Liverpool po Mistrzostwo – teraz albo nigdy!

0
www.liverpoolfc.com

“To będzie nasz sezon” – powtarzają od lat fani Liverpoolu, co już jakiś czas temu stało się obiektem drwin. The Reds kończyli zwykle tak samo – miejscem poza pierwszą czwórką. Dalglish, Hodgson, Rodgers – wszystkie te projekty się wypalały. Teraz są na zupełnie innej pozycji – finansowo, a przede wszystkim – sportowo. Jurgen Klopp 8 października 2015 roku rozpoczął odbudowę 18-krotnego mistrza Anglii. Dziś stwierdzenie, że Liverpool jest faworytem do wygrania Premier League nie brzmi jak absurd. Finał Ligi Mistrzów nie był jednorazowym wyskokiem w stronę chmur. Liverpool pokazał w tym okienku transferowym, że mocno ich to zmotywowało i napędziło.

‘Mo’ Salah

O Mohamedzie Salahu chyba napisano już wszelkie możliwe komplementy. Jego wartość przez rok wzrosła z 35 milionów funtów do aż 150 milionów. Egipcjanin był w poprzednim sezonie jak Leicester City z mistrzowskiego sezonu. Można było się zastanawiać – kiedy wreszcie przestanie trafiać do siatki i zostanie połknięty przez Harry’ego Kane’a, który ostatnio miał monopol na koronę króla strzelców. A on dojechał do końca zabawy i nawet się nie potknął. Obaj panowie odstawili resztę w liczbie oddanych strzałów – Anglik próbował pokonać bramkarzy 184 razy, a gracz Liverpoolu 144. Reszta nie przekroczyła bariery 100 strzałów. Fałszywy skrzydłowy świetnie współpracował z fałszywym napastnikiem Firmino i wiele razy zajmował jego miejsce na szpicy, co poskutkowało aż 44 golami w sezonie. Złapał olbrzymią pewność siebie. Warto też wspomnieć o Senegalczyku, bo to on sprawił, że żaden fan Liverpoolu nie powiedział: “cholera, brakuje Coutinho”. Jest niezwykle szybki, bierze na siebie dużo niewidocznej roboty, zalicza odbiory, potrafi zejść do środka, zagrać prostopadłą piłkę. Nie jest typowym skrzydłowym. To niesamowite, że odejście Brazylijczyka nie zaważyło, a wręcz paradoksalnie… jeszcze bardziej poprawiło siłę ofensywy The Reds.

Ofensywne Trio

Nie byłoby Salaha bez właśnie Firmino czy Mane. 67% goli Liverpoolu to dzieło wspomnianej trójki. Chyba nie będzie przesadą, jeśli określimy ich największym postrachowym triem Europy poprzedniego sezonu. Brakowało jednak siły ognia na ławce rezerwowych. Trudno było straszyć Dominikiem Solanke, Dannym Ingsem czy Adamem Lallaną. Dziś gotowy do wejścia będzie Shaqiri, który już w przedsezonowym sparingu z Manchesterem United swoją przewrotką zachwycił wszystkich kibiców. Klopp skorzystał ze spadku Stoke City. Szwajcar był dostępny za zaledwie 13,5 miliona funtów. To jak promocja. Tym bardziej, że zawodnik świetnie zaprezentował się na mundialu.

Bramkarz

Liverpool wreszcie ma bramkarza. Co prawda musiał zapłacić Romie aż 55,5 miliona funtów, dzięki czemu Alisson stał się najdroższym zawodnikiem na tej pozycji, ale właśnie tego potrzebował Klopp. Babole Kariusa i Mignoleta były jak śmierdzący menele w tramwajach. Dlaczego? Bo zawsze, kiedy tam trafisz, masz złudną nadzieję, że to się już się więcej nie przytrafi. Naby Keita jest na tyle uniwersalnym pomocnikiem, że nie jesteśmy w stanie mu przypisać pozycji “8” czy też “6”. Ma odbiór, rozegranie, ustawienie się. Sprowadzenie Fabinho sprawia jednak, że potencjał ofensywny byłego gracza Lipska nie zostanie zmarnowany. Do tego Virgil van Dijk, który zgarnia średnio 70% piłek w powietrzu, jest silny fizycznie, dobrze wyprowadza piłkę. To – moim zdaniem – najlepszy stoper Premier League. A fakt, że wybrał Liverpool kosztem Manchesteru City też świadczy o tym, jak wzrosła pozycja klubu z miasta Beatlesów. Obecność Holendra poukładała defensywę Liverpoolu. Boki obrony w postaci Robertsona i Alexandra-Arnolda były rewelacją.

Mistrz na deskach

Liverpool jako jedyny był w stanie nie tyle poradzić sobie z Manchesterem City, co wręcz ich zdominować. Wygrana 5:1 w dwumeczu (mimo kontrowersji), a także taktyczny majstersztyk w lidze – 4:3 – jeden z najlepszych meczów w poprzednim sezonie. W starciu na Etihad podopieczni Kloppa do czerwonej kartki Mane (mimo że przegrywali 0:1) byli zespołem lepszym.

Robin Hood

Sezon 2016/2017: Liverpool w stroju Robin Hooda zabierał bogatym i oddawał biednym. Potrafił ograć dwukrotnie Arsenal, po razie Manchester City, Tottenham, Chelsea na Stamford Bridge, ale kompromitował się, przegrywając z Hull City, Swansea, Crystal Palace czy Bournemouth. Strat punktów z dolną częścią tabeli było zbyt wiele. W poprzednich rozgrywkach to się zmieniło. Choć The Reds gorzej radzili sobie z czołówką, to ze słabszych ekip przegrali jedynie ze Swansea. Oprócz końcówki sezonu, gdzie wyraźnie postawili na Ligę Mistrzów (remisując w kwietniu aż trzy razy na cztery spotkania) – nie zaliczali wtop. Potrafili regularnie “golić frajerów”.
Mistrzostwo trudniej obronić niż zdobyć. To jest ten sezon, kiedy Liverpool już nie może, a musi się włączyć do walki o tytuł. Na papierze wszystko wygląda jak poukładana maszyna. Zobaczymy dokąd dojedzie.

Podsumujmy transfery, które mogą mieć wpływ na dyspozycję Liverpoolu (kwoty w przeliczeniu na euro):
PRZYSZLI:
Alisson (Roma) ▶ 63 mln
Naby Keita (RB Lipsk) ▶ 60 mln
Fabinho (Monaco) ▶ 45 mln
Shaqiri (Stoke) ▶ 15 mln
ODESZLI:
Danny Ward (Leicester) ▶ 14 mln
Emre Can (Juventus) —

Mocnym faworytem według bukmacherów jest oczywiście Manchester City (okolice 1,65). Kolejny w hierarchii Liverpool – nawet do 5,50 (Totolotek), na ogół okolice 5,00 (LVBET/Fortuna).

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o