Atletico Madryt – Real Sociedad godz 16:15

Atleti od pięciu spotkań z czystym kontem. W ostatnich meczach zaczyna im już wychodzić granie w piłkę. Romy nie ograli w dobrym stylu, ale 3 punkty w Lidze Mistrzów bardzo ważne nie tylko w walce o awans, ale poprawiło morale. Trzy dni później pojechali do Walencji i ograli słabe (w ostatnim czasie) Levante 5-0. Z kolei w czwartek wygrali w pucharze z Elche 3-0. Może awans do kolejnej fazy CdR to nie jest powód do euforii, bo ograli III-ligowca, ale w tym meczu również było widać że Atletico powoli wraca na właściwe tory. Kompletnie zdominowali rywala i gdyby nie nieskuteczność m.in Torresa, mogliby zakończyć mecz różnicą ponad pięciu goli. Było dużo rotacji, więc skład w stosunku do meczu z Realem Sociedad mocno się zmieni, ale ta wygrana na pewno podniosła morale drużyny. W zdecydowanie innym położeniu znajdują się piłkarze z Anoeta. Wstyd i hańba odpaść z pucharu z III-ligowcem, w dodatku w pewnym momencie prowadząc w dwumeczu 3-0. Czy to była specjalna zagrywka by odpaść z pucharu? Nie sądzę. Jeśli nie chce się grać w pucharze to na pewno nie wystawia się tak mocnego składu jak zrobił to Sacristan. Co prawda nie była to najlepsza jedenastka na jaką może sobie pozwolić trener, ale było wielu zawodników, którzy mają sporo minut na koncie.
Teraz cofnijmy się do meczu ligowego z Las Palmas, który zremisowali na własnym stadionie 2-2. Spora niespodzianka. Szczególnie zawiedli w defensywie. Nie sądziłem, że mogą stracić aż 2 gole a do tego pozwolić sobie by rywal stworzył sytuacji bramkowych śmiało na 3 gole a nawet 4. Tak, Las Palmas miało okazje bramkowe nawet na 4 gole. Ostatecznie i Real Sociedad zasłużył na 3-4 gole, ale czy to powód do dumy, że strzeliliby 4 gole najsłabszej defensywie ligi? Raczej trzeba się martwić, że sami straciliby tę samą ilość.
Mam wrażenie, że początek problemów nie miał miejsca w meczu z Las Palmas a jeszcze wcześniej, w meczu z Rosenborgiem, wygranym 1-0. Męczyli się, mimo że robili to co lubią, czyli utrzymywali się przy piłce. Rzekłbym, że przy niedołężnym Rosenborgu wygrali TYLKO 1-0. No bo inaczej nie nazwę Norweskiej ekipy. Mieli ostatnią szansę na awans do fazy pucharowej, musieli ograć Real Sociedad, a zaczęli grać w piłkę w 85 minucie. I gdy Rosenborg się otworzył, dopiero wtedy Baskowie zadali ostateczny cios, czym przypieczętowali awans. Mocno wtedy zawiedli ofensywni zawodnicy, szczególnie Oyarzabal, który ostatecznie ustalił wynik meczu w 90 minucie.
W wyjazdowym meczu z Gironą też nie widzieliśmy super meczu w wykonaniu RS. Spotkanie zakończone remisem 1-1 po niemrawej drugiej części spotkania.
Cały czas jest to ofensywna drużyna, potrafiąca strzelać gole, lecz z dużymi problemami w defensywie. Choć ja bym dodał, że Oyarzabal i Willian Jose są od dwóch meczów w słabej dyspozycji, nawet mimo zdobywanych goli, i przez to może być problem. Strzelić gola Atletico a Las Palmas to dwa różne poziomy trudności.
Griezmann nawet jak nie strzela goli to i tak potrafi dać drużynie bardzo dużo. Z Levante zagrał najlepszy mecz sezonu. Prawdopodobnie zdobyłby miano zawodnika meczu, nawet gdyby nie zdobył tych dwóch goli, bo nie na tym polegał jego fenomen na Estadio Ciudad de Valencia a raczej na świetnych podaniach. Jak nie do Gameiro, to później do Torresa, który go zastąpił.
Po powrocie Koke powoli wraca również rozgrywanie drużyny, które kulało. Efekty pojawiły się niemal natychmiast. Wrócił Koke, odżył Griezmann – gol z Romą z przewrotki plus asysta i 2 gole oraz asysta z Levante.

