Sunderland w 2006 roku spadł z Premier League z żenującym dorobkiem 15 punktów. Ich start w Championship był równie tragiczny. Cztery porażki, brak trenera, chaos w personaliach i widmo kolejnej degradacji. Wtedy zdecydowali się na bardzo odważny krok. Postanowili zatrudnić Roya Keane’a, żeby ktoś złapał piłkarzy za mordy. Keane dopiero co skończył karierę piłkarską, nie miał kompletnie żadnego doświadczenia. Zrobił szybkie transfery, podzwonił do kumpli, ściągnął na przykład Dwighte’a Yorke’a prosto z Australii. No to pierwszy mecz i pierwsza przemowa. Wyjazdowa potyczka z Derby County. Nie miał czasu się przygotować, dopiero co się przeprowadził, zabiegał o nowych piłkarzy, ciągle odbierał telefony, miał raptem kilka dni do zamknięcia okienka. Przyszedł czas na „fachową” analizę przeciwnika.

Roy Keane zaczął nawijać o bramkarzu rywali. Gadał, gadał, gadał, gęba mu się nie zamykała. Tłumaczył, że o wiele gorzej radzi sobie z górnymi piłkami. Lee Camp miał 183 centymetry, w poprzednim sezonie był podstawowym bramkarzem Derby. W ostatniej kolejce rywale wbili mu cztery gole. Menadżer się nakręcał, praktycznie całą swoją uwagę skupił na golkiperze. Mówił z wielką charyzmą, chciał zarazić zawodników pewnością siebie. Przemawiał tak, jakby to było coś zupełnie oczywistego. W pewnym momencie jeden z napastników, Dave Conolly, nieśmiało podniósł rękę, ale Keane myślał, że robi sobie jakieś jaja, bo z tego w szatni słynął. Zignorował go.

Roy cały czas jak w natchnieniu opowiadał o górnych strzałach, przeprowadził długi, kilkunastominutowy wykład o tym, że warto atakować niskiego Campa, bo ma także problem z wrzutkami. Kazał swoim piłkarzom go przycisnąć. Conolly cały czas trzymał w górze uniesioną rękę i nie dawał za wygraną. Nie mówił jednak nic, bo trener nie udzielił mu głosu. Wreszcie zaciekawił się – co takiego ma do powiedzenia Dave. „Wypożyczyli go tydzień temu” – oznajmił. Keane płonął jak prawdziwy diabeł. Tym razem jednak ze wstydu.

Cała ta historia pochodzi z jego autobiografii, a to komiczny komentarz w oryginale: „Nie kontuzja, a pier***ny transfer. Tydzień temu. A ja miałem być tym wielkim bohaterem, co zjawia się, żeby ratować klub. I to było moja pierwsze drużynowe wystąpienie”. Zgonił winę na… skautów, mówiąc, że tym pier***nym ludziom nie można ufać. Rozluźnił atmosferę. Sunderland wygrał.

Keane znakomicie się sprawdził. Klub nie miał żadnej wizji, żadnego planu. Irlandczyk dokonał cudu, jego transfery były jak zupka chińska na obiad, a mimo to awansował z Sunderlandem do Premier League i to z pierwszego miejsca. W swoim pierwszym sezonie.

 Zawód: Typer | #CiekawoZTka