie zagrają Renato Sanchez i Wilfried Bony. Portugalczyk ma być gotowy do gry dopiero po meczach reprezentacji. Tammy Abraham i Tom Caroll, czy to nie będzie za mało na podbudowany pierwszym wyjazdowym triumfem zespół Arsenalu? Paul Clement menedżer „Łabędzi” nie uważa, że jego zespół jest w kryzysie. Jednak wyniki i tabela mówi co innego. Szykuje się kolejny ciężki sezon dla zespołu z Walii. Już nic nie zostało z tej drużyny, która potrafiła porwać swoją grą publikę. Zespół, który potrafił wygrać Puchar Ligi, godnie prezentując się w Lidze Europy. Szykuje się kolejny sezon z walką o utrzymanie.

Statystyki:

Arsenal wygrał tylko jedno z czterech ostatnich domowych spotkaniach ze Swansea.

Sobotni mecz ze Swansea będzie 800 meczem Arsena Wengera w roli menedżera Arsenalu.


Crystal Palace – West Ham 16:00

Arbiter: Bobby Madley (statystyki sędziego)

Po przegranym meczu z Brighton w poniedziałek doszło do spotkania pomiędzy szefostwem klubu ze Stadionu Olimpijskiego. Slaven Bilić dostał jasną wiadomość. Albo w najbliższych dwóch meczach nie ulegnie poprawie gra zespołu, albo w 11 kolejce Premier League West Ham poprowadzi ktoś inny. Po pierwszej połowie meczu na Wembley, wydawało się, że to już koniec. „Młoty” grały bardzo słabo przeciwko mocno rezerwowej drużynie Tottenhamu. Jednak to co się stało w drugiej połowie pokazało, że Bilić dalej ma posłuch w zespole. West Ham zagrał z pasją, zaangażowaniem i potrafił odwrócić losy meczu. Ze stanu 0:2 doprowadzić do wyniku 3:2, nawet przy mocno rezerwowej drużynie Pochettino musi wzbudzić podziw. Kibicom „Młotów” musiały przypomnieć się najlepsze momenty z przygody Bilica w West Hamie, a więc nie ma co oszukiwać pierwszy sezon Chorwackiego menedżera wtedy na Upton Park. Wygrana na Emirates, wygrana z Tottenhamem na Upton Park, remisy z City. Wielkie mecze „Młotów” przeciwko wielkim. Po fatalnym poprzednim sezonie i słabym początkiem tego wydawało się, że takie chwile za kadencji Bilica już nie wrócą. Piłka, jednak kolejny raz pokazała swoją nieprzewidywalność. Crystal Palace? Po wygranej nad Mistrzem Anglii co poniektórzy wróżyli marsz w górę tabeli „Orłów”. Spotkanie w następnej kolejce z Newcastle pokazało, jednak to czego się obawiałem. Zespół Hodgsona wykorzystał brak N’Golo Kante i Alvaro Moraty. Oczywiście należy się szacunek, że udało im się pokonać Chelsea, jednak jak wygląda gra defensywna „The Blues” bez reprezentanta Francji pokazały mecze z Romą czy Watfordem. 5 bramek straconych w dwóch meczach, a gdyby nie nieskuteczność Richarlisona przed tygodniem tych bramek byłoby więcej, a „The Blues” mogli by nawet nie tyle wygrać, co nawet zremisować z „Szerszeniami”. Z Newcastle obu drużynom brakowało mocy w ataku. O tyle w Crystal można to zrzucić na brak Benteke, który jest jedynym klasowym napastnikiem „Orłów” to indolencja w ataku „Srok” mogła dziwić mając na uwadze świetny mecz z Southampton, czy domowy ze Stoke i Liverpoolem. Skończyło się, jednak szczęśliwie dla zespołu Beniteza, którzy skromnie wygrali 1-0.


Liverpool – Huddersfield 16:00

Arbiter: Kevin Friend (statystyki sędziego)

Po sensacyjnej wygranej z Manchesterem United beniaminek chce znów być na ustach całej Anglii. Tym razem po zwycięstwie na Anfield. Nie będzie o to łatwo, bowiem gospodarze po klęsce z Tottenhamem mają dużo do udowodnienia. Obie drużyny nie grały w środku tygodnia w Pucharze Ligi, więc miały czas, by w pełni skoncentrować się na niedzielnym starciu. Problemy Liverpoolu są znane od dawna. Linia obrony, jednak ta statystyka jest, także wielce wymowna.

A ofensywa nie zawsze nadrobi błędów w destrukcji. Zwłaszcza, że w tym sezonie Liverpool ma problemy z zamienianiem sytuacji strzeleckich na zdobycze bramkowe. Obrońcy popełniają błędy, Mignolet nie broni. Beniaminek przed tygodniem wykorzystał błędy defensywy „Czerwonych Diabłów”. W sobotę na Anfield liczą na podobne z udziałem Lovrena i spółki. Jednak jedna statystyka nie jest zbyt optymistyczna. Huddersfield nie strzelił jeszcze ani jednej bramki na wyjeździe w tym sezonie. Mogą oni jednak zadać pytanie. Jak nie teraz to kiedy?

Statystyki: 

Liverpool w tym sezonie strzelił zaledwie sześć bramek na własnym stadionie z czego, aż cztery w jednym meczu z Arsenalem. 

