Krzyże, broń i pięści czyli weekendowe zamieszki na stadionach

0

Ostatni weekend obfitował w dużo emocji. Im bliżej końca sezonu tym większe napięcie i większa presja ciąży zarówno na piłkarzach jak i trenerach. Walka o zwycięstwo w lidze czy wręcz przeciwnie, rozpaczliwy bój o utrzymanie – wszystko to powoduje zwiększenie napięcia podczas meczy. Zdenerwowanie udziela się również kibicom, którzy coraz śmielej dają upust swoim frustracjom i wyładowują złość na piłkarzach. Zachęcamy do zapoznania się z tym co działo się w ostatnich dniach, bo..działo się dużo 🙂

GDZIE JEST KRZYŻ? Na stadionie.

Wszyscy wiemy jakie to dobijające, gdy nasz klub ma gorszy okres i przegrywa mecz za meczem. Czasem kibice nie wytrzymują i obwiniając piłkarzy za złe wyniki wyładowują na nich swoją złość. Do takiej sytuacji doszło ostatnio w Hamburgu. Kibice HSV, które zmaga się z problemami finansowymi a do tego zajmuje miejsce w strefie spadkowej, tracąc 7 punktów do miejsca zapewniającego baraże o utrzymanie jest w kiepskiej pozycji. Nie podoba się to też kibicom, zresztą trudno się dziwić – drużyna, która nigdy nie spadła z niemieckiej ekstraklasy w tym sezonie gra tragicznie – ostatni mecz wygrywając w listopadzie ubiegłego roku. Czarę goryczy przelała jednak sromotna porażka z Bayernem Monachium 0:6. Po tym zdarzeniu kibice włamali się do ośrodka treningowego i wbili wokół boiska czarne krzyże, wraz z transparentem “Wasz czas minął, dorwiemy Was wszystkich”. Fani dali w ten sposób jasny znak kogo obwiniają za złe wyniki. Być może był to też akt desperacji w celu “zmotywowania” piłkarzy do walki i lepszej gry. Czy pomoże? Zobaczymy w sobotę, gdy HSV rozegra mecz z Herthą Berlin na własnym stadionie. Niezależnie jednak od wyniku ten incydent na pewno na długo zapadnie w ich pamięci.

SPOKOJNI FRANCUZI? Niekoniecznie.

Przenosimy się teraz do Francji a konkretniej do Lille. Tamtejsi kibice również nie mają powodów do radości. Ich drużyna zalicza bardzo słaby sezon i znajduje się w strefie spadkowej. Istnieje poważne zagrożenie, że po 18 latach spadną z Ligue 1. Ogromne problemy finansowe (pozostałość po poprzednim trenerze), zakaz transferowy i widmo karnej degradacji (za brak pieniędzy) nie pomagają w utrzymaniu się w L1. Podczas ostatniego meczu z Montpellier, tłumom na stadionie puściły nerwy. Już w trakcie meczu w stronę kibiców i trenerów leciały wyzwiska – “Hańbicie nasze barwy”, “Jak spadniemy to wy też oberwiecie” itp. Jednak prawdziwe piekło rozpętało się dopiero po zakończeniu. Remis 1-1, który wcale nie poprawił sytuacji Lille, tylko rozsierdził kibiców. Grupa około 200 chuliganów wtargnęła na boisko i zaczęła gonić piłkarzy. Padły ciosy, zawodnicy musieli ratować się ucieczką do szatni. Oberwał Pepe i Soumaro ale na szczęście nie stało im się nic poważnego.  Trener Galtier skomentował to zdarzenie mówiąc, że “rozumie złość kibiców z obawy przed spadkiem ale przemoc nie jest rozwiązaniem”. Pytanie tylko, czy potrafi on znaleźć jakiekolwiek inne aby zapewnić pozostanie swojego zespołu w najwyższej klasie rozgrywek.

STÓJ BO STRZELAM! I to bynajmniej nie bramkę.

