Jednoręki piłkarz z Urugwaju – Hector Castro

0
jednoręki piłkarz

Natalia Partyka. Pewnie nie spodziewaliście się tego nazwiska, co? Spokojnie, to nie o niej Wam opowiemy, ale jest niezłym punktem wyjścia do tego, o czym powiedzieć chcemy. Polska tenisistka stołowa, która od urodzenia żyje bez prawego przedramienia, regularnie rywalizuje z pełnosprawnymi zawodniczkami, ale swoje największe sukcesy odnosiła na igrzyskach paraolimpijskich. No i zapewne właśnie na nich byłoby dziś miejsce dla Hectora Castro. Jednoręki piłkarz. Historia prawdziwa.

Mógłby być bramkarzem w Amp-Futbolu, który ostatnio staje się w naszym kraju coraz popularniejszy, jest również wspierany przez bukmachera forBET. Może dałby radę pokopać piłkę w lokalnych ligach czy na orliku. Ale niemal na pewno nie mógłby liczyć na zrobienie wielkiej kariery, gdyby jego historia przypadła na czasy profesjonalizacji futbolu. Na całe szczęście – dla siebie i Urugwaju – urodził się w 1904 roku. „El Divino Manco”, cudowny jednoręki.

Wypadek

Przez trzynaście lat Hector żył jak każdy inny dzieciak w tamtym czasie – dzieląc swoje dni pomiędzy zabawę, naukę i pracę. Do tej ostatniej musiał chodzić zresztą od dziesiątego roku życia, bo pochodził z biednej rodziny. „Zabawa” oznaczała z kolei głównie kopanie piłki, był w tym zresztą całkiem niezły. A potem zdarzył się wypadek, który w teorii miał przekreślić jego przygodę ze sportem. Włączona piła i ręka to nie jest dobre połączenie, doskonale o tym wiemy. Castro przekonał się o tym w najgorszy możliwy sposób – na własnej skórze.

Jednoręki Piłkarz

Co zrobiłby każdy inny chłopak w jego wieku? Pomyślał, że to koniec marzeń o wielkiej karierze, wiadomo. Co zrobił Hector? W sumie to… nic. Dalej kopał piłkę, wychodząc ze – skądinąd słusznego – wniosku, że gra się nogami i głową, a nie rękami. Był w końcu napastnikiem, nie golkiperem. Nigdy nie prosił też o sympatię, nie chciał taryfy ulgowej. Gdy był już gwiazdą, grał dokładnie tak, jak każdy inny zawodnik. Nie oczekiwał, że rywale potraktują go lżej, ale i oni nie mogli oczekiwać, że Urugwajczyk odpuści. Wręcz przeciwnie – potrafił zagrać brutalnie, gdy wymagała tego sytuacja. Często zresztą, gdy sędzia nie patrzył, ładował iście bokserskie ciosy. Co ciekawe – również tym, co zostało z jego prawej ręki. Jednoręki piłkarz wcale nie był gorszy od reszty!

Kariera klubowa

Wróćmy jednak do początków. W wieku 17 lat z biedy urugwajskiej stolicy wyrwał go Athletic Club Lito. Urugwajski średniak, nigdy nie dobił do poziomu, który gwarantowałby mu sukcesy. Nie był też szczytem marzeń Hectora, ten robił więc wszystko, by pójść wyżej. I faktycznie poszedł, w Athleticu prezentował się na tyle dobrze, że już dwa lata później został zawodnikiem Nacionalu, jednego z dwóch największych klubów w Urugwaju. Drugi to Penarol, czyli, jak to zwykle bywa – największy ich rywal. Początek przygody z nowym klubem Castro miał idealny – w swoim pierwszym sezonie zdobył mistrzowski tytuł. Na kolejny musiał poczekać dziewięć lat, ostatecznie dobił do trzech takich.

