Alaves – Valencia
Wydawało się, że Deportivo Alaves po zmianie trenera zacznie notować dużo lepsze wyniki. Wszak w meczu z Realem Madryt zaprezentowali się naprawdę dobrze i niewiele brakowało by urwali Królewskim jeden punkt. Tydzień później wyjazdowa wygrana 2-0 z Levante. Po przerwie reprezentacyjnej zaczęło się sypać, choć i tak jest lepiej, niż na początku sezonu. Ostatnie dwa mecze przegrali 0-2.
Valencia jest obecnie w najlepszej formie z całej ligi. Co prawda ustępują miejsca w tabeli Barcelonie, ale jednak mieli zdecydowanie trudniejszy terminarz od Blaugrany.
Fantastycznie na bokach pomocy spisują się Guedes i Soler, wreszcie jest też ktoś, kto potrafi wykańczać akcje w ataku, Zaza strzelający 5 meczów z rzędu, Rodrigo, który strzelał w 7 z 8 meczach w których występował. Santi Mina w lidze ma 3 gole, mimo, że tylko 3 razy grał w pierwszym składzie. Nieźle jest też w defensywie. Tylko Murillo musi grać cały mecz. Bo widzieliśmy w meczu z Betisem co się stało po jego zejściu. Nietoperze stracili 3 gole w 5 minut po zejściu Kolumbijczyka. Valencia staje się coraz bardziej kompletnym zespołem, bo nie bazuje już tylko na silnej pomocy. Ważne też, że jest ławka rezerwowych. Ławka, która we wtorek pokonała na wyjeździe II-ligowy Real Saragossę 2-0 w spotkaniu Pucharu Króla.
Faworytem pod wieloma aspektami jest Valencia. Mimo to naszym typem nie jest zwycięstwo tej ekipy. Pod uwagę bierzemy również godzinę meczu. 12:00. To nie jest, szczególnie dla Hiszpanów, najlepsza godzina do rozgrywania meczów. Niestety specjalnie dla Azjatów od jakiegoś czasu oglądamy mecze o 13 w sobotę i o 12 w niedzielę. I o tych godzinach widzimy wiele nudnych meczów. Nawet ostatnie 4-0 Villarrealu z Las Palmas nie było zbyt porywające, szczególnie w pierwszej połowie. Wielkim wyjątkiem jest oczywiście 4-4 Realu Sociedad z Betisem. Ale na ogół ta wczesna godzina powoduje właśnie dosyć nudnawe mecze.
Alaves, mimo że zajmuje w tabeli przedostatnie miejsce, nie można powiedzieć, że jest chłopcem do bicia. No dziwnie to brzmi, ale spójrzmy na te stracone bramki. Aż 6 drużyn ma więcej straconych goli od Basków. To jest raczej chłopiec, który nie daje się bić, ale i sam nie potrafi zadać ciosu. Mieli naprawdę trudny terminarz a stracili „tylko” 14 goli w 9 meczach. Skoro Alaves przegrało dwa ostatnie mecze 0-2 z Realem Sociedad i z Betisem to teoretycznie z Valencią powinni mieć jeszcze większe problemy na zdobycie gola, gdyż oba w/w zespoły grają zdecydowanie ofensywniej, przez co mają też problemy z defensywą. Valencia jest w tym aspekcie stabilniejsza.