Do najbardziej szokującej sytuacji doszło w Grecji podczas meczu pomiędzy AEK Ateny a PAOK Saloniki. Cały mecz przebiegał spokojnie i bezbramkowo aż do ostatniej minuty, w której PAOK strzelił zwycięską bramkę na 0-1. Właściwie nie do końca zwycięską, ponieważ sędzia wstrzymał mecz i po naradzie anulował gola gdyż jego zdaniem zawodnik będący na pozycji spalonej utrudniał interwencję bramkarzowi. To co wydarzyło się później jest w zasadzie ciężkie do uwierzenia. Prezes drużyny z Salonik, Ivan Savvidis tak rozwścieczył się decyzją, że wtargnął na boisko domagając się od swoich piłkarzy zejścia i nie kontynuowania meczu. Jednocześnie szedł w stronę sędziego wykrzykując do niego hasła “jesteś martwy” a inne źródła donoszą, że zaatakował jednego z piłkarzy AEK Ateny. Kulminacyjnym punktem szału był jednak moment w którym Savvidis próbował wyciągnąć pistolet, który miał przypiętą do paska. Nie wiadomo, czy był to straszak, broń palna czy może gazowa, ale sam fakt takiej próby jest dość przerażający. Cała sytuacja skończyła się przytrzymywaniem i wyprowadzeniem w kilka osób właściciela drużyny. O ile można zrozumieć zdenerwowanie decyzją arbitra, ponieważ PAOK traci tylko trzy punkty do zajmującego pierwsze miejsce AEK Ateny, o tyle wtargnięcie na boisko i grożenie bronią jest karygodne i niedopuszczalne. Komisja ligi jeszcze nie podjęła decyzji co do konsekwencji jakie zostaną wyciągnięte ale najprawdopodobniej będą to minusowe 3 punkty + kary finansowe, aczkolwiek niewykluczone są dotkliwsze sankcje. W poniedziałek rząd grecki postanowił zawiesić rozgrywki ekstraklasy aż do odwołania 

“KIBICA W ŁEB, JEB JEB JEB”. W wykonaniu kapitana.

Tym razem przenosimy się do Wielkiej Brytanii bowiem kolejne zdarzenie miało miejsce podczas ligowego meczu pomiędzy West Ham a Burnley. Kibice gospodarzy nie potrafią pogodzić się ze zmianą i nowym sposobem zarządzania klubem przez właścicieli –  Davida Sullivana i Davida Golda. Mają do tego spore zastrzeżenia – “zniszczyliście klub”, “sprzedaliście marzenia i zafundowaliście koszmar” to tylko niektóre z zarzutów. Podczas sobotniego meczu kibice West Hamu dwa razy wdarła się na boisko przerywając spotkanie. W ten sposób chcieli zaprotestować i pokazać sprzeciw wobec działań obecnych właścicieli. W jednej z tych sytuacji, kapitan drużyny nie wytrzymał, podbiegł i uderzył biegnącego po boisku fana. Popchnął go na murawę, tym samym ułatwiając ochronie zatrzymanie go. Właściciele zostali zmuszeni do opuszczenia boiska ze względów bezpieczeństwa. Na uwagę zasługuje też bardzo ładna postawa piłkarzy z Burnley, którzy pozwolili siedzieć młodym kibicom gospodarzy na ich ławce rezerwowych podczas zamieszek. Jak tłumaczą – zrobili to po to, by dzieci poczuły się bezpieczniej. West Ham wydał oświadczenie, w którym zapewnia że przeprowadzi postępowanie wyjaśniające w tej sprawie a równolegle swoje postępowanie prowadzi komisja ligi angielskiej. Już teraz mówi się o karach finansowych i możliwości zamknięcia stadionu dla publiczności. Dla klubu większym problem powinno być jednak to, że po przegranej 0-3 z Burnley zajmują obecnie 16 miejsce i są zaledwie 3 punkty nad strefą spadkową…

ORZEŁ CZY RESZKA? Lepsza zamieszka!

Na koniec poniekąd zabawna sytuacja jaka miała miejsce w lidze brazylijskiej. Kapitanowie Internacionalu i Gremio – D’Alessandro i Maicon pokłócili się jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Poszło o… o to kto ma wybrać orła a kto reszkę podczas wyboru stron za pomocą rzutu monetą. Obaj piłkarze zaczęli się przekrzykiwać i popychać. Interweniowali sędziowie, którzy rozdzielili zawodników. Koniec końców mecz został rozegrany (choć do drugiej połowy sędzia doliczył aż 12 minut) i zakończył się zwycięstwem gości 1-2. Jednak ta sytuacja pokazuje jak szybko może zaognić się zwykła kłótnia o tak prozaiczną rzecz jaką jest wybór strony monety 🙂
W trakcie meczu obaj zawodnicy byli nabuzowani po żółtej kartce, jeden z nich w doliczonym czasie pierwszej połowy, drugi w doliczonym czasie drugiej połowy.

To już wszystko na dziś, mamy nadzieję, że podobał Wam się nasz felieton. Ten weekend obfitował w podobne sytuacje ale wybraliśmy najważniejsze. Oby w kolejnych tygodniach było ich jak najmniej, bo o ile dobrze są to interesujące tematy, to jednak jest to niesportowe i nieeleganckie zachowanie, które nie powinno mieć miejsca, a już zwłaszcza w wysokich klasach rozgrywek. Udanego tygodnia!

Rating: 4.9/5. From 9 votes.
Please wait...

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o