Najsłabsza Liga Mistrzów Świata | Adam Kotleszka

0

W najbliższych miesiącach pragniemy dzielić się z Wami wiedzą na temat lig, jak zwykło się o nich mówić – egzotycznych. Na pierwszy ogień Liga Mistrzów… Oceanii!

Ciężko rozstrzygnąć jakie są najbardziej egzotyczne rozgrywki piłkarskie na świecie i jednoznacznego werdyktu nie wydam. Ale nie mam wątpliwości, że Liga Mistrzów Oceanii to ścisły TOP. I o ile sportowo słowo TOP pasuje tam jak pies do jeża, to spróbuję wytłumaczyć Wam dlaczego zarywałem noce lub wstawałem bladym świtem dla takich „potęg” jak jak Tupapa Maraerenga z Wysp Cooka, Toti City z Papui Nowej Gwinei czy KiwiFC z Samoa.

Oceania to najsłabsza federacja na świecie. Jako jedyna nie ma zagwarantowanego nawet jednego pewnego miejsca na Mundialu. Zwycięzca całych eliminacji w strefie musi grać jeszcze dodatkowo play-off interkontynentalny z reprezentacjami z innych kontynentów. Tylko Nowej Zelandii i Australii udało się zakwalifikować na Mistrzostwa Świata, a przecież tych drugich w Oceanii nie ma już od 2006.

Liga Mistrzów do tego roku miała ten przywilej, że jej zwycięzca leciał na Klubowy Puchar Świata, stąd kojarzycie pewnie Auckland City, ostatnio Team Wellington czy papuaskiego rodzynka – Hekari United. Dla klubów z Oceanii to była jedyna okazja, żeby pokazać się światu. W 2010 pierwszy raz w historii (i do tego roku jedyny) zdarzyło się, że tamtejszej Champions League nie wygrał klub z Nowej Zelandii. Hekari United jako Mistrz Papui Nowej Gwinei sensacyjnie ograli w finale Waitakere United i w grudniu 2010 polecieli do Zjednoczonych Emiratów na największy turniej w historii tego klubu. Choć z turniejem ich przygoda wiele wspólnego nie miała – na dzień dobry 0:3 od gospodarzy z Al Wahda i powrót 11 tysięcy kilometrów do domu.

Najsłabsi z najsłabszych

Zejdźmy jednak jeszcze niżej. Są takie kraje, które, żeby w ogóle zagrać w najsłabszej Lidze Mistrzów świata, muszą się najpierw do niej… zakwalifikować. Mistrzowie takich piłkarskich potęg jak Wyspy Cooka (190. Miejsce w rankingu FIFA), Amerykańskie Samoa (ex-aequo z Wyspami Cooka 190. Miejsce, zażarta batalia, nie ma co), Samoa (195. Miejsce) i Tonga (202. Miejsce) grają najpierw turniej eliminacyjny. W tym roku odbył się na Wyspach Cooka, a więc na terenie 13-krotnego Mistrza tego kraju – Tupapa Maraerenga. Klub z 5-tysięcznej mieściny Avarua na wyspie Rarotonga specjalnie gościnny nie był, bo wygrał eliminacje z bilansem 3 zwycięstw i golami 10-3 i po 11 latach (!) gry w eliminacjach, w końcu zakwalifikował się do głównego turnieju w Oceanii! Pomyślcie jeszcze tylko jaki poziom musieli reprezentować zawodnicy Pago Youth z Amerykańskiego Samoa, którzy skończyli zmagania na ostatnim miejscu z kompletem porażek i golami 5:11.

Na zdjęciu zawodnicy Pago Youth po zwycięstwie w lidze Samoa Amerykańskiego. Mimo hegemonii na własnym podwórku, wciąż nie potrafią zakwalifikować się do Ligi Mistrzów.

Nowozelandzka dominacja

Od kiedy Australia w 2006 zmieniła federację na azjatycką, Liga Mistrzów Oceanii przybrała nowy format i od 2007 roku już oficjalnie rozgrywki szczycą się nazwą Champions League. Dwie pierwsze edycje to hegemonia Waitake United, aż zdetronizowali ich rodacy z Auckland City sięgając po pierwszy z 8 tytułów w 2009. W 2010 Papuasi z Hekari United zaszokowali piłkarską Oceanię wygrywając w dwumeczu finałowym z Waitakere 4:2, ale to był jednorazowy strzał. Aż 7 kolejnych lat z rzędu Auckland City nie mieli sobie równych, choć nie obyło się bez egzotycznych historii, jak awanse do finałów ekip z Vanuatu (Amicale FC w 2011 i w 2014) czy fidżyjskiej Lautoki w 2018. Ten ostatni rok był historycznym – pierwszy raz w historii inna nowozelandzka drużyna, niż Auckland City i Waitakere wygrała Ligę Mistrzów. Notabene ci drudzy od lat nie potrafią nawiązać do swojej dominacji sprzed dekady. Rodzący się hegemon Team Wellington najpierw w 2016 jako pierwszy klub spoza Auckland wygrał ligę nowozelandzką, żeby 2 lata później zostać najlepszym klubem w całej Oceanii i polecieć na Klubowe Mistrzostwa Świata. Ich pierwszy i ostatni mecz w tych rozgrywkach był kuriozalny – do przerwy prowadzili 3:0 z arabskim Al. Ain, żeby dać sobie strzelić 3 gole i w dogrywce przegrać mecz, odpadając z turnieju.