Alaves wygra przynajmniej jedną połowę – NIE @ 1,42 LV BET


Atletico Madryt – Villarreal
Spodziewam się po tym meczu partii szachów. Atletico nie jest ostatnio w najlepszej dyspozycji w ofensywie. Ostatnie 5 meczów, 3 gole. I to widać na boisku w każdym meczu. Mało okazji bramkowych choćby z takiego powodu, że Atletico w tym sezonie ma problemy ze stałymi fragmentami, co przecież dotychczas było ich wielką siłą. W spotkaniu z Celtą przeprowadzili  jedną akcję w meczu, po której mógł paść gol. Padł gol akurat w inne sytuacji. Bramka wpadła z błędu zawodnika Celty, który Atletico potrafiło wykorzystać dobijając piłkę z piątego metra. Fatalnie to wygląda, przeprowadzili max 3 jakiekolwiek akcje grając przeciwko drużynie, która ma ogromne problemy w defensywie. Z Villarrealem będzie teoretycznie zdecydowanie trudniej. Po zmianie trenera taktyka się nieco zmienia. Z spotkaniu z Las Palmas świetnie się ustawiali, nie zostawiali pustych przestrzeni przez co mocno utrudnili grę rywalowi. Żółta Łódź Podwodna też nie spisuje się jakoś świetnie w ataku. Są uzależnieni od Bakambu, który w lidze strzelił 8 goli a cały Villarreal ma 15 trafień. Wiemy przecież, że Atletico potrafi  uprzykrzyć życie napastnikom. Bakambu potrzebuje miejsce, bo to szybki napastnik. W Madrycie nie będzie zbyt wiele przestrzeni.
Mecze Atleti z Villarrealem w ostatnich latach często były underowe. Na ostatnie 10 meczów wpadło tylko 14 bramek. Tylko 2-krotnie mecz nie zakończył się wynikiem under 2,5 (dwukrotnie wygrana gospodarza 3-0; raz Villarrealu, raz Atletico). W tym meczu nie widzę możliwości by gospodarz przy takiej grze wygrał 3-0. Musieliby nagle doznać olśnienia.
Minimalnie w tym meczu idę w stronę Villarreal, który na pewno nie jest faworytem. Ale nie był też faworytem w ostatnich 4 spotkaniach a mimo to w tym czasie ograli Atletico 3-krotnie i raz zremisowali i to za czasów dwóch różnych trenerów. Czyli można by zaryzykować tezę, że Villarreal ma sposób na Rojiblancos. Jako że liczę tu na underowy mecz, myślę, że jeśli ekipa Cholo Simeone wygra, zrobi to maksymalnie jednym golem. Lecz nie zdziwi mnie wcale remis lub nawet wygrana Villarrealu.W meczu z Barceloną mieli trochę szczęścia, jeśli zabraknie go w tym spotkaniu, katastrofa będzie wisieć w powietrzu.

Villarreal handicap + 1,5 @ 1,51 LV BET


Athletic Bilbao – Barcelona
Już nie pamiętam kiedy ostatnio Barcelona mierzyła się z tak słabo spisującym się zespołem Athletiku. Podobnie jak w przypadku Atletico Madryt, Ahletic nie potrafi wykorzystać swojej mocnej strony – stałych fragmentów. Tym trudniej będzie w tym spotkaniu, gdyż Barca za Valverde zdecydowanie poprawiła grę w tym aspekcie. Przypomnijmy, że Ernesto Valverde przeszedł do Barcy właśnie z Athletiku.  Troszkę się więc pozmieniało w grze obu zespołów.
W tygodniu obie druzyny oszczędzały swoich kluczowych zawodników i na puchar wystawili grajków z mniejszą ilością minut. Na to spotkanie więc obie ekipy wyjdą z naładowanymi bateriami. Głównie wypadałoby podkreślić przerwę dla Messiego, który grał każdy mecz po 90 minut. I przerwa powinna wpłynąć najlepiej właśnie na Argentyńczyka. Czasem niemal cały mecz potrafił przepełzać a nie przebiegać, oszczędzając się na kolejne minuty, kolejne mecze. 7 dni na regenerację to dla Leo ogrom czasu.
Przed meczem z Atletico Madryt miałem wątpliwości czy forma Barcy to prawdziwa forma czy wyniki spowodowane były raczej niskim poziomem rywali, z którymi się mierzyli. Pierwsza połowa mogła skłaniać do takiego myślenia, ale już w drugiej wyglądało to zdecydowanie inaczej. W drugiej części Atletico zostało zdominowane przez Barcę. Nie była to typowa dominacja Barcelony, bo wiadomo jak się gra z Atletico, trudno stworzyć okazje przy tak szczelnej defensywie, ale kilka niezłych okazji faktycznie było. I do tego błędy sędziego na stronę Madrytczyków.
W składzie zapewne zobaczymy Paulinho pod nieobecność Iniesty.

