Wyobraźcie sobie, że jesteście właścicielem typowego ligowego średniaka, który w poprzednim sezonie w zasadzie do ostatnich kolejek walczył o utrzymanie. W tym sezonie twój klub gra co najmniej nieźle, przegrał tylko trzy mecze, a zawodnik, którego sprowadziłeś jest najlepszym strzelcem całej ligi. Teoretycznie wszystko jest okej i na pierwszy rzut oka powinieneś pochwalić trenera, pokazać że go wspierasz i tak dalej. Ale nie we Włoszech.

Jak się bowiem właśnie okazało, szef Genoi, Enrico Preziosi podjął decyzję o zwolnieniu Davide Ballardiniego. Wszystko po ostatniej porażce w domowym starciu z Parmą, która była trzecią przegraną w tym sezonie – wcześniej Genoa traciła punkty z Sassuolo i Lazio. Pozostałe cztery jednak wygrała i gdyby zgarnęła trzy punkty w zaległym meczu, znalazłaby się na lokacie gwarantującej awans do eliminacji przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Jak widać – to za mało.

Naprawdę ciężko podać racjonalne powody i argumenty broniące tę decyzję zwłaszcza, jeśli spojrzymy na to, kto zastąpi Ballardiniego na stanowisku trenera pierwszej drużyny. Preziosi zdecydował, że będzie to Ivan Jurić, którego już… dwukrotnie zwalniał. Były piłkarz Sevilli czy Genoi wylatywał z klubu w 2017 roku, kiedy to przy pierwszym podejściu w 28 meczach wykręcił zawrotną średnią 1,11 pkt/mecz, a potem w 20 spotkaniach – 0,80 pkt.

I kto wie czy podobny los nie spotka go już niedługo po raz trzeci. Przed Genoą bowiem bardzo trudny terminarz – po przerwie reprezentacyjnej ekipa ze Stadio Luigi Ferraris zmierzy się z takimi drużynami, jak Juventus, Milan, Inter, Napoli czy Sampdoria. Obawiamy się, że koledzy Krzysztofa Piątka mogą w tym czasie pogubić „trochę” punktów i przegrać więcej, niż trzy mecze na siedem – jak to było w przypadku Ballardiniego.

https://twitter.com/pat_kubik/status/1049645002752692224

We Włoszech to niestety bardzo popularna praktyka. Właściciele zwalniają trenera X żeby zatrudnić trenera Y, a jak trenerowi Y nie idzie, to ściągają z powrotem trenera X – wszak w ciągu kilku miesięcy jego kontrakt nie wygasa i wciąż formalnie jest pracownikiem klubu. Regularnie tego typu praktyki uprawiał Maurizio Zamparini w Palermo, kiedy to zmieniał szkoleniowców jak rękawiczki, a czegoś podobnego doświadczył też między innymi Eusebio Di Francesco za czasów pracy w Sassuolo. Wyleciał on bowiem za kiepskie wyniki, na kilka meczów zastąpił go doświadczony Alberto Malesani, ale kiedy szefowie uznali, że jednak to wciąż nie jest to, ściągnęli z powrotem Di Francesco. Brzmi logicznie, nieprawdaż?

To co, do końca roku Jurić wyleci i zastąpi go Ballardini, czy jednak Chorwat przetrwa na stanowisku nieco dłużej?