Już na początku były przesłanki by myśleć, że to nie będzie zwykły mecz. Kibiców i zawodników zaskoczył… śnieg. Mecz początkowo miał się odbyć o godzinie 13:30. Przełożono go na godzinę 13:45, ale nie udało się go rozpocząć o tej godzinie, gdyż pracownicy nie zdążyli zgarnąć z murawy całego śniegu.

Mecz dla Koln rozpoczął się wręcz fantastycznie. Do 29 minuty prowadzili już 3-0 i nic nie mogło odebrać im punktów, które przecież w ich sytuacji są nieziemsko potrzebne.

Trener Freiburga przy 2-0, już w 17 minucie dokonał dwóch zmian w składzie! Zdjął dwóch środkowych obrońców a w ich miejsce wskoczyło dwóch rezerwowych (dosłownie rezerwowych, bo obaj zagrali łącznie 350 minut w tym sezonie). Jednym z nich był pomocnik, drugim zaś… napastnik! Ofensywna zmiana. Żeby było śmieszniej jeden ze zmienników jeszcze w pierwszej połowie strzelił… samobója.

Boisko było tak zasypane, że podczas rzutu karnego sędzia nie mógł odnaleźć „jedenastki”, przez co postanowił osobiście odmierzyć 11 metrów.

Kompletnie niezrozumiale zachował się jeden z zawodników Koln, prokurując rzut karny w doliczonym czasie gry po ewidentnym dotknięciu piłki ręką.

Nowy trener Koln Stefan Ruthenbeck zaliczył najbardziej pechowy debiut w historii Bundesligi?