Nasz typ to wygrana Barcelony po kursie 1,48 LV BET / 1,47 Fortuna


Liverpool – Huddersfield
Po sensacyjnej wygranej z Manchesterem United beniaminek chce znów być na ustach całej Anglii. Tym razem po zwycięstwie na Anfield. Nie będzie o to łatwo, bowiem gospodarze po klęsce z Tottenhamem mają dużo do udowodnienia. Obie drużyny nie grały w środku tygodnia w Pucharze Ligi, więc miały czas, by w pełni skoncentrować się na niedzielnym starciu. Niestety na Anfield w piątek przyszła zła wiadomość. Mecz z beniaminkiem opuści Philippe Coutinho, który nabawił się urazu. Dodając do tego absencje Sadio Mane „The Reds” będą poważnie osłabieni. Te absencje, jednak utwierdzają mnie za jednym typem. Powyżej 10.5 rożnych w meczu. Po pierwsze Liverpool u siebie średnio bije prawie 7 rożnych na mecz. Co równie ważne, Huddersfield pozwala swoim rywalom na bicie podobnej ilości cornerów. To nie będzie łatwy mecz dla „The Reds”. Znowu można powiedzieć, bowiem czerwoni poza meczem z Arsenalem na własnym stadionie mieli wielkie trudności. Po bramce w końcowych fragmentach meczu pokonali Crystal Palace, a ponadto dwukrotnie zremisowali – Z Burnley, oraz Manchesterem United. Beniaminek będzie schowany i liczył na kontrataki. Podopieczni Wagnera zdecydowanie nie będą rozpaczliwie bronić wyniku remisowego, podbudowani po zwycięstwie nad Manchesterem United. Dodając do tego, że w ataku Liverpoolu zagra trójka bardzo szybkich zawodników – Sturridge, Firmino, Salah powinny posypać się rożne dla gospodarzy. A dodając do tego, że i Huddersfield w meczach wyjazdowych bije średnio pięć uważam, że linia 10,5 jest zdecydowanie do pokrycia przez obie drużyny.

Over 10.5 rożnych @ 1.82 LV BET


Crystal Palace – West Ham
Po przegranym meczu z Brighton w poniedziałek doszło do spotkania pomiędzy szefostwem klubu ze Stadionu Olimpijskiego. Slaven Bilić dostał jasną wiadomość. Albo w najbliższych dwóch meczach nie ulegnie poprawie gra zespołu, albo w 11 kolejce Premier League West Ham poprowadzi ktoś inny. Po pierwszej połowie meczu na Wembley, wydawało się, że to już koniec. „Młoty” grały bardzo słabo przeciwko mocno rezerwowej drużynie Tottenhamu. Jednak to co się stało w drugiej odsłonie pokazało, że Bilić dalej ma posłuch w zespole. West Ham zagrał z pasją, zaangażowaniem i potrafił odwrócić losy meczu. Ze stanu 0:2 doprowadzić do wyniku 3:2, nawet przy mocno rezerwowej drużynie Pochettino musi wzbudzić podziw. Kibicom „Młotów” musiały przypomnieć się najlepsze momenty z przygody Bilica w West Hamie, a więc nie ma się co oszukiwać pierwszy sezon Chorwackiego menedżera. Wygrana na Emirates, wygrana z Tottenhamem na Upton Park, remisy z City. Wielkie mecze „Młotów” przeciwko Top 6. Po fatalnym poprzednim sezonie i słabym początkiem tego wydawało się, że takie chwile za kadencji Bilica już nie wrócą. Piłka, jednak kolejny raz pokazała swoją nieprzewidywalność. Crystal Palace? Po wygranej nad Mistrzem Anglii co poniektórzy wróżyli marsz w górę tabeli „Orłów”. Spotkanie w następnej kolejce z Newcastle pokazało, jednak to czego się obawiałem. Zespół Hodgsona wykorzystał brak N’Golo Kante i Alvaro Moraty. Oczywiście należy się szacunek, że udało im się pokonać Chelsea, jednak jak wygląda gra defensywna „The Blues” bez reprezentanta Francji pokazały mecze z Romą czy Watfordem. 5 bramek straconych w dwóch meczach, a gdyby nie nieskuteczność Richarlisona przed tygodniem tych bramek byłoby więcej, a „The Blues” mogli by nawet nie tyle wygrać, co jedynie zremisować z „Szerszeniami”. Z Newcastle obu drużynom brakowało mocy w ataku. O ile w Crystal można to zrzucić na brak Benteke, który jest jedynym klasowym napastnikiem „Orłów” to indolencja w ataku „Srok” mogła dziwić mając na uwadze świetny mecz z Southampton, czy domowy ze Stoke i Liverpoolem. Skończyło się, jednak szczęśliwie dla zespołu Beniteza, którzy skromnie wygrali 1-0. Crystal Palace w tym meczu nie oddało ani jednego celnego strzału. Bardzo dobry mecz rozgrywał Wilfried Zaha, jednak zdecydowanie brakowało typowej dziewiątki. Jestem trochę zdziwiony, że to gospodarze według kursów są faworytem tych derbów. Być może to ze względu na triumf Crystal nad Chelsea. Ja jednak znów idę w „Młoty” i mam nadzieję, że dadzą nam zarobić tak jak w meczu z Tottenhamem i Burnley. Po cichu obstawiam czyste zwycięstwo podopiecznych Bilica, jednak podobnie jak w meczu na Turf Moor gram x2. A nuż jak z Burnley Andy Caroll znów postanowi otrzymać dwie żółte kartki w 90 sekund? 😉

Remis lub West Ham @1.64 Fortuna