Ile razy słyszeliście z ust polskiego trenera, że przed jego drużyną daleki wyjazd? Że problematyczna jest podróż na ligowy mecz z Krakowa do Szczecina i z powrotem? Albo na Puchar Polski z Suwałk do Szczecina? Za każdym razem, gdy słyszę argument o dużym zmęczeniu piłkarzy podróżą w polskiej lidze, uśmiecham się. I zasiadam do meczu A-League, gdzie Wellington Phoenix z Nowej Zelandii lecą na mecz do Perth. Zastanawiam się przy tym, czy liga australijska nie byłaby idealnym miejscem dla wielu polskich szkoleniowców. Po każdym nieudanym meczu mogliby przecież zwalić winę na olbrzymie odległości, zmianę stref czasowych, inny klimat, długą przesiadkę na lotnisku czy cokolwiek, co pozwalałoby choć trochę odrzucić odpowiedzialność od siebie.

Biorę pod uwagę mecze ligowe, a nie zdarzające się raz w roku dalekie wojaże w pucharach, na które tak często zdarza Wam się narzekać. Dla przypomnienia – Jagiellonia Białystok swój debiutancki sezon w eliminacjach do Ligi Europy „okrasiła” laniem od Irtysza Pawłodar z Kazachstanu. Z Podlasia do północno-wschodniej części Kazachstanu autem podróż zajęłaby 51 godzin ciągłej jazdy, a na liczniku przybyłoby Wam 4200 kilometrów. W jedną stronę.

Czas podróży i dystans mierzony był za pomocą GoogleMaps. Celowo podawałem odległości lądowe, a nie tylko podróże samolotami, które w zdecydowanej większości opisywanych tutaj przypadków są nie tyle luksusem, co zwykłą koniecznością.

ARGENTYNA

Zaczynamy spokojnie. W argentyńskiej Primera Division najbardziej wysuniętym na północ klubem jest Altetico Tucuman. Zespół ten od dwóch lat musi wybierać się na wyjazdy do Mer del Plata, gdzie swoją siedzibę ma Club Atletico Aldosivi.

Zespół, który w sezonie 2017/2018 wywalczył awans na najwyższy szczebel rozgrywkowy, jest utrapieniem dla klubów z dalekiej północy, jak Altetico Tucuman czy tych położonych bliżej granicy z Chile, jak Godoy Cruz. Położenie Mer del Plata nad samym Atlantykiem sprawia, że do Tucuman jest stąd 1621 kilometrów (ponad 18 godzin ciągłej jazdy autem), a do Godoy Cruz ponad 1300 kilometrów (15 godzin jazdy).

NORWEGIA

Po dalsze wyjazdy nie musimy nawet ruszać się z Europy. Tromso to trzecie największe miasto znajdujące się wewnątrz koła podbiegunowego, ale przekleństwo wyjazdów w lidze norweskiej. W obecnym sezonie drużyny Viking FK lub Sarpsborg 08 muszą pokonać blisko 2 tysiące kilometrów, żeby dostać się tam na mecz.

Podaję tylko te najbardziej skrajne przypadki, bo podobną sytuację mają ekipy FK Haugesund czy Odds Ballklubb. W tamtym sezonie z ligi spadł IK Start z Kristiansand. Stamtąd odległości na mecze do Tromso wynosiły około 2 tysiące kilometrów. Co ciekawe, samo Tromso jest jedynym klubem z koła podbiegunowego, który wygrał krajowy tytuł – w 1986 i 1996 klub sięgał po Puchar Norwegii, co dało mu przepustkę do gry w Pucharze UEFA.

Tromso. W takich okolicznościach przyrody, ciężko skupić się tylko na grze w piłkę. Zwłaszcza po pokonaniu dwóch tysięcy kilometrów.

INDIE

Drugi najludniejszy kraj świata oczywiście też musi znaleźć się na tej liście. Wicelider pod względem populacji jest też siódmym największym krajem na świecie, a to daje potencjał na wysokie miejsce w tym zestawieniu.

W poprzednim sezonie do I-League awansował pierwszy klub ze stanu Dżammu i Kaszmir. Wyczyn to tym większy, że sporą powierzchnię tego stanu zajmują Himalaje, a w dodatku wciąż prawa do tego regionu roszczą sobie Pakistan oraz Chiny. Indie uznają Dżammu i Kaszmir za swoje terytorium, nawet mimo faktu, że kontrolują tylko jego połowę. Klub, o którym mowa, to Real Kashmir. Głośno zrobiło się o tej drużynie po tym, jak BBC nakręciło o nim dokument pod prostą nazwą „Real Kashmir FC”, nakręcony ze względu na ich obecnego, szkockiego trenera oraz legendę Rangersów, Davida Robertsona.

Ale wróćmy do tematu – najbardziej wysuniętym klubem grającym w I-League jest Chennai City, którzy swoją siedzibę mają w Coimbatore. Stąd już zdecydowanie bliżej na Sri-Lankę, niż w Himalaje, więc nie powinna dziwić niebotyczna odległość – ponad 3300 kilometrów ze Srinagar do Coimbatore!
Przy tym najdalsze wyjazdy w lidze argentyńskiej są niczym wypady do sklepu obok po bułkę, mleko i gazetę.

CHINY

Było drugie największe państwo świata, czas na lidera. Adrian Mierzejewski mógłby nam nieco opowiedzieć o dalekich wyjazdach, bo jeszcze w poprzednim sezonie, gdy występował w ekipie Changchun Yatai, mógł „poszczycić” się podróżą do Kantonu na mecze z Guangzhou Evergrande. To – bagatela – 3060 kilometrów.

Po spadku drużyny z prowincji Jilin, najbardziej wysuniętym na północny-wschód klubem chińskiej SuperLigi jest Dalian Yifang. Marka Hamsika i kolegów od Kantonu dzieli „zaledwie” 2300 kilometrów.

W kolejnym odcinku znów zabiorę Was na wycieczkę po piłkarskim świecie. Tym razem wybierzemy się do USA, Australii, Brazylii i królowej odległości: Rosji

Więcej historii Adama Kotleszki na kanale Youtube Zawód: Typer