Sadio Mane pomaga

Sadio Mane kilka dni temu odwiedził rodzinne miasto, w którym jakiś czas temu zafundował budowę szkoły. Uważamy, że to dobry moment by opowiedzieć co nieco o Senegalczyku.

Jako dziecko trenował boso na pustyni, strzelając do bramek z kamieni. Marzył o tym, żeby być taki, jak „pokolenie 2002”. Wtedy Senegalczycy sensacyjnie ograli mistrzów świata – Francuzów. Właśnie wygrał Ligę Mistrzów, jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, ale nie zapomina o miejscu, w którym się wychował. Sadio Mane odwiedził rodzinną miejscowość Bambali, gdzie budowana jest ufundowana przez niego szkoła.

Wszyscy biegają tam w jego koszulkach. Jest gwiazdą całego Senegalu. Jego dzieciństwo było szczęśliwe, choć w domu panowała bieda. W rodzinnej wiosce od samego początku wyróżniał się talentem do piłki. Jako dziecko był zakochany w Ronaldinho i taki sam przydomek uzyskał od swoich kolegów z podwórka. Rodzice starali się wykształcić syna, nie wierząc, że będzie w przyszłości świetnym piłkarzem. Wątpili w jego marzenia. Z czasem jednak przekonywali się do tego, że ich syn naprawdę ma talent. „Kiedy zobaczyli, że w moim sercu jest tylko piłka, zacząłem przekonywać ich, by pozwolili mi jechać do akademii piłkarskiej. Na początku tego nie akceptowali, jednak gdy widzieli, jak bardzo tego pragnę, to dostałem od nich wsparcie” – wspominał piłkarz.

Sadio Mane – wielki piłkarz, wielki człowiek!

Kiedy miał 15 lat, wyruszył do odległego Dakaru, żeby spróbować się w centrum szkoleniowym Generation Foot. Jeden z trenerów był wyjątkowo zdziwiony, widząc jego strój: „Powiedział: jesteś tu na próbę? Z tymi butami? Jak możesz tak grać? Są stare i zepsute. A co z tymi spodenkami? Odpowiedziałem mu, że założyłem najlepsze, jakie miałem i przyjechałem, żeby pokazać, co potrafię. Kiedy wszedłem na boisko, zobaczyłem zaskoczenie na jego twarzy. Przyszedł do mnie i powiedział, że chce mnie w zespole”.

Wkrótce dostrzegli go skauci Metz. Początki piłkarza we Francji nie były łatwe. Bardzo tęsknił za domem. Jedzenie, pogoda, rytm treningu, inne życie – trudno mu było się dopasować, ale wkrótce mu się udało. Później – w Salzburgu stał się jednym z ważniejszych graczy, pomagając w zdobyciu podwójnej korony. Wtedy zainteresował się nim Southampton. Wiele razy wyróżniał się w tym zespole. Zadziwił świat przede wszystkim wtedy, gdy skompletował hat-tricka w 2 minuty i 56 sekund! Jurgen Klopp był bardzo zdeterminowany, by Mane zasilił kadrę „The Reds”. Pamiętał go doskonale: „To była prosta decyzja z Sadio. Wcześniej w Dortmundzie popełniłem błąd, kiedy go nie pozyskałem”.

Jego historia to opowieść o afrykańskim marzeniu. Kiedyś obiecał sobie trzy rzeczy: nie zawieść rodziców, zostać zawodowym piłkarzem i wrócić do swojej wioski, by zbudować szkołę. Właśnie spełnia się ostatni cel – w Bambali od roku budują sfinansowaną przez niego szkołę. Piłkarz ostatnio zapowiedział też plan budowy szpitala, który ma zająć się problemami zdrowotnymi nie tylko mieszkańców jego wioski, a całej okolicy. Regularnie przysyła do Bambali koszulki Liverpoolu. Wie, że wielu jego kolegów mogło osiągnąć więcej w sporcie, jednak nie mieli do tego odpowiednich warunków. Dlatego stara się jak najbardziej pomagać swoim rodakom.

„Nie czuję się supergwiazdą. Nie chcę nią być. Chcę napisać swoją historię”. I musimy przyznać, że na naszych oczach pisze się piękna historia – o wielkiej skromności i empatii.