Łącznie kluby z Nowej Zelandii Ligę Mistrzów wygrywały 12 razy na 18 możliwych: 11 razy w obecnym formacie plus jeden gdy rozgrywki nazywały się jeszcze OFC Club Championship. Druga w tabeli wszech czasów jest Australia z 4 triumfami za czasów OFC CC, po jednym triumfie mają Nowa Kaledonia (2019) i Papua Nowa Gwinea (2010). Największymi pechowcami są kluby z Vanuatu i Fidżi, które po 3 razy przegrywały finałowe mecze. Nieco mniej pechowe są ekipy z Tahiti i Wysp Salomona: po 2 porażki w finałach.

Nowa potęga w regionie?

Tamte niespodzianki są jednak niczym szczególnym przy tym, co wydarzyło się w 2019. Nie dość, że finału dopiero 2. raz w historii nie wygrał klub z Nowej Zelandii, to w ogóle pierwszy raz w ostatecznym meczu nie było ani jednej drużyny z tego kraju! Hienghene Sport i AS Magenta w półfinałach rozprawiły się odpowiednio z Team Wellington i Auckland City, sprawiając, że finał był sprawą… nowokaledońską! Jednego gola uderzeniem z własnej połowy boiska (!) zdobył Antoine Roine.

Nie będę Wam ściemniał, że Ligę Mistrzów Oceanii oglądam dla poziomu piłkarskiego. Raczej dla pasji i zaangażowania totalnych amatorów, którzy rzucają swoją pracę w rzeźni, lokalnym kiosku czy na poczcie, żeby reprezentować na arenie międzynarodowej swój kraj. A zostać reprezentantem Wysp Cooka czy Samoa łatwo przecież nie jest.

Może i Liga Mistrzów Oceanii jest najsłabszą Ligą Mistrzów Świata, ale krajobrazy i trofeum mają w mojej opinii najpiękniejsze na świecie. Zaciekawieni? Kolejna edycja startuje już jesienią, oczywiście od potężnie silnych eliminacji… Na koniec jeszcze jeden aspekt, który może plasować te rozgrywki w czołówce światowej. Herby drużyn są nieprawdopodobne z europejskiego punktu widzenia!

FC Morobe Wawens – papuaski klub, który powstał kilkanaście tygodni przed startem sezonu 2018 w Papui Nowej Gwinei, ale jak się później okazało, wystarczyło to, żeby w debiutanckim sezonie zająć miejsce dające awans do Ligi Mistrzów. Tam już szczęście debiutanta nie pomogło, bo w trzech meczach zanotowali 3 porażki i z dorobkiem bramkowym 0:19.

Herb AS Magenta to ewidentnie mój faworyt. Sama drużyna zaś awansowała do finału Ligi Mistrzów Oceanii w tym roku, przegrywając go 0:1. Klub od 10 lat prowadzi znany z francuskich boisk Alain Moizan – były piłkarz m.in. Bastii czy Monaco, a Magenta 7 razy brała udział w Pucharze Francji.

Kiwi FC – może i ten sezon Ligi Mistrzów Oceanii zakończyli jako jedna z najsłabszych drużyn, przegrywając wszystkie 3 mecze i tracąc w nich aż… 20 goli, ale na Samoa to najbardziej utytułowany klub z 7 Mistrzostwami. I mają w logo wkurzonego ptaka kiwi – to stawia ich w czołówce klubów z najciekawszym herbem na świecie.

Tupapa Maraerenga FC nawet na własnym podwórku nie są najbardziej utytułowanym klubem. Mimo to, po ponad dekadzie awansowali do Ligi Mistrzów, gdzie pobili wszelkie rekordy, przegrywając wszystkie 3 mecze bilansem 2-35… Herb, jak na warunki Oceanii, mają bardzo „klasyczny”.

Solomon Warriors FC Honiara powstali na początku lat 80-tych, gdy na Wyspach Salomona grało się jeszcze w lidze drużyn 7-zespołowych. Z czasem na popularności zaczęła zyskiwać 11-osobowa odmiana piłki i tam też popularni „Uncles” zaczęli odnosić sukcesy. Herb przedstawia… właściwie to co on przedstawia?…

Lautoka FC to półprofesjonalny klub z Fidżi, jeden z najważniejszych w, co może wielu zdziwić, bogatej historii piłkarskiej tego kraju. Powstali już w 1934 i walnie przyczynili się do tego, że na Fidżi w ogóle powstała federacja piłkarska. W herbie parafraza słów Wergiliusza “labor omnia vinict”, czyli „praca wszystko zwycięża”.

Autor tekstu: Adam Kotleszka | Zawód: Typer – z pasją do sportu!

Rating: 5.0/5. From 24 votes.
Please wait...

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o