Do tego dochodzi absencja Llorente, podstawowego obrońcy oraz Januzaja, który ostatnio notował świetne występy. Atleti bez Juanfrana. Akurat tę absencję można szybko załatać.

Jak dla mnie czysta jedynka na Atleti
TYP: Wygrana Atletico @ 1,53


Sevilla – Deportivo La Coruna godz 18:30

Uwielbiam mecze tych drużyn! Proszę tylko spojrzeć jakimi wynikami kończyły się ostatnie mecze Andaluzyjczyków z Galisyjczykami.

Kosmos!
Po przyjściu Cristobala Parralo widzimy naprawdę fajnie grające Deportivo. Od razu po wskoczeniu na ławkę ograł Las Palmas 3-1 a kilka dni później przegrał z Atletico 0-1 po naprawdę pozytywnym występie jego podopiecznych. Każdemu kibicowi SuperDepor z pewnością podobała się taka gra, mimo braku punktów.
Po przerwie reprezentacyjnej zaczęła się kanonada. 2-3 z Malagą, 2-2 z Athletikiem, w pucharze 3-2 z Las Palmas. Warto zwrócić uwagę, że nie tylko dużo zdobywają, ale i tracą. W sporej mierze jest to spowodowane brakami kadrowymi defensywnych zawodników.

O tym, że Sevilla jest ofensywnym zespołem wie nie tylko kibic La Liga. Chociaż po bilansie goli ligowych średnio można to wywnioskować. Ale zajrzyjmy głębiej, bo to ważne. Ekipa Eduardo Berizzo od dziesięciu spotkań nie zanotowała undera 2,5.
Pomijając mecz pucharowy, w trzech ostatnich spotkaniach musieli gonić wynik. Z Celtą z 0-1 na 2-1. Z Liverpoolem z 0-3 na 3-3, z Villarrealem z 0-2 na 3-2. Trzy mecze z ofensywnymi zespołami, trzy overowe wyniki. W tym momencie Los Turcos śmiało można nazwać ofensywną drużyną. Oni z kolei na 7 ostatnich meczów zanotowali tylko 1 under 2,5 – z Atletico Madryt co zapewne nikogo nie dziwi. Może niekoniecznie w pierwszej, ale w drugiej połowie może dojść do wymiany ciosów.
Śmiało można za drobną stawkę puścić łamaka 2/1 po kursie 21, czyli do połowy będzie prowadzić Deportivo a mecz wygra Sevilla.  To nie jest przypadek co działo się w ostatnich meczach. Sevilli na 17 goli ligowych tylko 3 strzeliła w pierwszej części spotkania.

Sevilla bez dwójki obrońców, którzy nie grają od dłuższego czasu czyli Pareja i Carrico a także dwóch obrońców niepewnych Kjaer i Escudero.
Deportivo bez podstawowego lewego obrońcy – Luisinho. Może nie są to wielkie braki w defensywie, ale na pewno sprawią lekki problem obu trenerom.