Reprezentacja

Mimo braku ligowych sukcesów, Hector wyróżniał się w zespole na tyle, że szybko powołano go do reprezentacji Urugwaju. Nie udało mu się wybrać na igrzyska w 1924 roku, ale już cztery lata później wystąpił na turnieju, na którym Urusi obronili status najlepszych. Wystąpił w dwóch spotkaniach, w których zdobył jedną bramkę. Najważniejszy turniej w jego życiu przyszedł jednak kolejne dwa lata później. Pierwsze, historyczne Mistrzostwa Świata. Organizowane w jego rodzinnym kraju, bo FIFA zdecydowała, że należy nagrodzić Urugwajczyków za osiągane przez nich wyniki. Setna rocznica uzyskania niepodległości też swoje zrobiła, będąc dodatkowym argumentem. Ale to szczegół, przecież polityka i futbol się nie łączą, prawda?

No i zaczął się mundial. Urugwaj na otwarcie grał z Peru. Mecz zakończył się wynikiem 1:0, a bramkę zdobył… tak, to musiał być on – Hector Castro. Mimo tego w kolejnych spotkaniach na szpicy w składzie Urusów występował Pelegrin Anselmo, dziś, przez niektórych historyków futbolu uważany za pierwszą fałszywą „9” w historii. Jakkolwiek fałszywy na tej pozycji by nie był, tak strzelać potrafił – w dwóch spotkaniach trzykrotnie władował piłkę do siatki, a Urugwaj wygrał całą grupę. Później okazał się lepszy od Jugosławii, gromiąc ją w półfinale aż 6:1!

Groźby

Sęk w tym, że drugie z tych spotkań zakończyło się dla Anselmo kontuzją, przez którą nie mógł wystąpić w finale. Co to oznaczało, zapewne się domyślacie. Hector Castro wskoczył do składu w meczu z Argentyną. Meczu o złoto. Cholernie ważnym, to rzecz oczywista, ale dla niektórych chyba aż za bardzo – przed spotkaniem Castro odebrał telefon i usłyszał, że w zamian za 50000 peso ma zagrać słabo. Gdy się nie zgodził, gość po drugiej stronie zagroził, że Castro „nigdy więcej nie zobaczy słońca, jeśli Urugwaj wygra”.

Hector miał te pogróżki w wiadomym miejscu. Zresztą, nie wiemy, czego oczekiwał dzwoniący. Gość traci rękę w wieku 13 lat, mimo tego gra w finale mistrzostw świata, a typ myśli, że przejmie się pogróżkami? Nie ma opcji. Tym bardziej, że na Estadio Centenario w Montevideo zebrało się 93 tysiące ludzi, zdecydowana większość była, rzecz jasna, za Urugwajem. I to oni cieszyli się na koniec. Gospodarze wygrali 4-2, a ostatnie trafienie w meczu, zanotował Hector Castro. Otworzył turniej dla Urusów, zamknął dla wszystkich, pieczętując zdobycie pucharu. Niemożliwe nie istnieje!

Warto dodać, że urugwajska policja bała się wybuchu zamieszek po meczu, ale ostatecznie okazało się, że to nie w Montevideo trzeba było pilnować porządku, bo te wybuchły w Buenos Aires, stolicy Argentyny. Tamtejsi fani zaatakowali urugwajski konsulat, wygwizdali też grupę kobiet z urugwajskimi flagami. A Hector Castro? Niczym się nie przejmował. To nie było w jego stylu, bo poza boiskiem gość był palaczem, alkoholikiem, hazardzistą i kobieciarzem. Dziś tabloidy miałyby z niego pociechę. A w tamtejszych czasach to tylko wzmacniało jego status gwiazdy.

To już koniec…

Niestety nie miał okazji wystąpić po raz kolejny na mistrzostwach świata – Urugwaj, obrażony tym, że na pierwszy mundial przyjechały tylko cztery europejskie reprezentacje, odrzucił możliwość wyjazdu do Włoch w 1934 roku i cztery lata później do Francji. Kto wie, czy gdyby nie to, na koncie Castro nie byłoby więcej mundialowych sukcesów.

By dopisać epilog do tej historii, należy dodać, że Castro zmarł w 1960 roku przez atak serca. Miał 55 lat, półtora ręki i jedno mistrzostwo świata. W Urugwaju pamięta się o nim do dziś!


Sprawdź typy bukmacherskie na dziś -> Typy Dnia

Rating: 5.0/5. From 2 votes.
Please wait...

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o