Jutrzejszy mecz z powodu kontuzji opuści Philippe Coutinho


Watford – Stoke 16:00

Arbiter: Michael Oliver (statystyki sędziego)

Dwa zespoły, które przed sezonem eksperci umieszczali w środku stawki. Jak na razie ich prognozy zostały zweryfikowane. Watford pod wodzą Marco Silvy gra bardzo dobrą piłkę i zasłużenie zajmują szóste miejsce w tabeli. Stoke natomiast zawodzi. „Garncarze” w poprzednich sezonach zajmowali miejsce w środku tabeli. Teraz siedemnaste i nie zajmują miejsca spadkowego tylko dzięki lepszemu stosunkowi bramek, niż Everton. Stoke przegrywa, czy to u siebie, czy na wyjeździe tracąc wiele bramek. Nikt nie stracił więcej bramek w tym sezonie, niż właśnie „Garncarze”. To wszystko wskazuje, że faworyt tego starcia może być tylko jeden. Pytanie, jednak jak „Szerszenie” zaprezentują się na własnym stadionie na którym co prawda przed dwoma tygodniami wreszcie wygrali, jednak lepiej piłkarsko prezentują się w delegacjach. Może to dziwić, bowiem Hull Marco Silvy zawodziło właśnie na wyjazdach, a u siebie byli prawie bezbłędni. Kibice Watford znów liczą na Richarlisona, który od początku sezonu jest liderem zespołu.

Statystyki:

Stoke w tym sezonie straciło już dwadzieścia bramek. Nie ma w lidze gorszej defensywy. 

W delegacjach zdobyli zaledwie jeden punkt co jest najgorszym po Crystal Palace wynikiem w lidze

Watford na własnym boisku strzelił 5 bramek z czego aż trzy z Liverpoolem. 


West Brom – Manchester City 16:00

Transmisja: Canal+Sport 2

Arbiter: Mike Jones (statystyki sędziego)

Po dwóch meczach wyjazdowych z rzędu West Bromwich wraca na The Hawthorns. Zmierzą się tam z liderem i głównym na ten moment faworytem do zdobycia Mistrzowskiego Tytułu. Będzie to już drugie spotkanie tych zespołów w tym sezonie. Mierzyli się oni, bowiem ze sobą w Pucharze Ligi. „The Citiziens” wygrali na wyjeździe 2:1 i jeśli sobotni mecz skończy się innym wynikiem, niż zwycięstwem gości będzie to bardzo duża niespodzianka. Podopieczni Pullisa z ostatnich dwóch wyjazdów ugrali jeden punkt, wywieziony z King Power Stadium. Po tym meczu pracę stracił menedżer Lisów Craig Shaekspere. W ostatnią sobotę natomiast przegrali z Southampton 0:1. „The Baggies” jak to oni w obu meczach skupiali się przede wszystkim na obronie z rzadką próbując atakować. Nie jest to gra porywająca, a w tym sezonie także nieskuteczna. Zdobyli oni, bowiem w delegacjach zaledwie cztery punkty, z czego trzy w pierwszej kolejce sezon z Burnley. U siebie jest niewiele lepiej. Sześć oczek, a do tego martwi skuteczność zespołu – Cztery mecze, cztery bramki. Średnia, więc łatwa do policzenia – jedna bramka na mecz. West Brom może się pocieszać tylko męczarniami City z Wolverhampton. Podopieczni Guardioli zagrali rezerwową linią obrony, a także pomocy. Jednak w ataku od pierwszych minut grał kwartet – Sterling, Silva, Jesus, Aguero i powinni oni sobie poradzić z zespołem z Championship. Czy środowy mecz to oznak początku kryzysu? Zdecydowanie za wcześnie na takie sądy. Do podstawowego składu wróci Walker, Otamendi, Stones, Delph, De Bruyne, Fernandinho, Sane no i oczywiście bramkarz Ederson. Brakowało, więc w środę ośmiu zawodników. Po jutrzejszym meczu, więc będzie można stwierdzić – czy maszyna Guardioli zatrzymała się na chwilę czy na dłużej.

Statystyki:

West Bromwich u siebie strzelił tylko cztery bramki. Z drugiej strony Manchester City po Tottenhamie jest najskuteczniejszą drużyną w delegacjach.


Bournemouth – Chelsea 18:30

Transmisja: Canal+Sport 2

Arbiter: Craig Pawson (statystyki sędziego)

Zawsze groźny u siebie Bournemouth na zakończenie sobotnich spotkań zagra z Mistrzem Anglii londyńska Chelsea. Oba zespoły przystąpią do tego meczu w dobrych nastrojach po zwycięskich meczach w lidze, oraz w Pucharze Ligi. Los sprawił, że obie jedenastki zmierzą się, także w kolejnej rundzie Carabao Cup. Jednak to spotkanie odbędzie się na Stamford Bridge. Jutro gospodarzem będą natomiast „Wisienki”. Pokonanie w zeszłej kolejce na Brittania Stadium Stoke poprawiło nieco sytuację w tabeli. Cztery punkty po dziewięciu kolejkach i taka sama strata do pierwszej bezpiecznej pozycji. Byłoby gorąco. Jednak dzięki zwycięstwu nad Stoke zbliżyli się oni do swojego rywala w poprzedniej kolejce na jeden punkt. Blisko jest już, więc wydostanie się ze strefy spadkowej. Czy uda się to po jutrzejszym meczu? Mimo wciąż braku Kante nie będzie oto łatwo. Chelsea nie może sobie pozwolić na więcej strat przy formie City, jeśli dalej marzą o obronie mistrzowskiego tytułu. W meczu z Evertonem w Pucharze Ligi odpoczywała, więc praktycznie cała pierwsza jedenastka. Z bardzo dobrej strony w tym meczu spisał się debiutujący w barwach „The Blues” Danny Drinkwater, który doda kolejną opcję w linii pomocy. Linii pomocy, która bez Kante nie funkcjonuje tak jak powinna i rywale bardzo łatwo przedostają się pod bramkę Courtouis.