Gospodarz powyżej 1,5 gola @ 1,45


Athletic Bilbao – Real Madryt

Kibice Athletiku ewidentnie mają dość Kuko Zigandy. Podczas otwartego treningu wywieszali transparenty w stylu „Kuko, wynoś się!”, a niektórzy zwyzywali zawodników od skurw***. Wszystko to jest efektem słabej postawy drużyny nie tylko w meczach ligowych, ale również z powodu odpadnięcia z Pucharu Króla, którego Baskowie zazwyczaj nie odpuszczali. Ziganda wystawił naprawdę niezły skład na mecz pucharowy. Tym razem jednak nie udało się awansować. Odpadli z III-ligowcem! Od początku sezonu drużyna walczy z chorobami, kontuzjami. Oprócz nieobecnych od ponad miesiąca Benata i Munianina (dwóch pomocników) na listę nieobecnych dołączył podstawowy środkowy obrońca – Aymeric Laporte, jedyny zawodnik Athletiku, który rozegrał wszystkie 13 spotkań po 90 minut. Co gorsza, nieobecny jest również zawodnik, który byłby typowany w pierwszej kolejności do zastąpienia Francuza – Yeray Alvarez, który w tym sezonie nie rozegrał jeszcze żadnego meczu z powodu problemów zdrowotnych. W środku obrony zobaczymy więc zapewne Etxeitę. Do gry wrócił Oscar de Marcos, ale po jednym meczu doznał kolejnej kontuzji (pomocnik).
W Madrycie sytuacja kadrowa też nie do końca super. Do gry wrócił Bale’a, ale na Athletic znów wypada (środki ostrożności). Bardzo niedawno kontuzji doznał Marco Asensio. Niepewny jest występ Carvajala.

Mimo kilku braków Athletic nadal jest bardzo groźny na San Mames. 2 tygodnie temu zremisowali 1-1 z Villarrealem. Momentami potrafili zdominować przyjezdnych. Ograli Sevillę 1-0, przegrali z Atletico 1-2 po dosyć równym meczu, uznali wyższość Barcy przegrywając 0-2. Niesprawiedliwy wynik, bo Baskowie w pierwszej połowie powinni mieć na koncie co najmniej jedno trafienie. A nawet dwa! Niestety dla nich – na bramce stał Ter Stegen. Keylor Navas w meczu z Formanterą pokazał, że obecnie do Niemca mu trochę brakuje. Podobnie jak obronie Realu do tej Katalońskiej.

TYP: Obie drużyny strzelą @ 1,65


Sandecja Nowy Sącz – Legia Warszawa, 20:30

Czy beniaminek zatrzyma idącą po tytuł drużynę Warszawskiej Legii? Czy Legii uda się zmazać plamę po przegranym meczu w Kielcach? Według nas drużyna Wojskowych udowodni Sandecji kto nadal dzierży tytuł Mistrza Polski i kogo jasnym celem jest jego obrona.

W poprzednim spotkaniu ligowym Legii Warszawa z Koroną Kielce, urazów doznali Guilherme oraz Kasper Hamalainen. Brazylijczyk miał problem ze zbitym udem. Fin zaś opuścił boisko z rozbitym nosem. Wszystko wskazuje na to , że te urazy nie były aż tak groźne i wspomniani wyżej zawodnicy będą gotowi na sobotnią potyczkę z beniaminkiem. Zawodnicy będą mogli być brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na mecz. Pod znakiem zapytania stoi występ reprezentanta Polski – Michała Pazdana. Narzeka on nadal na problemy ze stawem skokowym. Z racji tego nie wystąpił w meczach z Górnikiem Zabrze oraz Koroną. Ponadto nie było go w składzie w meczach reprezentacyjnych. Prawdopodobnie w ekipie z Warszawy nie zagrają kontuzjowani od dłuższego czasu – Radović oraz Czerwiński. W ekipie gospodarzy zabraknie Cetnarskiego oraz Korzyma – obaj piłkarze są również już od dłuższego czasu kontuzjowani. Ponadto pod znakiem zapytania stoi występ Aleksandyra Kolewa, co byłoby ogromną stratą dla popularnych „ Sączersów”. Napastnik zdobył w tym sezonie 4 bramki i zaliczył 1 asystę.

W pierwszym meczu między tymi drużynami 3 punkty przy Łazienkowskiej zainkasowała Legia. Było to jedyne jak do tej pory spotkanie między nimi. Legia na wyjeździe nie zachwyca 9 punktów w 9 meczach – nie jest to szczyt marzeń ekipy Mistrza Polski. Wojskowi wygrali ledwie 3 spotkania, a przegrali aż 6. W 9 meczach wyjazdowych strzelili 9 goli , a stracili 14. Ekipa gospodarzy również nie zachwyca u siebie. Na własnym boisku ekipa z Nowego Sącza nie wygrała od 4 spotkań. 10 punktów w 8 meczach. 6 bramek zdobytych i tyle samo straconych.

TYP: Legia wygra przynajmniej jedną połowę @ 1,46