Nikt nie pomógł młodemu, zamkniętemu w sobie chłopakowi, na treningach nawet nikt z nim nie rozmawiał. Piłkarze solidarnie uznali go za dziwaka. Wielu otwarcie z niego kpiło.

Jako 20-latek dołączył do Realu Madryt za 22 miliony funtów. Był to pokaz siły „Galacticos”, sprowadzenie jednego z największych światowych talentów. Nikt nie „zbadał” charakteru Francuza, który jest totalnym introwertykiem. Nikogo nie obchodziło, że Anelka bał się do kogokolwiek odezwać.

Przyszedł dzień pierwszego treningu. Francuz nie dostał nawet swojej szafki. Casillas, R. Carlos, Hierro, Morientes, Raul… jak upokorzony musiał się czuć młody chłopak, któremu po kolei każdy z nich mówił – „nie, nie nie, młody, to jest moja szafka, wypad, weź sobie inną”. Biedny Anelka co chwilę przenosił swoje rzeczy i siadał w innym miejscu. Mówił później w Four Four Two: „Pamiętam, że jedną z pierwszą rzeczy, które usłyszałem były słowa Geremiego i Samuela Eto’o – uważaj, ponieważ kilku zawodników poszło spotkać się z prezydentem i porozmawiać po co w ogóle cię kupili, skoro mają już Fernando Morientesa”. Nie chcieli go tam.

Trudno go rozgryźć i do niego dotrzeć. Dlatego też tak często zmieniał kluby. Znany jest też jego konflikt z Raymondem Domenechem. Francuski selekcjoner miał go skrytykować w przerwie mundialowego meczu z Meksykiem. Anelka tego nie wytrzymał i zaczął rzucać obelgami. Wyklinał jak szewc, nie mógł się opanować, nastąpił wybuch: „Pieprz się skur***nu. Jesteś popier***ny, sam sobie graj w tej gównianej drużynie”. Francja przegrała mecz, a któryś z „kretów” wyniósł wszystko do mediów. Domenech odesłał go do domu, reprezentacja Francji była w rozsypce, potworzyły się grupki. Powodem tego był Nicolas Anelka.

To nie było tak, że dopiero w Realu „posmutniał”. Miał także dosyć fanów Arsenalu, nie chciało mu się grać dla tej drużyny. Tam również czuł się niedoceniony – wiedział, że kibice woleliby oglądać swojego ulubieńca – Iana Wrighta. Wtedy też otrzymał przydomek „Le Sulk”, czyli nadąsany. Dużo marudził, mało się uśmiechał, miał trudny charakter. W jednym z wywiadów mówił później: „Kiedy Michael Owen dołączyl do Realu – to było OK, kiedy David Beckham odszedł też do Realu – nikt go nie zawrócił. Kiedy jednak ja tam przeszedłem, to było tak, jakbym kogoś zabił”. Wielka nadzieja zamieniła się jednak w jeszcze większą tragedię.

W Madrycie czuł się osaczony i niechciany. Było tam wielu Hiszpanów i to oni rządzili. Nie podawali mu piłki – czy to na treningach, czy na meczach. Pierwszego gola dla Realu zdobył dopiero po pół roku. W normalnej sytuacji wszyscy biegną do napastnika, który przełamał fatalną serię. Anelce nikt nawet nie pogratulował. „Przyszedł do szatni i rzucił słowa – nie cieszycie się z mojego sukcesu i nie celebrujecie moich bramek. Po czym przez kilka dni nie pojawił się na treningu, a klub ukarał go zawieszeniem” – opowiadał Vincente Del Bosque.

Do dziś Francuz uznawany za jeden z najbardziej nietrafionych transferów Realu Madryt. Miał swoje dwa wielkie momenty – półfinał Champions League, kiedy to w obu meczach pokonał Olivera Kahna. Wtedy już głupio było mu nie pogratulować. Zdobył Ligę Mistrzów, ale i tak nie chciał już dłużej grać w klubie, w którym nikt go nie lubił.

W marcu tego roku Netflix zapowiedział stworzenie filmu o karierze Anelki.

Chcę więcej takich tekstów
 Zawód: Typer | #CiekawoZTka