Aritz Aduriz zapowiedział, że po tym sezonie zakończy karierę piłkarską. Będzie miał wtedy 39 lat. Gość, który pokazał, że poważną karierę można zacząć „na starość”. Jest to też o tyle ciekawy zawodnik, że karierę zrobił… na przekór rodzicom!

Wydawało się, że jego los jest z góry przesądzony. Możemy to zestawić z pastą, która zaczyna się tak: „mój stary jest fanatykiem wędkarstwa. Pół mieszkania zaje***e wędkami…”. U państwa Adurizów akurat pół mieszkania było zawalone wszelkim sprzętem narciarskim. Byli instruktorami narciarstwa, a za piłką nożną nie tyle nie przepadali, co jej po prostu nienawidzili. Chcieli, żeby syn także poszedł w ich ślady. „Mieszkaliśmy w San Sebastian i jeździliśmy co weekend na narty w Pireneje. Wygrywałem wyścigi, raz nawet zdobyłem wicemistrzostwo w krajowych zawodach, ale biegi narciarskie nie są w Hiszpanii popularne. Nie miałem nawet żadnego idola, bo nie było tego sportu w telewizji” – podsumowywał piłkarz. Gdyby urodził się w Norwegii, to być może oglądalibyśmy go na Zimowych Igrzyskach. Aduriz nie chciał robić czegoś, czego prawie nikt nie robił. Wszyscy za to biegali za piłką! Po latach jednak zawodnik przyznał, że jazda na nartach dała mu sporo, bo dzięki temu świetnie wyćwiczył nogi!

Do Bilbao trafił w wieku 19 lat. Trzecioligowa Aurrerá zwróciła na niego uwagę, kiedy władował ponad 30 goli w rozgrywkach juniorskich. Zdołali go utrzymać ledwie przez sezon. Później zaczął długi, choć momentami trudny romans z Los Leones. Kiedy przez trzy sezony nie zdołał złamać bariery 10 bramek – postawiono na nim grubą kreskę, ale tam wrócił… już po trzydziestce. Nic nie zwiastowało tego, że zacznie strzelać na zawołanie, odpowiednio: 18, 18, 26, 36, 24, 20, 6 goli.

Pokochali go w tym mieście z wzajemnością. Podcinki, woleje, strzały głową. W fizycznych przepychankach zwykle był górą. Poczuł klimat domu. To na San Mames miał swój kominek i ulubioną kanapę. W swojej grze jest bardzo pewny siebie. Na tyle, że często zdarzało mu się wrzeszczeć na sędziego, obrażać innych, rozkładać ręce, symulować, faulować przeciwników w chamski sposób. „Stare to a głupie” – powiedziałaby moja babcia! Ale co z tego, skoro chwilę potem ładował gola z główki z kilkunastu metrów albo wyprzedzał o 10 lat młodszego obrońcę.

Czerwoną kreską odgrodzony wiek 30 lat. Widzimy statystyki od sezonu 2005/06 w górę oraz wyniki wyłącznie w rozgrywkach ligowych.

Był taki sezon, kiedy Aduriz wymiatał w rozgrywkach Ligi Europy i przyczynił się do zwiększenia statusu legendy… Pepa Guardioli. Dlaczego? Katalończyk dokonał rzeczy fantastycznej. W 2009 roku wygrał ligę, Champions League, Puchar Króla, więc w następnym sezonie rywalizował o dodatkowe puchary – Superpuchar Europy, Superpuchar Hiszpanii oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Barcelona zdobyła wszystko. Z Luisem Enrique za sterami powtórzyłaby to już kilka lat później, gdyby nie… Aduriz. Zabrakło im tylko Superpucharu Hiszpanii. Przez Aduriza, który rozbił ich hat-trickiem w 15 minut. Wcześniej przez dekadę nikt nie potrafił strzelić trzech goli Barcelonie. Baskowie wygrali 4:0. To był nokaut. W rewanżu utrzymali wysoki wynik, a Aduriz dołożył gola na Camp Nou. W ten sposób zdobył swoje jedyne w karierze trofeum zespołowe. To był jeden z największych i najpiękniejszych wieczorów dla Baska.

Zawód: Typer – z pasją do sportu.